Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
21. Osaczona


21. Osaczona

Zdenerwowana wpadłam do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie obracając się za siebie poszłam do kuchni, w której na szczęście nikogo nie było. Za plecami usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i po chwili zaraz za mną do pomieszczenia wszedł Darren. Nie zwróciłam na to uwagi, tylko nalałam sobie kawy do filiżanki, choć jedyne na co miałam ochotę, to cisnąć nią w niego. Przez cały czas obserwował mnie w milczeniu, ale ja nie miałam zamiaru się do niego odzywać. Tak bardzo mnie zdenerwował! Biedny Sam, myślałam, że zapadnę się pod ziemię! Czy ci faceci muszą być aż tak głupi? O co im w ogóle poszło? Nie sądziłam, że mój najlepszy przyjaciel i Darren mogą się aż tak nie lubić. Gdy tu przyjechałam, nawet nie brałam czegoś takiego pod uwagę. A tu nagle takie coś...
Z nerwów trzęsły mi się ręce, dlatego zaczęłam krzątać się po kuchni. Pozbierałam brudne naczynia i powkładałam je do zmywarki, a przechodząc obok lodówki, zauważyłam na niej wiadomość od mamy, żebyśmy zrobili obiad. No tak....moja mama zakochała się w kuchni Darrena i chyba postanowiła, że do końca naszego pobytu nie będzie gotować. Co to to nie! Darren może sobie być mistrzem świata w tej dziedzinie, ale dziś kuchnia należy do mnie! Zebrałam jeszcze kilka talerzy, ale Darren wyciągnął mi je z dłoni i zmusił mnie bym na niego spojrzała.

- Powiesz coś w końcu?- spytał zniecierpliwionym tonem.
- A kto powiedział, że mam zamiar z tobą rozmawiać?- prychnęłam, próbując się wyrwać.
- Przestań tak mówić.- teraz to Darren się zdenerwował.- Wyjaśnię ci to.
- A co tu jest do wyjaśniania?- warknęłam.
- Nawet nie wiesz co się stało.- rzekł Darren, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Odbiło ci, to się właśnie stało!- powiedziałam podnosząc głos.
- Czemu tak bardzo go bronisz?- zdziwił się.- Według mnie wina leży po środku.
- Z tą różnicą, że to nie ty leżałeś zakrwawiony na środku ulicy!- nie dawałam za wygraną. Zachowanie Darrena naprawdę mnie zaniepokoiło, nie miałam pojęcia że może tak się zachować.
- Nie przesadzaj, to tylko małe skaleczenie, nic mu nie będzie.- mruknął wzruszając ramionami.
- Ale zrobiłeś ze mnie idiotkę!- wygarnęłam mu.
- Niby w jaki sposób?- spytał, unosząc brwi.
- Nie udawaj głupiego! Najpierw uciekam, nie daję znaku życia, a teraz kiedy wracam i próbuje jakoś to wszystko poskładać, dzieje się coś takiego! Mój najlepszy przyjaciel dostaje w twarz od mojego faceta?! Pewnie wszyscy sąsiedzi to widzieli i jeszcze długo będą o tym gadać!- wyjaśniłam gniewnie.
- Za bardzo się przejmujesz.- rzekł stanowczo, podchodząc do ekspresu i również nalewając sobie kawy.
- Ach tak? Łatwo ci mówić, ciebie to nie obchodzi, bo nikt cię tu nie zna i możesz sobie robić co chcesz!- warknęłam.
- Nie muszę? Uważasz, że nie ważne jest dla mnie to jak wypadam w oczach twojej mamy lub przyjaciół?- zapytał zaskoczony.- Jeśli tak myślisz to grubo się mylisz.
- Tak bardzo się przejmujesz zdaniem moich znajomych, że musisz ich bić? Tak okazujesz sympatię?- zadrwiłam.
- Nie bądź śmieszna. Może i mógłbym polubić Sama, ale nie teraz. Nie po tym co mówił i jak się zachowuje.- rzekł gniewnie Darren.
- A co on takiego zrobił?- spytałam obojętnym tonem.- Rzucił jakimś głupim żartem, a ty od razu musiałeś wziąć to do siebie! Dorośnij.
- Myślisz, że tylko o to chodzi? Widać, że nie znasz się na facetach.- zaśmiał się nerwowo Darren.
- Nie rozumiem.- mruknęłam zbita z tropu.
- Przecież to jasne, że rywalizujemy.- powiedział znudzonym głosem, jakby mówił coś oczywistego.
- O co?- zdziwiłam się.
- Jak to o co? O twoje względy!- wyrzucił to w końcu z siebie. Przez chwilę nic nie mówiłam, starając jakoś przyswoić sobie tą informację.
- Ty to jeszcze rozumiem...- zaczęłam powoli.- Ale Sam? Przecież...
- Tylko nie wyskakuj z tym, że jesteście tylko przyjaciółmi!- przerwał mi gniewnie Darren.- Może z twojej strony tak, ale u niego od razu widać, że coś do ciebie czuje.
- Tak, przyjaźń.- powiedziałam lekceważąco. Czy wszyscy wokół uwzięli się na ten temat?
- Dobrze wiesz o czym mówię! On nie spuszcza z ciebie wzroku, stara się wywołać w tobie zazdrość spotykając się z tą blondyną, a dziś próbował mi wmówić, że traktuję cię jak zabawkę i że prędzej czy później się mną znudzisz.- wyjaśnił z pogardą w głosie.
- Musiał mieć jakiś powód żeby tak powiedzieć.- wymamrotałam, czując jak tracę grunt pod nogami. Sam naprawdę jest zdolny powiedzieć coś takiego? Darren ma wady, ale jest przecież taki cudowny dla mnie. A Sam nawet go nie zna, więc jak może wyciągać takie dziwne wnioski?
- Nie wierzysz mi, to sama z nim porozmawiaj.- złościł się dalej.- Zresztą nie byłem mu dłużny, też powiedziałem mu co o nim myślę.
- To znaczy co?- spytałam.
- Że nie podoba mi się to, jak zostawił cię na pastwę losu, zamiast być z tobą w trudnych chwilach. Tak zachowuje się przyjaciel? Nie sądzę.- rzekł Darren.
- O nie, mogłeś tego nie mówić.- jęknęłam.
- Ktoś musiał mu uświadomić tę okrutną prawdę.- prychnął Darren.
- Wiesz, że dolałeś tylko oliwy do ognia?- martwiłam się dalej.
- Jakoś nie bardzo mnie to interesuje. Pamiętaj, że przyjechałam tu dla ciebie, a nie dla tego zadufanego w sobie idioty.- warknął.
- Nie mów tak.- poprosiłam.
- Będę mówił o nim co mi się podoba. Co nie znaczy, że nie jest mi przykro z powodu tego co się stało.- tłumaczył się Darren.- Jest, ale nie będę go przepraszać. Jedynie mogę ciebie prosić o wybaczenie.
- Daj spokój, sama nie zachowałam się zbyt dobrze.- rzekłam krzywiąc się.
- Tak, brakowało jeszcze żebyś dała mi przy nim w twarz.- przyznał kpiąco Darren.
- Głupio się zachowaliśmy. Mam nadzieję, że już więcej nie będzie takich sytuacji.- powiedziałam. Już otwierałam usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale nie mogłam, bo Darren zamknął mi je pocałunkiem. Nie mogłam się długo na niego gniewać, choć ciągle było mi głupio z powodu tego co się stało. Odepchnęłam go od siebie śmiejąc się, bo przecież w każdej chwili do kuchni może wejść mama. Kto wie, może akurat dziś postanowi wrócić szybciej z pracy. I właśnie wtedy, gdy się nad tym zastanawiałam, usłyszałam dźwięk mojej komórki, która leżała na stole kuchennym. Podeszłam tam i wzięłam go do ręki.
- Ups.- bąknęłam zaskoczona patrząc na wyświetlacz, a potem na Darrena.


Zaletą bycia szefem w Star, i w sumie nie tylko tam, jest to że może on powierzać swoim pracownikom takie zadanie jakie mu się żywnie podobają. Nie mówię, że to źle, w końcu bardzo lubię Harry'ego. Tylko co ja teraz robię? Biegam pomiędzy alejkami supermarketu tylko dlatego, że zapomniał zrobić zakupów wczoraj wieczorem i boi się reakcji żony. A że on nie może opuszczać swojego posterunku, zostałam jego „dziewczynką na posyłki”.
I tak z koszykiem obładowanym przeróżnymi produktami, od fasoli w puszcze zaczynając i na wacikach kończąc, zmierzałam w kierunku kasy. Jedynym tego plusem było to, że Harry pożyczył mi swój samochód. Jakoś nie wyobrażam sobie siebie, obijającej się z tym wszystkim w metrze lub autobusie. 
Wrzuciłam wszystkie zakupy do bagażnika i wsiadłam za kierownicę. Chwilę tak posiedziałam, korzystając z kolejnej przerwy w pracy i rozmyślając nad czymś głęboko.
Choć od wizyty Jay'a minęło już z 5 godzin, nie było chwili żebym nie myślała, o propozycji jaką mi złożył. Zaczęłam nawet wyobrażać sobie siebie na wybiegu, ubraną w skąpe bikini z najnowszej kolekcji, doskonale podkreślające moje wdzięki lub w długich wieczorowych sukniach od Armaniego, o których zawsze marzyłam. Są takie piękne i gustowne. I cholernie drogie. Ale jako modelkę, byłoby mnie w końcu stać na coś takiego. Kuszące, kuszące, ale wiedziałam przecież, że takie życie ma też swoje wady. Między innymi ciągłe wyjazdy, reporterzy, brak życia prywatnego i ten cały stres. Nie wiedziałam, czy jestem gotowa na coś takiego. Po chwili jednak postukałam się w czoło. Taka szansa może się już więcej nie powtórzyć! Na co ja w ogóle czekam!
Wyciągnęłam wizytówkę z kieszeni spodni i wystukałam na telefonie podany tam numer. Ze zdenerwowania aż pociły mi się ręce.
- Tak?- usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
- Cześć, to znowu ja Kate.- powiedziałam niepewnie do telefonu. Od kiedy tracę pewność siebie? Bez wątpienia dzieje się ze mną coś dziwnego... 
- Wiedziałem, że się odezwiesz.- ucieszył się Jay.
- Skąd ta pewność?- spytałam.
- Widziałem ten błysk w twoim oku, kiedy podawałem ci wizytówkę.- zaśmiał się.
- No tak, łatwo mnie rozgryźć.- przyznałam, uspokajając się w końcu.
- Co mogę dla ciebie zrobić?- spytał głupio. Doskonale wiedział czego chcę.
- A czy to nie oczywiste? Jestem zainteresowana twoją propozycją.- wyjaśniłam.
- Bardzo się cieszę! Miałem nadzieję, że się zgodzisz!- powiedział z entuzjazmem Jay.
- Więc kiedy ustalimy jakieś warunki?- zapytałam.
- Przyjdź do mojego biura w Queens, wtedy omówimy szczegóły.- zaproponował, podając mi od razu adres, który szybko zanotowałam.- Wiesz jak trafić?
- Spokojnie, dam sobie radę.- powiedziałam, już pewniejsza siebie.- A kiedy mam wpaść?
- Może jutro ok 15?- zaproponował Jay.
- Jestem wtedy w pracy.- mruknęłam markotnie.- Ale może uda mi się wyrwać na godzinkę.
- Byłoby świetnie.- ucieszył się Jay.- To jesteśmy umówieni.
- Super.- rzekłam radośnie.- To do jutra.
- Będę na ciebie czekał.- rzekł, zanim się rozłączył.
Odetchnęłam z ulgą. Nie było tak źle, nie spodziewałam się, że będzie oczekiwał się mojego telefonu. Pewnie takich jak ja ma na pęczki. Zaraz, zaraz! Co ja gadam? Nie jestem taka jak inne, ja jestem od nich wszystkich lepsza! Muszę sprawić, by stara Kate znowu wróciła! Czułam ogromną euforię. Może w końcu coś mi się uda osiągnąć!
Teraz tylko muszę zastanowić się jak przekonać Harry'ego do tego, by dał mi jutro wolną godziną lub dwie. I gdzie do cholery jest to całe Queens? Będę musiała się tego wszystkiego dowiedzieć od Harry'ego. Odpaliłam silnik i pojechałam w kierunku Star. 
Zaparkowałam na tyłach budynku i weszłam do środka przez zaplecze, gdzie szybko się przebrałam. Harry'ego nigdzie nie było, domyśliłam się więc, że pewnie stoi za barem. Już miałam tam wyjść, kiedy usłyszałam strzępy rozmowy:

-...to może spytam inaczej. Nie wie pan, czy nie chce powiedzieć gdzie ona jest?- usłyszałam chłodny męski głos.
- Dlaczego mnie pan pyta? Przecież ona tu nawet nie pracuje.- wykręcał się Harry.
- Niech pan sobie daruje, wiem że się znacie i że często tu przebywa.- warknął facet. 
- Skąd pan o tym wie?- zdziwił się Harry.- Czego pan od niej chce?
- To nie pański interes. Potrzebujemy od niej kilku informacji.- wycedził mężczyzna.
- My to znaczy kto?- dopytywał się Harry.
- Mówiłem, że to nie pana sprawa.- powtórzył nieznajomy.
- W takim razie nic panu nie powiem. Myślę, że nie byłaby zachwycona, gdybym powiedział coś o niej nieznajomemu.- powiedział stanowczo Harry.
- Nie rozumie pan. My się dobrze znamy, studiowaliśmy razem.- próbował wyjaśnić mężczyzna. Wychyliłam się zza framugi, by się mu przyjrzeć. Był to wysoki mężczyzna, z czarnymi włosami, zimnymi, stalowymi oczami i z ostrymi rysami twarzy. Można by było uznać go za przystojnego, gdyby nie ten bijący od niego chłód. Miałam dziwne przeczucie, że nie ma przyjaznych zamiarów. Ciekawa byłam o kogo pytał Harry'ego, ale nie chciałam podsłuchiwać. Zaczęłam więc przecierać stoliki, by choć udawać, że coś robię. A może akurat wychwycę jeszcze jakąś informację.
- Myśli pan, że w to uwierzę? Zresztą, jest tu jej przyjaciółka, może ona zdoła panu pomóc.- prychnął Harry. A więc chodzi o Jessie! Jak zwykle wpakowała się w jakieś kłopoty! Powoli odwróciłam się, domyślając się, że o mnie mowa. Spojrzałam na faceta i stwierdziłam, że nie pamiętam nikogo takiego na naszym roku. Musiał kłamać. Mężczyzna, gdy tylko na mnie spojrzał, odwrócił się napięcie i wyszedł bez słowa. Zaskoczyło mnie to. Co ja mu takiego zrobiłam? Harry'ego też to zdziwiło.
- To było dziwne..- stwierdził.- Czego on mógł chcieć od Jessie?
- Nie mam pojęcia.- mruknęłam obojętnie. Nie bardzo mnie to interesowało, chciałam tylko powiedzieć Harry'emu o moim jutrzejszym spotkaniu i wrócić do pracy.
- Dobrze, że nic mu nie powiedziałem, nie wiadomo co to za facet.- ciągnął dalej Harry.- Od razu widać, że to typ spod ciemnej gwiazdy.
- Mam do ciebie sprawę...- rzekłam, po czym zamarłam, urywając w połowie zdania. Jak mogłam wcześniej na to nie wpaść, czy mi kompletnie odbiło?!
- Kate, jesteś tu?- zażartował Harry, machając mi ręką przed twarzą. Ale ja nie słuchałam, tylko wybiegłam na ulicę. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony, ale nigdzie go nie widziałam. Pobiegłam nawet do końca ulicy, ale dalej nic. Po prostu zniknął.
- Możesz mi wyjaśnić co to było?- spytał zaskoczony Harry, gdy wróciłam. Usiadłam ciężko na krześle, nie mogąc powiedzieć ani słowa.- Kate, jesteś biała jak kreda, co się stało?
- Na pewno nic mu nie powiedziałeś?- spytałam roztrzęsionym głosem. 
- Zanim zaczął zadawać dziwne pytania, powiedziałem po prostu, że wyjechała. Powiesz mi o co chodzi?- dopytywał się zniecierpliwiony. Dalej milczałam, przytłoczona tysiącem myśli wirujących w mojej głowie. Wszystko zaczyna się składać w logiczną całość. To musiał być ten facet, który śledzi Jessie. Nie raz opisywał mi go jako wysokiego czarnowłosego mężczyznę. Ale czego on chciał? Po co o nią wypytywał? Mam nadzieję, że nie zacznie teraz węszyć. Przecież jej może grozić niebezpieczeństwo!
Wyciągnęłam z kieszeni swoją motorolę, przytłaczana pytającym spojrzeniem Harry'ego, po czym wykręciłam jej numer. Czy ona zawsze musi mieć wyłączony telefon?!


- Cześć Vince, miło cię słyszeć- zaświergotałam do telefonu, przyjmując swobodny ton głosu. Darren wytrzeszczył na mnie oczy. Prędzej czy później, któryś z nich musiał zadzwonić. Teraz wszystko zależy od mojego „talentu” aktorskiego.
- Hej Jess, co tam? Wiesz, chciałem cię przeprosić za to nieporozumienie na imprezie. Nie chcę, by to przekreśliło naszą znajomość.- rzekł do telefonu. Poczułam ulgę, mimo iż wyczuwałam coś nieszczerego w jego głosie.
- Miło to słyszeć. Przeprosiny przyjęte.- odpowiedziałam z uśmiechem. Przynajmniej ta jedna sprawa jest rozwiązana.
- To dobrze, cieszę się. Więc, jak się tam bawicie?- spytał z kpiną w głosie. Uśmiech momentalnie spełzł mi z twarzy.
- Masz na myśli mnie i moją rodzinę?- spytałam niepewnie, zdając sobie sprawę, że sama się wkopuje. Darren chyba pomyślał o tym samym, bo złapał się za głowę.
- Dobrze wiesz o czym mówię.- rzekł Vince niecierpliwym tonem.
- Nie, nie wiem.- upierałam się. 
- Przecież wiem, że Wally tam jest.- wyjaśnił w końcu znudzonym tonem. Umilkłam, patrząc ze strachem na Darrena.
- Że co?- wyjąkałam.- Dobrze wiesz, że nie mam z nim kontaktu.
- Przecież nie jestem ślepy, widzę co się dzieje.- powiedział.
- Co konkretnie?- dopytywałam się.
- Widziałem jak on na ciebie patrzy.- rzucił sucho Vince.- Nie wiem dlaczego mnie okłamujecie.
- Ja naprawdę nie mam pojęcia o czym ty mówisz.- rzekłam z naciskiem. Darren zbliżył się do mnie, nasłuchując tego co mówi Vince.
- Na początku myślałem, że Kyle tylko przesadza, ale po czasie sam zauważyłem, że coś jest nie tak.- mówił Vince, nie zwracając uwagi na to co mówię.- Nie wiem o czym ty myślałaś, że nigdy się nie dowiemy?
- Słuchaj, skończ mi to wmawiać. Mówię ci, że go tu nie ma!- warknęłam.- Pojechał przecież do Paryża!
- Nie, nie!- szepnął Darren, tak by Vince go nie usłyszałam. Teraz nawet ja wiedziałam, że popełniłam niewybaczalny błąd.
- Ciekawe...zastanawia mnie to, skąd możesz o tym wiedzieć? W końcu nikomu o tym nie mówiliśmy.- rzekł z satysfakcją Vince. Jęknęłam cicho. Zawaliłam, ale ze mnie idiotka!- No chyba, że masz jakieś nadprzyrodzone zdolności.
- Vince przestań...- mruknęłam łamiącym się głosem.
- Aaa...wnioskuje, że się przyznajesz.- zasyczał do telefonu. - Może nie byłoby w tym nic złego, gdybyś od razu powiedziała co ci chodzi po głowie. Nie zrobiłbym z siebie idioty.
- Co masz na myśli?- zdziwiłam się.
- Gdybym wiedział od razu, że na niego lecisz, nie uganiałbym się za tobą jak głupi.- wycedził.- Przedtem Vince to, Vince tamto, a teraz już nie jestem potrzebny.
- Nie mów tak.- poprosiłam. Darren próbował odebrać mi telefon, ale mu przeszkodziłam.- Przepraszam, jeśli cię zraniłam.
- Jeśli? Zrobiłaś mi fałszywą nadzieję, a teraz myślisz, że po prostu to tak po mnie spłynęło i mnie to nie rusza?- prychnął.
- Posłuchaj...- zaczęłam, ale mi przerwał:
- Jesteście razem?- spytał ostro. Długo nie odpowiadałam, patrząc niepewnie na Darrena. Teraz to i tak wszystko stracone.
- Tak.- odparłam cicho.
- No to moje gratulacje! Musiało być wam ciężko, ukrywać to wszystko przez ten cały czas!- powiedział gniewnie Vince.
- To nie jest śmieszne.- rzekłam chłodno.
- Ależ ja się bardzo dobrze bawię! Wiesz, dam ci radę, jeśli chodzi o Wally'ego. Pod żadnym pozorem nie mów mu, że go kochasz, bo wykorzysta cię i porzuci jak każdą!- zadrwił. Zaczęło mi się robić słabo, więc oparłam się o blat kuchenny i przymknęłam oczy, oddychając ciężko. Darren stanowczo wyrwał mi telefon i sam wdał się z dyskusję z Vincem. A ja usiadłam przy stole i schowałam twarz w dłoniach. Nawet nie wsłuchiwałam się o czym rozmawiają, ale widziałam, że Darren był bardziej opanowany ode mnie.
Jak zwykle wszystko zepsułam! Nie mogłam bardziej udawać, przekonać go jakoś, że to wszystko nieprawda? Jeśli chodzi o grę aktorską i oszukiwanie, nigdy nie byłam w tym dobra i nigdy nie będę. Czułam się winna tego co zrobiłam Vince'owi. Już dawno wiedziałam, że się we mnie podkochuje, ale nic nie robiłam żeby sprowadzić go na ziemię. Pozwoliłam na to, by pomyślał, że coś z tego będzie, a teraz rzuciłam się w ramiona jego najlepszego przyjaciela! 
Po czymś takim nie mam po co pokazywać się w Nowym Jorku. Najlepiej by było gdyby Darren wrócił sam i jakoś to wszystko poukładał, bo ja wszystko rujnuje. Niepotrzebnie marnuje ze mną czas...

- Jessie, dobrze się czujesz?- usłyszałam głos Darrena tuż przy swoim uchu. Podniosłam głowę i zobaczyłam jego szare oczy, w których nie dostrzegłam jednak złości czy rozczarowania. Usiadł obok mnie i patrzył na mnie wyczekująco.
- Przepraszam.- wyjąkałam tylko.- Nie chciałam się wygadać, ale nie umiem kłamać. Wiedziałam, że wszystko się wyda przeze mnie!
- Nic się nie stało, to w końcu musiało się stać.- uspokajał mnie Darren.
- Jest bardzo zły?- to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Nie jest tak źle, chyba go udobruchałem.- powiedział.- Choć ciągle mi powtarzał, że nie zasługuję na ciebie.
- To nie prawda.- odparłam, chwytając go za rękę i patrząc mu w oczy.- Nie słuchaj go.
- Jakoś zbytnio się nim nie przejąłem.- wzruszył ramionami.- Ważne, że Vince nie powie nic Kyle'owi, przynajmniej na razie.
- Jak to?- zdziwiłam się.
- Powiedziałem mu, że wyjaśnimy mu wszystko po powrocie i najwyżej wtedy powiemy Kyle'owi. O ile w ogóle powiemy.- powiedział opanowanym głosem.
- Może lepiej żebym nie wracała.- mruknęłam cicho.
- Co Ty mówisz, nie ma mowy!- zaprotestował Darren.
- Jak ja się teraz tam pokaże? Po tym wszystkim?- jęknęłam. Darren wziął mnie na kolana i mocno przytulił.
- Nie pozwalam ci tak mówić. Zrobię wszystko, by to odkręcić.- przekonywał mnie.- Tylko nie zostawiaj mnie z tym samego, musisz ze mną wrócić.
- Mam nadzieje, że wszystko się ułoży.- odezwałam się w końcu, unikając odpowiedzi. Przytuliłam go mocno do siebie. Potrzebowałam go, a on potrzebował mnie.
- Oczywiście.- zapewnił mnie.- Nie myślmy już o tym, zróbmy coś razem. Na co masz ochotę?
Nie odpowiedziałam, tylko pocałowałam go. Potem drugi raz i trzeci, a po chwili zaczęłam męczyć się z guzikami jego koszuli.

- To była odpowiedź?- zamruczał Darren.
- Mówisz jakbyś nie wiedział.- odparłam, całując go jeszcze namiętniej. Darren zachichotał, zatrzymując moje ręce.
- Mieliśmy zrobić obiad.- przypomniał mi.
- Olać to, zamówimy pizzę.- mruknęłam, cmokając go w szyję.
- Jess...- jęknął. Popatrzyłam na niego zawiedziona.- Później.
Pocałował mnie w czoło i zaczął się zastanawiać co by tu dobrego zrobić dziś na obiad. Nie interesowało mnie to. W tej chwili chciałam tylko jednego, chciałam żeby Darren był tylko mój, tak całkowicie i nieodwołalnie. Żeby już nikt nam nie przeszkadzał.

- Powiesz mi gdzie trzymacie przyprawy?- spytał Darren, zaglądając do szafek. Ale ja myślałam teraz o tym jak zaplanować dzisiejszy wieczór. Chciałam żeby to było coś wyjątkowego. Ze świecami, nastrojową muzyką i innymi takimi rzeczami. I co jeszcze Jessie, może romantyczna przejażdżka konno lub rejs po oceanie? Puknij się w czoło, to musi być coś naturalnego, z serca. Pomyślałam, że skoro rozmawiam z własną głową, to faktycznie coś jest ze mną nie tak.
- Jessie pytałem o coś.- dobiegł do mnie jego głos. Popatrzyłam na niego nieprzytomnie i otrząsnęłam się.
- Eee...po lewej, druga szuflada od góry.- wymamrotałam.
- Coś ty taka nieobecna? Zakochałaś się czy co?- spytał puszczając mi oczko. Zachichotałam, choć przypomniało mi to słowa Vince'a: Pod żadnym pozorem nie mów mu, że go kochasz, bo wykorzysta cię i porzuci jak każdą!
Zabolało i to bardzo. Tak to jest, gdy z pozoru mili ludzie wbijają ci nóż w plecy. Vince okazał się być zupełnie inny, niż myślałam. W sumie nie trudno mu się dziwić, po tym jak złamałam mu serce.
Ale i tak przesadził! Nie chciało mi się wierzyć, że Darren mógłby mi zrobić coś złego. To po prostu do niego nie podobne. Z drugiej strony Darren jest doskonałym manipulatorem, wie że potrafi owinąć sobie wokół palca każdego i wykorzystuje to. Jestem na to doskonałym przykładem. Mój ukochany zrobi słodkie oczka, powie coś tym swoim czarującym barytonem i już nogi się pode mną uginają. Wstałam, by zrobić sobie drugą kawę, ale był to tylko pretekst, by móc przyglądać mu się ukradkiem. Co to jest za moc, którą ma nade mną? Jak on to robi? Tajemnica tkwi w jego boskim ciele czy może stylu bycia? Wystarczy, że się uśmiechnie czy potrzeba czegoś więcej, by wpaść w jego sidła? A jak to było w moim przypadku? Oczarował mnie swoją tajemniczością i obojętnością. Przez to, że od początku zachowywał się tak, jakby mu na niczym nie zależało, w moich oczach wydał się jeszcze bardziej interesujący. Nagle Darren niespodziewanie usiadł obok mnie na krześle.

- Ok, przeglądnąłem zawartość lodówki i niewiele znalazłem. Czy wy kiedykolwiek robicie zakupy?- zaśmiał się. Popatrzyłam nie niego podejrzliwie. Tak, zdecydowanie sposób w jaki moduluje głosem sprawia, że można oszaleć na jego punkcie. Plus ten uśmiech, jak z okładki, to głębokie spojrzenie i już mogą cię odwozić na ostry dyżur. Brawo panie Sanders, wiesz jak wywołać atak serca.- Ale składników wystarczy na spaghetti, mam dobry sprawdzony sposób.
- Wszystko co ugotujesz jest dziełem sztuki.- powiedziałam z uśmiechem. 
- To co, pomożesz mi?- spytał gładząc mnie po policzku. Na całym ciele pojawiła mi się gęsia skórka. Zabawne, ale nie ważne ile razy już mnie dotykał, zawsze będę na niego tak samo reagować. Zupełnie jakby to był pierwszy raz, kiedy to robił.
- Jasne.- zgodziłam się z radością. Zupełnie wypadło mi z głowy, że miałam nie pozwolić mu dziś gotować. Włączyłam muzykę i zaczęliśmy się krzątać po kuchni. Trzeba było przyznać, że byliśmy zgranym duetem w kuchni. Kto wie, może będzie tak też w życiu?
Akurat kroiłam cebulę, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Pomyślałam, że to pewnie mój brat.

- Jason, jeśli to ty, to rusz tyłek i nam pomóż.- zawołałam w stronę przedpokoju. Może nie jest jeszcze za późno na naprawienia naszych relacji? Chłopak nie odpowiedział, co mnie wkurzyło. To że nigdy nie byliśmy idealnym rodzeństwem, nie znaczy że ma mnie olewać. Darren odchrząknął znacząco. Spojrzałam na niego pytająco, a ten wskazał mi drzwi kuchenne.
Stał w nich Richard, mój ojciec. Miał na sobie drogi, idealnie dopasowany garnitur, a w ręku trzymał teczkę. Podobnie jak moja mama miał podkrążone oczy i wyglądał na zmęczonego, choć musiałam przyznać, że mamę zastałam w gorszym stanie. Widocznie trzymał się lepiej niż ona. Uśmiechnęłam się nieśmiało, bojąc się wykonać jakikolwiek inny ruch. Był ostatnią osobą, którą spodziewałam się w tej chwili spotkać. Zdawałam sobie jednak sprawę, że prędzej czy później dojdzie do tego spotkania.

- Jessie?- wymamrotał, patrząc na mnie wielkimi oczami.
- Tak, to ja.- bąknęłam głupio. Mężczyzna podszedł do mnie i przytulił mnie do siebie, choć nie było w tym czułości, takiej jaka mnie spotkała w przypadku mamy.
- Myśleliśmy, że nie wrócisz.- powiedział cichym głosem, przyglądając mi się.
- Ale jestem.- zapewniłam go. W tej chwili jego spojrzenie padło na Darrena.- Tato, to Darren, mój przyjaciel z Nowego Jorku.
- Miło mi pana poznać.- powiedział uprzejmie wyciągając do niego dłoń. Richard uścisnął ją, po czym zwrócił się do mnie:
- Od kiedy tu jesteś?
- Od wczoraj rano.- odparłam zgodnie z prawdą.
- No tak, wczoraj miałem nocny dyżur, to dlatego się nie widzieliśmy.- zastanawiał się tata.
- Czy możemy porozmawiać?- zaproponowałam.
- Wiesz, teraz nie bardzo, wpadłem tylko po dokumenty.- rzekł smętnie.- Ale może wieczorem jak wrócę? Postaram się być w domu wcześniej. 
- Dobrze, będę czekać.- powiedziałam z uśmiechem. Richard uśmiechnął się do mnie, kiwnął głową do Darrena i wyszedł z kuchni. 
Odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że będzie gorzej. Okazuje się, że z tatą da się normalnie porozmawiać.

- A tak się bałaś tego spotkania.- odezwał się Darren, zupełnie jakby czytał mi w myślach.
- Teraz widzę, że niepotrzebnie.- uśmiechnęłam się do niego.- Bardzo dawno z nim nie rozmawiałam, jego nigdy nie ma w domu.
- Dziś będziesz miała okazje.- odparł Darren, cmokając mnie czule.
- To co, robimy ten obiad czy nie?- zaśmiałam się, dając mu sójkę w bok.
- Zależy czy za mną nadążysz.- zakpił.
- Bez obaw!- odparowałam, wracając do krojenia cebuli. Jednak znowu coś mi przerwało, a mianowicie był to mój telefon. Wytarłam ręce, by odczytać wiadomość. Była ona od Kate.
„W Star był dzisiaj ten facet, który cię śledzi, wypytywał o ciebie. Lepiej miej się na baczności. Zadzwonię wieczorem.”
Miałam dziwne wrażenie, że dzisiejszy wieczór będzie przełomowy w moim życiu.



Piłka, która cisnąłem w stronę kosza, odbiła się od obręczy i poleciała w zupełnie innym kierunku. Warknąłem pod nosem i podążyłem za nią. Kozłowałem chwilę piłkę, by rozładować napięcie, a każde jej uderzenie o asfalt traktowałam, jak kolejny cios który zadaję. Tak, wciąż byłem wściekły. Tak, wciąż miałem ochotę rozszarpać go na strzępy. I choć minęły 4 godziny, wciąż nie poczułem długo wyczekiwanej ulgi.
Zupełnie inaczej to sobie wszystko wyobrażałem. Wróciła, nareszcie wróciła, powinienem się cieszyć. Nie przewidziałem jednak tego, że przywiezie nadbagaż.
W momencie, gdy o tym pomyślałam rzuciłem z całej siły nieszczęsną piłkę w tablicę kosza. Aż dziw, że nie zostały z niej drzazgi.
- Zawsze byłeś w tym kiepski.- usłyszałem za swoimi plecami. Od razu poznałem ten głos. Poznałbym go wszędzie. Odwróciłem się i zobaczyłem ją stojącą po drugiej stronie ulicy, trzymającą moją piłkę do kosza. Już miałem rzucić jakiś zgryźliwy komentarz, ale w porę się powstrzymałem. Chyba nie potrafię się na nią gniewać, w końcu nie odpowiada za tego palanta. 
Podszedłem do niej, by zabrać jej piłkę, ale zręcznie mnie wyminęła i rzuciła piłkę w stronę tablicy. Ta prześlizgnęła się przez obręcz i trafiła ponownie w ręce Jessie. Zagwizdałem z podziwem. Musiałem przyznać, że jest w tym lepsza ode mnie. Uśmiechnęła się wyzywająco, więc znowu próbowałem wyrwać jej piłkę. Chwilę pograliśmy, jednak po 15 minutach padliśmy zmęczeni na schodach mojego ganku.

- Nie ma co, dałaś mi wycisk.- wysapałem.
- To już nie ta sama kondycja co kiedyś.- zachichotała Jessie, przecierając czoło ręką.
- I wiek też nie ten.- zawtórowałem jej. Zerknąłem na nią dyskretnie i z radością stwierdziłem, że nic się nie zmieniła. Wciąż była tak samo szczupła, tak samo uśmiechnięta co kiedyś, gdy co wieczór przesiadywaliśmy u mnie. Zapatrzyłem się na jej włosy, spływające delikatnymi falami na jej plecy, na dyskretny tatuaż na łopatce w kształcie gitary, który zrobiła zaraz po zakończeniu liceum. Miałem taki sam. Tak samo jak i ona, miałem ich znacznie więcej, nie przesadzając z tym oczywiście.
Jessie dostrzegła moje spojrzenie, więc szybko odwróciłem wzrok.

- Sam, słuchaj...- zaczęła smutnym głosem. Wiedziałem do czego zmierza, więc szybko jej przerwałem:
- Jeśli to przeprosiny, to są niepotrzebne.- rzekłem stanowczo.- Nie jestem na ciebie zły.
- Mówisz serio?- upewniała się.
- Jasne, przecież wiesz, że nie jestem pamiętliwy.- zaśmiałem się, by rozładować sytuację.
- Nadal boli?- spytała troskliwie, a gdy odwróciłem się w jej stronę, przejechała palcem po skaleczeniu na mojej dolnej wardze. Zadrżałem lekko, bynajmniej nie z powodu bólu.
- Nic mi nie jest, nie przejmuj się.- mruknąłem zawstydzony. Cholera, zachowuje się jak jakiś pieprzony nastolatek!
- Przykro mi, nie chciałam, żeby tak wyszło.- powiedziała szczerze. Westchnąłem.
- Co to w ogóle za gość?- spytałem, starając się by mój głos nie zabrzmiał wrogo.
- Poznaliśmy się miesiąc temu.- wzruszyła ramionami.- Mamy wspólnych znajomych, jakoś tak szybko to się potoczyło, że nawet nie wiem kiedy.
- Coś mi w nim nie pasuje.- rzekłem krzywiąc się.
- Nic dziwnego, skoro cię uderzył na dzień dobry.- westchnęła skruszona.
- Myślę, że zasługujesz na kogoś lepszego.- warknąłem, zdając sobie sprawę z tego, że się zagalopowałem.
- Mam zacząć oceniać twój związek z Odrey?- fuknęła gniewnie.- Też mogę powiedzieć, że pasujecie do siebie jak pięść do nosa!
- Bardzo dobrze nam razem.- podsumowałem, sam nie wiedząc co mówię.
- Myślisz, że w to uwierzę? Ta laska to jakaś porażka.- prychnęła Jessie.- Wiem, że jej nie kochasz.
- Skąd ta pewność?- spytałem, wiedząc jednak, że każde jej słowo to prawda. Ale nie mogłem się do tego przyznać.
- Znam cie na wylot.- rzuciła tylko. Chyba aż za bardzo.
- Jak ci się tam żyje w ogóle?- spytałem, by zejść z tego niewygodnego tematu.
- Och...bardzo dobrze.- odpowiedziała szybko. Wyczuwam jakieś „ale”?
- Lepiej niż w domu?- podsunąłem. Spojrzała na mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczami tak, że serce zabiło mi szybciej.
- Ależ skąd! Tego nie powiedziałam!- zaprotestowała.- Po prostu w końcu jestem samodzielna.
- Czyli znalazłaś to czego szukasz?- zapytałem.
- I tak i nie. Mam świetne mieszkanie, pracę, znajomych. Ale nie po to rzuciłam życie tutaj.- ciągnęła dalej.
- Nie odnalazłaś rodziców.- zgadłem. Jessie posmutniała i opuściła głowę. Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak.- Co się stało?
- Moi rodzice nie żyją Sam.- powiedziała cicho. W tym momencie przeżyłem szok, nie spodziewałem się takiej informacji.
- Skąd o tym wiesz?- zaciekawiłem się.
- Byłam w domu dziecka, w którym mieszkałam. Tam dowiedziałam się wszystkiego.- wyjaśniła, pociągając nosem.- No prawie wszystkiego. Jedyne co wiem, to to, że zginęli w wypadku.
- Bardzo mi przykro.- powiedziałem smutnym głosem, przytulając ją do siebie.
- A wiesz co jest w tym najgorsze? Cały czas miałam nadzieję, że z nimi porozmawiam, że wszystko mi wyjaśnią.- wyznała, wtulając się w moją bluzę.- A tak znowu zostałam z niczym.
- Ale przynajmniej wiesz, że cię nie porzucili. Kochali cię.- pocieszałem ją dalej, choć ledwo mogłem się skupić, przez zapach jej perfum.
- Wiesz czego jeszcze się dowiedziałam? Mam starszego brata. Rozdzielono nas, gdy byliśmy mali.- powiedziała.
- Naprawdę?- zdziwiłem się. Czy to nie za dużo rewelacji jak na jeden dzień?- To gdzie on teraz jest?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem! Próbowałam go odnaleźć, ale bez skutku.- żaliła się Jessie.- Pytałam nawet twojego brata...
- Mark ci pomagał?- spytałem ostro. Samo wspomnienie mojego brata wywoływało u mnie gniew.
- Wpadliśmy kiedyś na siebie przypadkowo. To on znalazł dla mnie ten dom dziecka.- wyjaśniła ostrożnie.- Wiem, że za nim nie przepadasz, ale jestem mu bardzo wdzięczna.
- Spokojnie, to miłe z jego strony.- wymamrotałem, choć najchętniej powiedziałbym kilka niemiłych słów pod jego adresem. Pomógł jej, to bardzo dobrze, ale nie miał nawet czasu, żeby odwiedzić swojego ojca w szpitalu, zadzwonić by spytać o jego zdrowie, nic.
-...ale od pewnego czasu nie odzywa się, musi być zapracowany.- głos Jessie sprowadził mnie na ziemię.
- Pewnie tak.- mruknąłem.
- Dlatego wróciłam, muszę porozmawiać z mamą i dowiedzieć się czegoś.- powiedziała ożywiona.- Nie spocznę, póki go nie odnajdę!
- Tak myślałem, że taki jest cel tej wizyty. No może nie domyślałem się konkretnie, że chodzi o brata, ale o coś podobnego.- rzekłem.
- Nie tylko. To był jedyny sposób, by z tobą porozmawiać.- wyznała cicho. Spojrzałem na nią w tym samym momencie, gdy ona na mnie.
- Mogłaś przecież...
-...zadzwonić? Sam, każdy mój telefon odbierała ta flądra! Nie śmiałam nawet napisać sms-a, wiedząc, że ona i tak go wykasuje.- zarzuciła mi. Zrobiło mi się głupio, faktycznie zachowałem się jak kretyn.
- Są też maile.- broniłem się.
- Od mojego wyjazdu wysłałam ci co najmniej 10! Nie odpisałeś na ani jeden.- powiedziała ze smutkiem.
- Nie dostałem żadnego maila od ciebie, przecież sprawdzam je regularnie.- zdziwiłem się.
- A wysyłałam je, nawet Kate to potwierdzi.- upierała się dalej. Coś mi tu nie pasowało.
- Pewnie to jakieś problemy z pocztą.- wymamrotałem, zastanawiając się czy przypadkiem Odrey nie maczała w tym palców. Poczułem jak Jessie drży na całym ciele, co mnie zdziwiło, w końcu to był jeden z cieplejszych wieczorów. Przytuliłem więc ją mocniej do siebie. Zauważyłem w niej coś dziwnego, moja poprzednia obserwacja była błędna, coś się jednak w niej zmieniło.
- Jess, co się dzieje?- zapytałem znienacka. Spojrzała na mnie niepewnie.
- O co ci chodzi?- spytała cicho, dalej się trzęsąc, dlatego okryła ramiona swoją koszulą.
- Przecież widzę, że coś jest z tobą nie tak.- powiedziałem szczerze.- Mi możesz powiedzieć.
- Sam, nie wiem co się ze mną dzieje!- wybuchnęła.- Mam jakieś dziwne, realistyczne koszmary, wydaje mi się, że śniła mi się śmierć rodziców!
- To normalne, w końcu dużo o tym myślisz.- próbowałem ją pocieszyć.
- Ale to mi się śniło zanim się dowiedziałam, że zostałam adoptowana!- wyjaśniła. Zamilkłem, nie wiedząc co powiedzieć.- Najgorsze jest to, że mam te dziwne wizje również na jawie. Czasami nie odróżniam już snu od rzeczywistości.
- Jess, martwisz mnie.- wyjąkałem tylko.
- Mi to mówisz? Czasami są dni, że mam dość, nie radzę sobie.- jęknęła, przytulając mnie. Poczułem się jak największy idiota na świecie! Jak mogłem ją zostawić w takim stanie?
- Powinienem być tam z tobą.- wyrzuciłem z siebie.- Dlaczego nie pozwoliłaś mi jechać, wszystko potoczyłoby się inaczej.
- Wiesz dlaczego, nie chciałam rujnować ci życia.- powiedziała patrząc mi w oczy.
- A nie zauważyłaś, że moje życie i tak jest dostatecznie zrujnowane? Tylko dzięki tobie trzymałem się jakoś.- rzekłem, odwzajemniając jej spojrzenie.
- Wybacz Sam, naprawdę nie chciałam.- przeprosiła mnie, po raz kolejny tego dnia.- Czuję się okropnie z tego powodu. Tym bardziej, że dzisiaj tyle złych rzeczy się wydarzyło.
- Nie było tak źle, miło jest czasem dostać w twarz.- zaśmiałem się, by dodać jej otuchy.
- Boję się.- wyznała w pewnym momencie.
- Czego?- zdziwiłem się.
- Ktoś mnie śledzi, wypytuje o mnie.- wymamrotała ze strachem.
- Że co?- zerwałem się na równe nogi, patrząc na nią. Siedziała skulona, z taką miną, jakby uważała, że to wszystko jej wina.
- Jakiś facet chodzi za mną od mojego wyjazdu. Jest wszędzie.- mruknęła oddychając ciężko.- A dziś Kate napisała mi, że wypytywał o mnie.
- Trzeba coś zrobić! Pójść na policję, czemu ten twój Darren cię nie pilnuje?!- wybuchnąłem. Też mi facet, który nie umie obronić swojej kobiety!
- Policja nic tu nie pomoże, przecież nie wiem kim on jest.- powiedziała z dezaprobatą.- A Darren nic o tym nie wie, nie chciałam go martwić.
- Chyba oszalałaś! Nie możesz tego lekceważyć!- zganiłem ją. Jak ona może być aż tak nieodpowiedzialna!
- Przez większość czasu myślałam, że mam halucynację. Nie wiedziałam czy to co naprawdę widzę, jest prawdziwe.- broniła się Jessie, obejmując kolana rękami.
- Ja bym o ciebie zadbał, byłbym przy tobie dzień i noc. Włos by ci z głowy nie spadł.- zapewniłem ją, kucając przy niej. Jessie popatrzyła mi w oczy i uśmiechnęła się słodko.
- Dziękuje, jesteś najlepszy.- powiedziała.
- Jak zawsze.- dodałem z uśmiechem. Jessie spojrzała na zegarek.
- Muszę już wracać.- odparła wstając.
- A co, mięśniak ustala ci godziny policyjne?- warknąłem, unosząc brwi.
- Nie głuptasie.- zachichotała Jessie, dając mi sójkę w bok.- Po prostu miałam jeszcze pogadać z tatą.
- Rozumiem.- mruknąłem niepocieszony. Gdzie podziały się te beztroskie, piękne dni, kiedy rozmawialiśmy ze sobą całymi godzinami?- To co, jutro o tej samej porze?
- Pewnie.- ucieszyła się.- To do jutra, śpij słodko.
- Będę czekał.- powiedziałem, odprowadzając ją wzrokiem. Wolałem nie myśleć o tym, że wraca tam do niego. Wolałem nie myśleć o tym, co przeżywa. Było to dla mnie zbyt bolesne. I mimo iż nie chciałem tego robić, sięgnąłem po jedyne antidotum na ten stan, choć wyrządzał on więcej szkód, zamiast leczyć. Zadzwoniłem do Odrey.


Wróciłam lekko roztrzęsiona do domu. Rozmowa z Samem przyniosła mi długo oczekiwaną ulgę. Tak bardzo za nim tęskniłam, chciałam znowu z nim porozmawiać, wyżalić mu się. Z Darrenem nie było to możliwe, za bardzo by się martwił. A Sam to mój najlepszy przyjaciel, jemu mogę zaufać i powiedzieć wszystko. Mam nadzieję, że zdołam kiedykolwiek obdarzyć Darrena takim samym zaufaniem.
Zajrzałam do biura taty i z przykrością stwierdziłam, że jeszcze nie wrócił, mimo iż dochodziła 10. Nie zdziwiło mnie to, w końcu on zawsze łamie dane słowo. Westchnęłam ciężko i udałam się do swojego pokoju. 
Ku mojemu zaskoczeniu nikogo w nim nie było. Zastanawiałam się gdzie jest Darren. Pewnie znowu przesiaduje w pokoju Jasona. Ta ich zażyłość zaczyna mnie martwić. Jeszcze dojdzie do tego, że zacznie spędzać z moim bratem więcej czasu niż ze mną. A tego bym nie przeżyła. Skoro ta dwójka tak dobrze się bawi, postanowiłam na chwilę położyć się i zebrać myśli. 
Nie zdążyłam jednak dojść do łóżka, Darren był już przy mnie. Chwycił mnie mocno w pasie, odgarnął moje włosy i pocałował mnie czule w szyję. Zadrżałam o tego dotyku. Odwróciłam się i zobaczyłam jak jego oczy błyszczą tajemniczo. Chciałam coś powiedzieć, ale nie pozwolił mi na to. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował, namiętnie i długo. Jakby nie mógł się oderwać. Pchnął mnie delikatnie na stojące obok biurko, na którym usiadłam, wciąż nie przestając mnie całować. Wbiłam paznokcie w jego plecy, pozwalając mu na coraz odważniejsze ruchy. Jego usta nie mogły oderwać się od moich. Jednym szybkim ruchem zerwał ze mnie koszulę, wyrywając przy tym wszystkie guziki. Usłyszałam ich cichy stukot na posadzce, jakby z oddali. Czułam jak bije mu serce w szaleńczym tempie, jak gorąca jest jego skóra. Darren jęknął cicho, gdy ugryzłam go lekko w szyję i przysunął mnie do siebie jeszcze mocniej.
Popchnęłam go lekko w stronę łózka, a on od razu zrozumiał o co mi chodzi. Złapał mnie i położył na miękkiej pościeli. Chciałam jak najszybciej zdjąć z siebie wszystkie ciuchy, ale Darren zatrzymał mnie. Miał chyba inne plany, co mnie zaintrygowało. Z jednej strony podobało mi się to jak przejmuje nad wszystkim kontrolę, choć nie mogłam pozwolić na to by całkowicie mnie zdominował. Darren uśmiechnął się triumfalnie widząc mój wyraz twarzy i znowu mnie pocałował, a ja zabrałam się za zdejmowanie z niego koszulki, by ujrzeć znowu jego wyrzeźbione ciało w pełnej okazałości. Przesuwał powoli dłoń coraz wyżej po moim udzie, ściskając mnie w pewnej chwili za pośladek. Zachichotałam, a Darren wykorzystał chwilę mojej nieuwagi i gwałtownie zerwał ze mnie koszulkę. Musiałam przyznać, że bardzo kręciło mnie jego łobuzerskie usposobienie.
Całował mnie po brzuchu, przejeżdżając ręką po tatuażu na biodrze, a raczej po jego widocznej części. Wiedziałam, że jest bardzo ciekawy jak wygląda w całości, bo już po chwili zaczął mocować się z guzikiem moich spodni.
Nagle niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Popatrzyliśmy na siebie zaskoczeni.
- Jessie, śpisz już?- usłyszałam głos mamy. Zaklęłam pod nosem. Akurat w takiej chwili?!

 



Głosuj (1)

jessie1 22:47:37 15/01/2012 [Powrót] Pozostaw po sobie ślad


Boskie, BOSKIE!
Jessie wreście powiedziała komuś o tym "natręcie" (pomijając Kate). A skoro mowa o Kate, bardzo się cieszę, że się jednak zdecydowała na tą pracę modelki.
A Jessie ma niesamowity talent do pakowania się w kłopoty.
I że też mama przerwała im taki moment ! Ech, ci rodzice :)
A tak na marginesie, sama robisz te szablony?
Pozdrawiam!
bez podpisu 22:57:57 21/01/2012
zalogowany | http://uwierzyc-w-siebie-mimo-wszystko.blog4u.pl/ IP: zalogowany




Nawet tam gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek...



|| Szablon wykonała Jessie tylko i wyłącznie dla Nawet tam, gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek... ||

Historia Jessie Willys

Pojawiło się 10077 dusz...


Jestem wodą...do której raz włożywszy dłoń, nigdy nie zdołasz jej zapomnieć...


Avatar


Balansując na krawędzi życia, mamy 3 możliwości dalszej drogi: możemy się cofnąć, stać w miejscu lub skoczyć w przepaść. Mając całe życie w swoich rękach, którą drogę mam wybrać?


Dodaj do Ulubionych Duszyczek


Księga zbłąkanych dusz:

Przeglądaj Księgę
Zostaw po sobie ślad w Księdze


To już było:

2012
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec



Moje ulubione duszyczki:

sharley.blog4u.pl
the-hills.blog4u.pl
inanotherlife.blog4u.pl
dracantra-dragon.blogasek.pl
odnalazlem-samego-siebie.blog4u.pl
dzieci-mafii.blog4u.pl
wieksze-dobro.blog4u.pl
hogwart-harry-ron-hermiona.blog4u.pl
eternity.blog4u.pl
demony-duszy.blog4u.pl
crying-star.blog4u.pl
odmiency-others.wjo.pl
cullens-diary.wjo.pl
pamietniklily.blog4u.pl
bloody-landscapes.blog4u.pl
rozpieszczona-ksiezniczka.blog4u.pl
non-celibacy-century.blog4u.pl
shadow-poison.blog4u.pl
milosc-i-poswiecenie.blog4u.pl
rozowydlugopis.blog4u.pl
monisiaaa.blog4u.pl
zniesmaczona.wjo.pl
hermiona-draco-story.blog4u.pl
the-fallen-angel.blog4u.pl
not-givin-up.blog4u.pl
o-tym-i-owym.blog4u.pl
lenasthinking.blog4u.pl
iwillfindyou.blog4u.pl
scarlet-moon.blog4u.pl
moj.dziennik.blog4u.pl
the-truth.blog4u.pl
.
lacrimosa.blog4u.pl
obrazy-slowem-malowane.blog4u.pl
try-to-love-me.wjo.pl
felieton.blog4u.pl



A to lubię:

Autorka
Don't try to fix me' I'm not broken...
Moje ;)
Obrazy słowem malowane
Opowiadania
http://juneau.mylog.pl
http://naughty.mylog.pl
http://morbid.mylog.pl
Szablony
Szablony Scarlett
mks.yzoja
Cioccolato szablony
Thecoracje - szablony
Al for you
Szablony.blogowicz
Potterowskie