Miałam wrażenie, że bicie mojego serca roznosi się echem po całej ulicy. Stałam na ganku mojego dawnego domu razem z Darrenem, który położył mi rękę na ramieniu, by dodać mi otuchy. Poczułam miły dreszcz, pod wpływem tego dotyku. Wzięłam kilka głębszych oddechów, po czym nacisnęłam na dzwonek do drzwi. Nikt nie przychodził, wiec ponownie zadzwoniłam do drzwi.
- Może nie ma nikogo w domu.- zwróciłam się do Darrena. I wtedy niespodziewanie drzwi się otworzyły. Stała w nich Helen, moja mama, ale nie wyglądała na ta samą kobietę, którą widziałam ponad miesiąc temu. Teraz wyglądała na wychudzoną, markotną i nieszczęśliwą. Jej niebieskie oczy były podkrążone i nieobecne, policzki zapadnięte, a zawsze ułożone blond włosy, teraz były w nieładzie. Spojrzała na mnie jakby mnie nie poznała, lecz po chwili otworzyła szerzej oczy, a na jej twarzy malowało się przerażenie.
- Witaj mamo.- odezwałam się pierwsza drżącym głosem, choć przyszło mi to z trudem. Kobieta nie odezwała się tylko przyciągnęła mnie i mocno przytuliła do siebie, tak że zabrakło mi tchu. Objęłam ją i wtedy poczułam jak drży na całym ciele.
- T-to n-n-niemożliwe!- wydyszała łamiącym się głosem, puszczając mnie i przyglądając mi się uważnie, jakby nie wierzyła, że tu jestem.
- Mamo to naprawdę ja.- zapewniłam ją. Dostrzegłam iskierki szczęścia w jej oczach.
- Już straciliśmy nadzieję...już myśleliśmy, że...- Helen urwała szybko, łapiąc z trudem powietrze.
- Nic mi nie jest, naprawdę.- uspokajałam ją. Mama uśmiechnęła się do mnie niepewnie i wtedy jej pytający wzrok padł na Darrena. Popatrzyłam na niego i odparłam:- Mamo, to jest Darren, mój przyjaciel z Nowego jorku. Nie chciał mnie puszczać samą w tak długą podróż, więc zaoferował, że przyleci tu ze mną.
- Miło mi panią poznać.- powiedział Darren uprzejmie. Helen zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem.
- Dziękuję, że zająłeś się moją córką.- wymamrotała tylko, zapewne onieśmielona jego urodą. Pewnie nie spodziewała się dodatkowego gościa. Swojej córki z resztą też nie.
- To drobiazg.- Darren uśmiechnął się.
- Och, gdzie się podziały moje maniery, wejdźcie proszę!- zawołała mama wpuszczając nas do środka. Niepewnie wkroczyłam do środka, a zaraz za mną wszedł Darren z naszymi rzeczami, rozglądając się. Nasz dom nic się nie zmienił, poza tym, że teraz sprawiał wrażenie lekko zaniedbanego. Helen przeszła od razu do kuchni, gdzie nastawiła wodę na herbatę. Zostawiliśmy swoje rzeczy w przedpokoju i podążyliśmy za nią. Gdy weszliśmy do kuchni, mama znowu rzuciła mi się na szyję, prawie zwalając mnie z nóg.
- Jessie nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś!- powiedziała płaczliwym głosem.
- Spokojnie mamo, nic się nie stało.- odparłam stłumionym głosem.
- Nic się nie stało? Przecież my tu od zmysłów odchodziliśmy!- rzekła Helen podniesionym głosem, przytulając mnie mocniej.- Rozwieszaliśmy ogłoszenia, zawiadomiliśmy policję, pytaliśmy sąsiadów, twoich znajomych i nic!
- Przepraszam.- bąknęłam, nie wiedząc co powiedzieć. Helen puściła mnie i popatrzyła mi w oczy.
- Ważne, że nic Ci nie jest.- powiedziała spokojniejszym głosem, gładząc mnie po policzku. Mogłam o niej myśleć źle, ale mimo wszystko byłą moją mamą. Wychowała mnie. Mama uśmiechnęła się i zaczęła przygotowywać herbatę. Usiadłam z Darrenem przy stole, a ja wciąż czułam na sobie jego badawcze spojrzenie. Odwracałam wzrok, bo wiedziałam co o mnie myśli. Że jestem wyrodną córką. Doprowadziłam tą biedną kobietą do takiego stanu, przez swoje widzimisię. Mama drżącymi rękoma postawiła na stole nasze herbaty i usiała obok mnie.
- Gdzie byłaś przez ten cały czas?- dopytywała się.
- Zamieszkałam w Nowym Jorku.- rzekłam, popijając herbatę.
- Tak daleko?- zdumiała się Helen.- Miałaś gdzie mieszkać? A co z pieniędzmi?
- Spokojnie, Kate była ze mną. Załatwiła mieszkanie od jakiejś znajomej ze szkoły.- zaczęłam wyjaśniać.- I miałam swoje oszczędności, przecież wiesz że pracowałam z Samem w warsztacie.
- Ale z czegoś musiałaś przecież żyć.- zauważyła mama.- Każde pieniądze kiedyś się kończą.
- Kate znalazła pracę jako kelnerka, a ja pracuję w redakcji jednej z nowojorskich gazet.- rzekłam. Helen posmutniała.
- Macie prace? Czyli nie wróciłaś na stałe?- zapytała.
- Myślałam, że to oczywiste.- mruknęłam.- Gdybym wróciła, Kate byłaby ze mną.
- No tak.- wymamrotała. Przykro mi było, że ją zasmucam, ale nie mogłam inaczej.- Dlaczego wróciłaś w takim razie? Zrobiło Ci się mnie żal?
- Mamo...- zaczęłam, ale przerwała mi.
- Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.- powiedziała skruszona.
- Nie musisz przepraszać, masz prawo być na mnie zła.- rzekłam nie patrząc jej w oczy. A tym bardziej Darrenowi.
- Najważniejsze, że wróciłaś i jesteś cała i zdrowa.- powtórzyła mama kolejny raz, tym razem weselszym tonem, przyglądając mi się.- Ale wyglądasz na wychudzoną...pewnie nic tak nie jadłaś w tym Nowym Jorku.
- Oczywiście, że jadłam. To ja musiałam gotować, a wiesz że Kate je za pięciu.- wyjaśniłam jej.
- Będę musiała Cie trochę utuczyć, żebyś zdrowiej wyglądała.- zachichotała.
- To nie będzie konieczne, choć przyznaję, że tęskniłam za twoją kuchnią.- rzekłam lekko speszona tą jej troskliwością. Akurat przy Darrenie nie musiała traktować mnie jak małej dziewczynki. Dlatego wołałam szybko zmienić temat.- A co słychać u taty i Jasona?
- Znasz tatę, dniami i nocami przesiaduje w tym cholernym szpitalu.- powiedziała mama markotnie krzywiąc się. Od razu pożałowałam tego pytania. Wiedziałam od dawna, że między nimi dzieje się coś niedobrego.- Ale bardzo za tobą tęskni, każdą wolna chwilę poświęcał na szukaniu ciebie.
- Och..nie spodziewałam się tego.- wymamrotałam.- Jak wróci muszę z nim porozmawiać.
- Koniecznie. A Jason, kiedy akurat nie był na treningu, też nam pomagał, wypytywał o ciebie na uczelni, rozwieszał ogłoszenia...
- Zaraz, zaraz.- przerwałam mamie gwałtownie.- Ogłoszenia? Czy to nie lekka przesada?
- Kochanie, zniknęłaś miesiąc temu nie zostawiając żadnej wiadomości, nie wiedzieliśmy co robić. Przez pewien czas myśleliśmy, że coś Ci się stało, że....- Helen urwała szybko, oddychając ciężko i dodała:- Dlatego próbowaliśmy wszystkiego.
- Rozumiem. Wybacz, że nie odbierałam telefonów i nie odpisywałam na maile, ale naprawdę nie wiedziałam co mam ci powiedzieć.- próbowałam wyjaśnić.
- Nie musisz się tłumaczyć. Nie rozmawiajmy już o tym.- ucięła stanowczo mama, po chwili ożywiając się.- Na pewno jesteście głodni, zrobię coś dobrego, a wy możecie w tym czasie odpocząć. Jessie pokaż Darrenowi, gdzie może spać.
- Jasne.- bąknęłam, zapominając o takich zwyczajnych, przyziemnych sprawach jak odpoczynek. Wstaliśmy z Darrenem od stołu, a tymczasem mama zaczęła się krzątając się po kuchni, nucąc coś wesoło.
Skierowaliśmy się do przedpokoju skąd zabraliśmy swoje bagaże i udaliśmy na piętro. Przez cały czas nie odzywaliśmy się do siebie, albo raczej to ja nie odzywałam się do Darrena, obawiając się jego reakcji na to co usłyszał. Stanęłam na środku korytarza, zastanawiając się w którym pokoju ulokować Darrena, gdy ten chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Spojrzałam na niego zdziwiona, kiedy ujął moją twarz w dłonie i zmierzył mnie krótkim spojrzeniem, unosząc brwi.
- Co się dzieje?- spytał cicho.
- Nic, czemu myślisz, że coś się dzieje?- spytałam, próbując nie patrzeć mu w oczy.
- Przecież widzę, że starasz się mnie unikać.- zarzucił mi.- Na szczęście niezbyt ci to wychodzi.
- Nie wiem o czym ty...- urwałam, widząc jego minę. Nie byłam dobrą aktorką.- Ok, może masz trochę racji...
- Więc wyjaśnisz mi o co chodzi?- naciskał.
- Czekam aż mi wygarniesz.- mruknęłam.
- Że co?- prychnął zaskoczony.
- No dalej, powiedz że jestem wyrodną córką!- warknęłam, wyrywając się mu.- Powiedz, że nie zasłużyłam na to, by moja mama przyjęła mnie z powrotem! Jakoś to zniosę...
- Co ty wygadujesz!- zaśmiał się Darren, przyciągając mnie do siebie i mocno przytulając.- Nie miałem zamiaru nic takiego powiedzieć.
- To ty tak nie myślisz?- zdziwiłam się.
- Oczywiście, że nie.- zapewnił mnie Darren.- Za to ty chyba za bardzo nadużywasz tej czynności.
- Czasami tak. Przepraszam, nie chciałam, jestem przewrażliwiona.- zaczęłam się znowu tłumaczyć.
- Jess, nie musisz przepraszać wszystkich dokoła.- rzekł Darren patrząc mi w oczy.- Wiem, że pewnie czujesz się dziwnie stojąc znowu w swoim dawnym domu.
- I to jak...sama nie wiem. Chcę naprawić co się da.- wzruszyłam ramionami. Czasami zastanawiam się czy on przypadkiem nie umie czytać w myślach.
- Masz na to dużo czasu, a póki co, musimy odpocząć.- to powiedziawszy cmoknął mnie czule w czoło.
- Hmmm...nie jestem zmęczona.- mruknęłam, wciąż czując jego wargi na swoim czole.
- Tego mi nie wmówisz, całą noc nie zmrużyłaś oka.- zaśmiał się Darren.
- Wiesz, że nie lubię latać.- przypomniałam mu, krzywiąc się.
- Trudno było tego nie zauważyć. Dlatego teraz marsz do łóżka!- rozkazał.
- Lubię, gdy jesteś taki stanowczy.- zamruczałam, przytulając go i próbując dosięgnąć jego ust. Dlaczego on musi być jak drapacz chmur?!
- Co Ty robisz? Chyba nie chcesz, żeby twoja mama zobaczyła jak traktujesz swoich „przyjaciół”.- zakpił Darren, odsuwając się ode mnie.
- A niech sobie myśli co chce.- rzekłam, ponownie próbując go złapać, ale Darren zrobił kolejny unik.
- Czyżbyś przestała przejmować się zdaniem swojej mamy?- spytał z niedowierzaniem.
- Co ty, pewnie że się przejmuję.- poddałam się.- Pomyślałam tylko, że możemy sobie pozwolić na minutkę zapomnienia.
- To potem, teraz marzę jedynie by wskoczyć pod prysznic.- zachichotał, jednocześnie patrząc na mnie pytająco, więc wskazałam mu drzwi do łazienki.
- Tylko o tym?- spytałam markotnie.
- No może nie tylko o tym.- zamruczał tajemniczo, co rozochociło mnie jeszcze bardziej.- Może chcesz się przyłączyć?
- Eee...- bąknęłam głupio, nie wiedząc co powiedzieć. Darren tylko uśmiechnął się figlarnie i puścił mi oczko. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, postukałam się mocno w czoło. Wszystko by było dobrze, gdybym za każdym razem nie robiła z siebie idiotki. Wzięłam nasze rzeczy i weszłam do swojego pokoju. W sumie nic się w nim nie zmieniło, w pomieszczeniu unosił się znajomy zapach moich perfum. Łóżko było pościelone, tak jak je zostawiłam. Usiadłam na jego brzegu i rozejrzałam się po pokoju. Wokół na podłodze i na biurku leżały przeróżne książki, ubrania i inne rzeczy. W przeciwieństwie do mojej sypialni w Nowym Jorku, ta pomalowana była na błękitny kolor i większość mebli i innych przedmiotów było utrzymanych w tej kolorystyce. Nagle przypomniało mi się coś, o czym od długiego czasu nie myślałam, z powodu wydarzeń z minionych tygodni. Obiecałam sobie, że porozmawiam z Darrenem, gdy tylko wróci. Choć znając moją pamięć, mogę szybko o tym zapomnieć. Jest tyle rzeczy, których chciałabym się od niego dowiedzieć! Muszę dobrze wykorzystać dni spędzone tutaj.
Położyłam się na łóżku, przypominając sobie jakie jest wygodne i przymknęłam na moment oczy. Nie był to dobry pomysł, gdyż po chwili pogrążyłam się w głębokim śnie. No cóż...impreza, kilkugodzinny lot i zmiana strefy czasowej robią swoje...
________________________________________________________________________
Wyskoczyłem spod prysznica jak nowo narodzony, zarzuciłem na siebie czyste ciuchy i już mogłem do niej wracać. Przeszedł mnie dreszcz na samą myśl o tym. Jeszcze tylko skropiłem się perfumami, za którymi tak przepada, po czym wyszedłem z łazienki. Ostrożnie otworzyłem drzwi do jej pokoju i bezszelestnie wślizgnąłem się do środka. Zobaczyłem ją leżącą na łóżku, pogrążoną w głębokim śnie. Podszedłem bliżej, usiadłem na jego brzegu i zacząłem się jej przyglądać. Twarz miała spokojną, kąciki ust lekko unosiły się w błogim uśmiechu, tworząc rozkoszne dołeczki na jej policzkach. Uśmiechnąłem się, gładząc ją delikatnie po policzku, tak żeby jej nie obudzić. Wstałem z łóżka i rozejrzałem się po pokoju. Panował w nim nieład, pasujący do jej osobowości. Sama też była roztrzepana i nieułożona, ale podobało mi się to w niej.
Mój wzrok padł na ramki ze zdjęciami, stojące na komodzie. Na jednym ze zdjęć stała roześmiana Jessie przytulająca się z Kate, której prawie nie poznałem, przez ostry czerwony kolor włosów, który wtedy miała. Dziewczyny były na nim dużo młodsze, obie opalone, stały na jakiejś plaży.
Na drugim zdjęciu także siedziała na plaży, w rękach trzymała gitarę, nawet nie patrzyła w stronę obiektywu, całkowicie pochłonięta była grą. Zafascynowało mnie to zdjęcie, ta pasja w jej oczach. Od razu wyobraziłem sobie jak piszemy wspólnie tekst piosenki, a potem gramy ją razem. Obiecałem sobie, że musimy zrealizować tę myśl.
Następne zdjęcie ani trochę mi się nie spodobało, wręcz przeciwnie, wywołało u mnie gniew. Na pierwszym planie stał ten koleś, z którym mnie dziś przedstawiła...Sam, czy jakoś tam. A Jessie siedziała mu na plecach, przytulona do niego, wyglądała na szczęśliwą. Oboje uśmiechali się do fotografa, co jeszcze bardziej mnie denerwowało. Następne zdjęcie nie było lepsze, znajdowała się na nim ta sama dwójka. Byli w jakimś garażu, oparci o bok samochodu, oboje ubrani w szare kombinezony, które tak samo jak ich twarze, ubrudzone były od jakiś smarów. Czyli Jess nie kłamała, gdy mówiła, że pracowała w warsztacie. Musiałem przyznać, że jeszcze bardziej mnie to podkręciło i teraz wydawała się jeszcze bardziej atrakcyjna niż wcześniej. O ile to w ogóle możliwe.
Z przerażeniem stwierdziłem, że ten typek znajduje się na większości zdjęć, tylko czasami towarzyszyła im Kate lub inne nieznane mi osoby. Zacząłem się zastanawiać, czy tę dwójkę łączyło kiedyś coś więcej niż tylko przyjaźń. Wolałem nie dopuszczać tego do wiadomości. Już bez tego jest mi ciężko widzieć ich razem na tych zdjęciach, a co dopiero widzieć ich razem tak jak niespełna godzinę temu. Ten sposób, w jaki Sam na nią patrzył jest szalenie niepokojący.
Dostrzegłem jednak inne zdjęcie, przedstawiające kilkuletnią Jessie i jej starszego brata, przytulanych przez rodziców. To chyba było w Boże Narodzenie, gdyż w tle dało się dostrzec choinkę. Cała rodzina zdawała się być idealna na tym zdjęciu. Nic nie zapowiadało tego co się później wydarzyło. Na tych wszystkich zdjęciach Jessie była taka szczęśliwa i radosna. Oto przykład na to jak jedna informacja może załamać całe nasze życie.
Nagle w ręce wpadło mi zdjęcie Jessie, na którym wyglądała tak samo jak obecnie, więc stwierdziłem, że zostało wykonane całkiem niedawno. Siedziała przy jakimś stole, o który opierała się łokciami i słodko uśmiechała się do zdjęcia. W oddali widać było ognisko i nieodłączny element większości zdjęć – plażę. Ale ja dostrzegłem coś jeszcze. Albo raczej kogoś. W odległości około 100 metrów od miejsca, w którym siedziała Jessie, stał wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Można by stwierdzić, że pojawił się tam pewnie przypadkowo, „przyłapany” podczas robienia zdjęcia, gdyby nie to, że wpatrywał się z zaciekawieniem w Jessie. Ale w jego spojrzeniu nie było nic przyjaznego, odniosłem więc wrażenie, że chce zrobić jej coś złego i że to nie pierwszy raz kiedy ją obserwował.
Mężczyzna wydawał mi się znajomy, a gdy przyjrzałem się bliżej nie miałem już wątpliwości. Odłożyłem zdjęcie na swoje miejsce i wyszedłem z pokoju, rzucając w stronę Jessie jeszcze jedno tęskne spojrzenie. Próbowałem odgonić przygnębiające myśli, kiedy zbiegałem po schodach, gdy prawie wpadłem na panią Willys. Zdawała się być zaskoczona moim widokiem, pewnie była przekonana, że oboje z Jessie śpimy. Nie razem oczywiście, w końcu jesteśmy tylko przyjaciółmi. Teoretycznie.
Wdaliśmy się w miłą pogawędkę, choć moje myśli nadal krążyły wokół tego zdjęcia. Panią Willys szczególnie interesowało to, jak wygląda życie Jessie w Nowym Jorku. W miarę wyczerpująco opowiedziałem jej o tym co się do tej pory wydarzyło, pomijając niektóre elementy i dodając, że nie ma się czym martwić. Kobieta chyba była usatysfakcjonowana, bo po chwili odetchnęła z ulgą. Przy okazji spytałem ją, gdzie znajduje się plaża ze zdjęć Jessie, więc wyjaśniła mi to ze szczegółami. Podziękowałem jej i już miałem wychodzić z domu, kiedy spytała mnie jeszcze co robi Jessie. Odparłem, że gdy niedawno do niej zaglądałem, jeszcze spała. Pani Willys uśmiechnęła się do mnie znacząco. Nie zrozumiałem o co jej chodzi, więc tylko odpowiedziałem jej uśmiechem i wyszedłem na słoneczną ulicę. Musiałem znaleźć tę „magiczną plaże” na której Jessie i jej znajomi spędzali tyle wolnego czasu, więc podążyłem w stronę wskazaną mi przez jej matkę. Miałem dużo spraw do przemyślenia, więc cieszyłem się, że mogę przez chwilę pobyć sam.
Właściwie nie wiem kiedy to się stało. Jak to się stało. Jak to się stało, że najbardziej denerwująca i irytująca dziewczyna na tej planecie wzbudza we mnie tak silne uczucia? Jeszcze kilka tygodni temu nie uwierzyłbym w to, a teraz wskoczyłbym za nią w ogień.
Może stało się to wtedy, gdy zobaczyłem ją wtedy pierwszy raz pod domem Vince'a...taką zagubioną, bezradną, ale też wyszczekaną i pewną siebie jak zawsze.
A może kiedy pierwszy raz siedzieliśmy razem w moim samochodzie, gdy wiozłem ją na imprezę do Flash. Pamiętam, że tego dnia po raz pierwszy nie mogłem się oprzeć, żeby się do niej zbliżyć, poczuć zapach jej perfum. Dokładnie pamiętam jej minę, jakby to było wczoraj. Była przerażona, nie wiedziała co się dzieje, pewnie próbowała to wszystko sobie racjonalnie wyjaśnić. A ja po prostu miałem z tego ubaw. Z tego, że działam na nią w taki sposób. Oczywiście wciąż było mi mało, dlatego ponownie pojawiłem się na tej imprezie parę godzin później. Szukałem jej przez dłuższy czas, a gdy ją zobaczyłem, prezentowała obraz nędzy i rozpaczy. Uśmiechnąłem się pod nosem do samego siebie. Stwierdziłem, że nawet gdy jest pijana, to na swój własny, uroczy sposób.
Ale dostrzegłem w niej wtedy coś jeszcze. Ona się bała. Coś musiało się wydarzyć, te kilka sekund przed tym jak na siebie wpadliśmy. I choć próbowała to ukryć, zasłaniając się zgubionym telefonem wiedziałem, że coś się dzieje. Jessie nie umie kłamać, dlatego nic przede mną nie ukryje. Niestety jak to mam w zwyczaju, znowu zachowałem się nie tak jak chciałem, ze swoimi docinkami i obojętnością oraz okazywaniem zazdrości o Vince'a o którego Jessie wtedy ciągle wypytywała. Ale nie da się opisać tego co czułem, gdy po raz pierwszy miałem ją w ramionach, gdy po imprezie zaniosłem ją do naszego mieszkania. Serce tłukło mi jak głupie, a ja na siłę starałem się stłumić te dziwne uczucie. Pamiętam jak położyłem ją w swoim łóżku, które jeszcze długo potem pachniało jej perfumami. Nie mogłem tego znieść...nie mogłem znieść tego, że jakaś kobieta aż tak mnie zniewalała, mimo iż robiła to nieświadomie. Nie po tym, jak obiecałem sobie, że już nigdy nie dam się zdominować żadnej kobiecie. Dlatego chciałem jej dopiec jeszcze bardziej. Żeby wybić ją sobie z głowy, zaprosiłem na randkę dziewczynę, która latała za mną od jakiegoś czasu, choć szczerze w ogóle mi się nie podobała. Pech chciał, że tego samego dnia Jess i Kate wybrały się do tego samego kina. Choć z drugiej strony była to okazja, by odegrać moje małe przedstawienie. Widziałem jak patrzy na mnie i Meg, jaka jest zaskoczona i podobało mi się to. Różnice między obiema dziewczynami były kolosalne. Gdy tak je porównywałem do siebie, musiałem stwierdzić, że Meg wypada blado w porównaniu do Jess, która po prostu jest zjawiskowa. Mimo iż obściskiwanie się z tą blondynką nie sprawiało mi nawet najmniejszej przyjemności, z pewnością osiągnąłem swój cel, nieoficjalnie dając Jess do zrozumienia, że nie jest osobą godną mej uwagi. Było to ciężkie, ale nie miałem innego wyboru.
Oczywiście więcej nie spotkałem się z Meg, nie widziałem powodu dla którego miałbym to robić. By uniknąć spotkania z Jessie coraz rzadziej pojawiałem się w domu, spotykając się ze starymi znajomymi, chodząc do klubów i rozkochując w sobie kolejne dziewczyny, których imion nawet nie pamiętałem. Starałem się na swój własny sposób wypełnić tę pustkę. Dobrze, że posiadam swoje własne mieszkanie, to ratowało mnie przed zbyt częstym pojawianiem się w domu.
Najgorsze jednak było to, że przez unikanie Jessie, traciłem dobry kontakt z Kylem i Vincem. Tego wieczora, gdy siedziałem z Star bez nich i akurat wtedy musieli się tam pojawić razem z nią, do dzisiaj nie mogą mi wybaczyć. I nie dziwie się im, w końcu zawsze byliśmy jak trzej muszkieterowie. Jak dziwacznie brzmi to teraz w moje głowie!
Więc moje miejsce przy ich boku zastąpiła Jessie, chodząca katastrofa. Wkurzało mnie to, ale nie mogłem nic poradzić na to, że ta dwójka miała obsesje na jej punkcie. Szczególnie Vince, którego zauroczenie dawało mi pretekst, do skręcenia mu karku. Nie mogłem jednak dać tego po sobie poznać, więc tłumiłem to w sobie. Wszystko szło gładko, powoli przestawałem o niej myśleć, gdy pewnego ranka ona sama pojawiła się w moich drzwiach. Nie przyszła do mnie oczywiście, ale sam fakt, że mogłem spędzić z nią kilka chwil sam na sam, był bezcenny. Choć przeklinałem sam siebie, za te głupie myśli. Potrzebowała wtedy pomocy, aż prosiła się o nią, choć oczywiście nie przyznała się do tego. Zdałem sobie jednak sprawę, że mimo iż będę tego żałować, jestem jedyną osobą, która może jej tej pomocy udzielić. Ruszyłem, więc z nią w podróż w nieznane, która okazała się kluczem do jej największej, głęboko skrywanej tajemnicy.
Oprócz zawartości tajemniczych akt z Greendale, odkryłem również inny jej sekret, bardziej niepokojący. A mianowicie chodzi o koszmary, które ją gnębią od pewnego czasu. Może nie byłoby w tym nic złego, w końcu każdego nawiedzają czasem koszmary, gdyby nie to, że ona ma je także na jawie. Sam byłem tego świadkiem. Nie chciałem się do tego przyznać, ale cholernie mnie wtedy przestraszyła. Chciałem jej pomóc, musiałem jej pomóc. Wydarzenia z tamtego feralnego dnia wszystko zmieniły, zmieniły moje zdanie o niej. Także tego samego dnia dowiedziałem się, że ja także nie jestem jej obojętny, od jakiegoś czasu widziałem to w jej oczach, choć nieudolnie starała się to ukryć. Gdy próbowałem jej to wmówić, broniła się przed tym rękami i nogami, choć doskonale wiedziałem co ukrywa. Pewnie obawiała się konsekwencji, zresztą tak samo jak ja.
Niestety nasz mały wypad nie umknął uwadze Kyle'a, który przesłuchiwał naszą dwójkę, próbując wyniuchać co naprawdę się wydarzyło. Rozumiałem go, nie chciał żeby Vince cierpiał przez nas, ale wiedziałem że to nieuniknione, przecież Jess nic do niego nie czuła, prócz przyjaźni. Czy naprawdę Kyle myślał, że ją do czegokolwiek zmusi? Widać, że nie zna jej tak dobrze jak ja, choć i tak wiem, że skrywa jeszcze więcej tajemnic. Tak samo jak ja.
Rozmowa z Kylem i to, że znowu jej uległem sprawiły, że postanowiłem utopić smutki w ulubionych drinkach. Po kilku głębszych od razu zaszły mnie wyrzuty sumienia za to co jej powiedziałem i musiałem ją od razu za wszystko przeprosić. Mimo iż była 3 nad ranem. Czyżby moja duma i zdanie o tym, że prawdziwy mężczyzna z nic nie przeprasza ustąpiły miejscu zwykłemu zauroczeniu?
Gdy mnie znowu zobaczyła, była zła i nie chciała mnie wpuścić, ale zrobiła to, choć do dzisiaj nie wiem dlaczego. Mimo rozdrażnienia, widziałem w jej oczach ciepło, gdy na mnie patrzyła. Nie pamiętam dokładnie co mówiłem, pewnie same głupoty, ale zanim odpłynąłem poczułem jak czule gładzi mnie po policzku. Niby niewiele, ale było to uczucie, którego nie da się porównać z żadnym innym. Wtedy wiedziałem już na 100%, że miałem rację co do niej. Nazajutrz oczywiście byłem zły na siebie, że w ogóle do niej przyszedłem. Zapomniałem jednak o gniewie, gdy tylko ją zobaczyłem. Myślała, że jeszcze śpię co pozwoliło mi obserwować ją, pozostając przy tym niezauważonym. Stała uśmiechnięta w kuchni, nucąc coś pod nosem, akurat robiła śniadanie, co widocznie sprawiało jej dużo radości. Lustrowałem każdy kawałek jej ciała. Miała wtedy na sobie zwykłą bluzeczkę, która doskonale podkreślała jej idealny biust i płaski brzuch, zarysowując jej wąską talię. Krótkie spodenki opinały jej jędrne pośladki, choć moje spojrzenie najdłużej zatrzymało się na jej długich, zgrabnych i opalonych nogach. Zerknąłem wtedy na jej twarz, by się upewnić, że nie dostrzegła mojego spojrzenia. Akurat odczytywała coś z książki kucharskiej leżącej na blacie, poruszając bezgłośnie pełnymi ustami, mrużąc przy tym swoje duże, zielone oczy, otoczone wachlarzem długich, czarnych jak heban rzęs. Na twarz opadł jej kosmyk długich ciemnobrązowych włosów, kręconych na końcach, który odgarnęła niedbale za ucho, w którym widniały dwa srebrne kółeczka. Westchnąłem z zachwytu na ten widok. Ciężko to przyznać, ale już wtedy wyobrażałem sobie ją ze mną, w niedwuznacznych sytuacjach, kiedy oboje, spleceni razem jak dwie ośmiornice, owinięci byliśmy satynową pościelą. Szybko pokręciłem głową, by odgonić te obrazy, co wywołało ból głowy i wtedy Jess odwróciła się w moją stronę, więc musiałem udawać, że właśnie się przebudziłem. Czułem się wtedy okropnie, a ona była taka miła. Długo jeszcze nie mogłem się otrząsnąć z zachwytu, co chwila zerkałem na nią znowu, by móc jeszcze przez chwilę napawać się widokiem jej idealnego ciała. Na szczęście byłem mistrzem w ukrywaniu swoich prawdziwych uczuć, więc Jess nie domyśliła się co mi chodzi po głowie. Za to u niej było odwrotnie, każdym elementem swojego ciała zdradzała, że coś ją do mnie przyciąga, choć pewnie nawet nie była tego świadoma.
Jak już wspominałem, skrywam wiele tajemnic, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Dlatego wpadłem w taką furię, kiedy zobaczyłem ją myszkującą w moim pokoju. Powiedziałem jej wiele niemiłych rzeczy, których po prostu nie potrafiłem powstrzymać. Wiem, że zraniłem ją wtedy i nie czułem przy tym wstydu. Ona po prostu była wszędzie, rozpanoszyła się w moim życiu i nie wyglądało na to, że miałaby się nagle z niego wynieść. Szczerze mówiąc, wcale bym tego nie chciał, ale jakaś część mnie mówiła mi, że tak by było najlepiej. Nie wiedziałem już czego tak naprawdę chcę. I do tego jeszcze ten idiotyczny numer z moimi urodzinami! Zupełnie o nich zapomniałem, w końcu nie mają one dla mnie żądnego znaczenia, a tu nagle takie coś. Jeszcze we Flash...a myślałem, że moi kumple dobrze mnie znają. Ale najgorszy numer jaki mogli mi wywinąć, to zaproszenie mojej byłej na tą imprezę. Widocznie Kyle był gotowy zrobić wszystko, by rozdzielić mnie i Jessie. Długo nie będę mógł zapomnieć jej wyrazu twarzy, kiedy widziała jak tańczę z Lisą. Miałem ochotę zostawić ją na środku parkietu i pobiec do Jess. Niestety została „rzucona” w ramiona Vince'a, czyli wszystko przebiegało według planu. Za to ja musiałem spędzić większość wieczoru, z moją żałosną byłą, która za wszelką cenę chciała przekonać mnie, jak bardzo żałuje tego co się stało. Litości! Chyba nikt nie jest na tyle naiwny, by uwierzyć w takie brednie. Nie słuchałem jej, tylko ciągle wypatrywałem Jessie w tłumie nieznanych mi ludzi, lecz tylko czasami wydawało mi się, że przemykała mi tuż przed nosem. Jednak zanim zdołałem dokładnie się przyjrzeć, zdążyła już zniknąć. Czyżby mnie unikała? Musiałem się tego dowiedzieć, dlatego szybko spławiłem Lisę i pobiegłem szukać Jessie. Dostrzegłem ją w oddali, była biała jak kreda i wpatrywała się w coś albo kogoś z przerażeniem. Zacząłem się do niej przeciskać, ale gęsty tłum na parkiecie skutecznie mi to udaremniał. Czy oni wszyscy byli w zmowie z Kylem?!
Kiedy w końcu mi się to udało, otaczał ją już wianuszek wiernych pomocników, z Vincem na czele, więc nie śmiałem się do nich zbliżać. Jakby tego było mało, musiałem znosić też towarzystwo Kate, która non stop wieszała się na mnie jakbym był jakimś wieszakiem na ubrania, a do najlżejszych to ona nie należy. Naprawdę ją lubię, mimo tego, że jest irytująca, ale nie w ten sposób w jaki by chciała. Podejrzewałem, że to kolejny pomysł Kyle'a. Musiałem szybko wybić jej z głowy te amory.
Jednak ciosem w samo serce był widok Vince'a całującego Jessie, albo raczej wpijającego się nachalnie w jej usta. Aż zrobiło mi się jej żal. Miałem ochotę podejść do nich, odciągnąć od niej Vince'a i spuścić mu łomot. Nie zrobiłem tego, choć miałem na to straszną ochotę. Wmówiłem sobie jednak, że to nie moja sprawa.
W końcu dopadłem ją, gdy samotnie stała na tarasie i wpatrywała się w gwiazdy. Wyglądała pięknie, aż zaparło mi dech w piersi. Już wtedy wiedziałem, że coś do niej czuję, że nie jest mi obojętna i po prostu spędzanie z nią czasu sprawia mi dużą przyjemność. Jessie była wtedy jakaś nieobecna i przygnębiona, ale starała się to ukryć. I jeszcze te bezpodstawne oskarżenia. Nie wiem o co jej chodziło, myślała, że chce wrócić do Lisy i jednocześnie być z nią? To chore!
Wiem tylko, że jeszcze nikt nie zmieszał z błotem tak bardzo jak ona. Nie, nie byłem zły. Byłem pod wrażeniem. Jej naprawdę udało się mnie zdominować, czego nie dokonał jeszcze nikt w ciągu całego mojego życia. Nie mogłem przepuścić takiej okazji, nie mogłem pozwolić, by wyjechała. Nie mogłem dać jej odejść, tak jak kiedyś Jen. Po prostu nie mogłem.
Pobiegłem jej szukać, ale nie było po niej śladu. W końcu od Kate dowiedziałem się, gdzie jest, choć dziewczyna nie była skora do rozmowy.
Pomyślałam sobie teraz albo nigdy! W ekspresowym tempie znalazłem się z powrotem w naszym mieszkaniu, nawet nie zdążyłem się przebrać, wziąłem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a bilet zabukowałem przez telefon. W ciągu 15 minut zdążyłem dobiec pod jej dom. Właśnie wkładała swoje rzeczy do bagażnika. Zdenerwowany podszedłem do niej, ręce mi się trzęsły. To nie było do mnie podobne, to niewyobrażalne, co ta kobieta ze mną robiła.
Nie spodziewała się mnie, była zaskoczona, a oto mi właśnie chodziło. Oczywiście jak to ona, zaczęła protestować, na wieść o tym, że jadę z nią. Ale nie obchodziło mnie to. Po prostu musiałem z nią być. Miałem wrażenie, że Jessie także chce bym z nią jechał, ale nie powiedziała tego głośno. Mimo tych wszystkich złych słów, które mi powiedziała wtedy na tarasie, to ona zrobiła pierwszy ruch, to ona przyciągnęła mnie do siebie, nie pozwalając mi już więcej uciec. Nie chciałem tego już więcej robić. To co poczułem było niewyobrażalne.
Zamrugałem kilka razy i stwierdziłem, że znajduję się na plaży, którą widziałem na zdjęciach Jessie. Nie wiem tylko ile czasu minęło od kiedy się tu pojawiłem, do momentu kiedy ocknąłem się z mojej wielkiej zadumy. Przeżywałem to wszystko na nowo, musiałem wszystko dokładnie przeanalizować. Miałem niewielki moment zawahania, kiedy zobaczyłem to zdjęcie w jej pokoju. Stwierdziłem przez krótką chwilę, że nie mogę z nią być, nie mogę jej okłamywać, ale z drugiej strony ona nie może poznać prawdy o mnie. To nie skończyłoby się dla niej dobrze. Dla jej dobra chciałem wycofać się z tego wszystkiego, wsiąść w pierwszy samolot do Nowego Jorku, czyli najnormalniej w świecie złamałbym jej serce. A tego obawiam się najbardziej na świecie. Bo łamiąc jej serce, automatycznie załamałbym swoje własne życie. Nie zrobiłem więc tego. Nie uciekłem. Może jestem egoistą, ale bez niej nie wiedziałbym co dalej ze sobą zrobić i z całym moim życiem. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Na Nią.
________________________________________________________________
Zerwałam się na równe nogi, oddychając ciężko. Byłam zlana potem, a głowę przeszywał ból nie do zniesienia. Ten sen był jeszcze bardziej realistyczny od poprzednich. Pokręciłam zrezygnowana głową, zastanawiając się jak długo spałam. Wyjrzałam przez okno, co było błędem, bo wtedy momentalnie zapomniałam o czym śniłam. Może to i dobrze...zamiast użalaniem się nad sobą i analizowaniem niezrozumiałego koszmaru, zajmę się czymś ciekawszym i przyjemniejszym. Za oknem zobaczyłam słońce chylące się ku zachodowi. Czyżbym przespała cały dzień? Straciłam tyle cennego czasu!
Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Jęknęłam widząc swoje odbicie w lustrze. Dobrze, że Darren nie widział mnie w takim stanie! W przeciwnym razie pewnie już by się zbierał do wyjścia. Ciekawa byłam gdzie poszedł, może też śpi w jednym z wolnych pokoi.
Wskoczyłam pod prysznic i umyłam włosy, które potem wysuszyłam i starannie ułożyłam. Gdy stwierdziłam, że prezentuję się w miarę znośnie udałam się z powrotem do mojej sypialni, by przebrać się w czyste ciuchy. Zanim to jednak zrobiłam, przez głowę przemknęła mi szalona myśl. Zastanawiałam się jak zareagowałby Darren, gdybym pojawiła się w drzwiach jego pokoju owinięta jedynie w ręcznik. Szybko odgoniłam od siebie te dziwne myśli, stwierdzając, że hormony uderzają mi do głowy. W końcu nie byłam blisko z żadnym mężczyzną od dwóch lat. Nie wliczając Brada, o którym chciałam raz na zawsze zapomnieć. A Darren pewnie, by mnie wyśmiał i na tym by się skończyło.
Z komody wyciągnęłam czarną koszulkę na ramiączkach z wyciętymi plecami i obcisłe, może odrobinę zbyt obcisłe, błękitne rurki. Wtedy zauważyłam, że moje zdjęcia są poprzestawiane, a jedna ramka ze zdjęciem była przewrócona. Poprawiłam ją szybko, nie zaprzątając sobie tym głowy i skierowałam się w stronę drzwi. Zanim wyszłam zastanawiałam się czy mogę w takim stanie wyjść do ludzi. Postukałam się w czoło, zastanawiając się dlaczego tak bardzo przejmuje się opinią Darrena. Przecież zależy mu na mnie nie ze względu na ciuchy, które noszę. Na pewno też nie ze względu na to co mam w głowie. To dlaczego mu zależy?
Zeszłam na dół rozmyślając nad tym problemem. W domu zdawało się być cicho, do czasu gdy zeszłam na parter. Usłyszałam głosy dobiegające zza drzwi prowadzących do garażu. Jeden z nich bez wątpienia należał do Darrena, ten głos rozpoznałabym nawet w piekle. A drugim rozmówcą był mój brat Jason. A ze mną to nawet się nie przywitał bałwan jeden! Ale zaraz, zaraz...Darren dogadał się z Jasonem? Jakim cudem mu się to udało, w końcu mój brat to wyjątkowo trudny człowiek, wiem to z doświadczenia. Ale z drugiej strony dobrze by było, gdyby się polubili. Przynajmniej jedna osoba, byłaby za Darrenem, gdyby prawda wyszła na jaw, że jesteśmy parą. Hmmm...a jesteśmy?
Postanowiłam więc znaleźć mamę, by zobaczyć jak się trzyma, pewnie znowu siedzi w kuchni. Przechodząc przez przedpokój, zauważyłam swoje odbicie w naszym starym, zabytkowym lustrze, które moja mama wygrała na jednej z licytacji kilka lat temu. Przejrzałam się w nim ze wszystkich stron, znowu zastanawiając się co tak właściwie Darrenowi się we mnie podoba.
Wtedy moją uwagę przykuło coś innego. Widziałam siebie w lustrze, ale wyglądałam na kilka lat starszą, niż jestem teraz. Część włosów miałam ładnie upięte z tyłu głowy, a reszta opadała na moje ramiona. Miałam na sobie długą białą sukienkę, która widocznie zarysowywała się na sporym brzuchu, który teraz gładziłam z uśmiechem. Nagle od tyłu podszedł do mnie wysoki, krótko ścięty mężczyzna, który pocałował mnie w policzek i także pogładził mnie pieszczotliwie po brzuchu. Oboje wpatrywaliśmy się w nasze odbicie z uśmiechem.
- Jak się czują moje skarby?- odezwał się mężczyzna cmokając mnie w odsłonięte ramie.
- Doskonale kochanie.- powiedziałam z uśmiechając się i gładząc go po twarzy ręką, na którym widniała złota obrączka na jednym z palców.
- O czym myślisz?- zamruczał mężczyzna.
- Mam nadzieję, że to będzie dziewczynka.- rzekłam radośnie.
- Niebawem się tego dowiemy.- odrzekł, całując mnie ponownie w policzek. Wtedy pod swoimi palcami po raz pierwszy poczułam ruch dziecka, było to niesamowite uczucie.
- Poczułeś to?- wyszeptałam podekscytowana. Spojrzał na mnie zaciekawiony, więc położyłam jego dłoń na tym samym miejscu, gdzie przed chwilą poczułam ruch. Uśmiechnął się szeroko i schylił się, by pocałować mnie w tamtym miejscu. Po chwili wstał i przytulił mnie mocno do siebie.
- Jestem taki szczęśliwy.- szepnął, wtulając się w moje włosy.
- Wiem, ja też. I dziecko to czuje.- powiedziałam z uśmiechem. Wtedy ujął moją twarz i pocałował mnie tak, jak po raz pierwszy kilka lat temu. W tym pocałunku było tyle czułości i miłości. Jak dawniej. Czułam, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło. No może jest kilka różnic.
Rozległ się dźwięk telefonu, więc mój mąż poszedł go odebrać, cmokając mnie jeszcze przelotnie w usta. Uśmiechnęłam się, znowu przyglądając się swojemu odbiciu. Nagle z pokoju dobiegła mnie rozmowa telefoniczna, albo raczej jej strzępy. Mój mąż z kimś się awanturował. Usłyszałam jedynie coś o zastraszaniu i o jakiejś robocie. Niewiele z tego zrozumiałam i zaniepokoiłam się tą rozmową. Szybko wzięłam kilka głębszych oddechów, wiedząc, że w tym stanie nie powinnam się denerwować. Nie potrafiłam jednak odegnać czarnych myśli. Czy coś zagraża mojej rodzinie?
- Co tu robisz Jessie?- aż podskoczyłam słysząc obok siebie głos Darrena. Stał obok i patrzył na mnie rozbawiony. Spojrzałam na niego, a potem na moje odbicie i stwierdziłam, że znowu jestem sobą.
- Umm...zamyśliłam się trochę.- wymamrotałam, wciąż widząc przed oczami siebie w białej sukni.
- Dało się zauważyć. Wiesz, mam pewien pomysł, byłem dziś na tej twojej plaży i...- reszta jego słów zeszła gdzieś na dalszy plan, gdyż zaczęłam dokładnie analizować to co przed chwilą zobaczyłam. Czy to moja wybujała wyobraźnia czy przepowiednia tego co ma się zdarzyć w przyszłości? Pogładziłam się po swoim płaskim brzuchu, zdając sobie sprawę, że tym razem nic się w nim nie poruszy...
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?- Darren potrząsnął mną za ramiona, ściągając mnie przy tym z powrotem na ziemię.
- C-co?- jęknęłam nieobecnie.
- Cholera, czasami naprawdę mnie martwisz.- powiedział kręcąc głową.- Co się znowu stało?
- Nic, przecież mówiłam, że trochę się zamyśliłam.- mruknęłam obojętnie, macając swój palec i odkrywając z ulgą, że nie ma na nim obrączki. Darren zmusił mnie do popatrzenia mu w oczy, pewnie już wiedział, że nie potrafiłam go oszukać.
- Czemu ci nie wierzę?- spytał przyglądając mi się uważnie.- To o czym tak myślałaś?
- Lepiej uwierz. Miałam po prostu dziwny sen...- powiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język.
- Że co? Jaki sen? Kolejny koszmar?- zaniepokoił się.
- Nie, nie...tym razem to nie było nic złego, naprawdę.- skłamałam, co tym razem udało mi się bez zająknięcia.- To co mówiłeś o tej plaży?
- Ale Jess...
- Zmieńmy temat, albo nie będę więcej z tobą rozmawiać.- zagroziłam. Darren pokręcił głową, ale po chwili uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło, jak to miał w zwyczaju.
- No dobrze, ale wrócimy jeszcze do tego.- powiedziałam spokojnym już głosem.
- Jasne.- rzekłam, choć w głowie warknęłam: niedoczekanie twoje!- To co, powtórzysz to co mówiłeś.
- Oglądałem dziś twoje zdjęcia i zauważyłem, że prawie na każdym jesteś na jakiejś plaży.- rzekł, ale mu przerwałam:
- Więc to ty zrobiłeś bałagan w moich zdjęciach!- burknęłam, dając mu sójkę w bok.
- Daj spokój, nic takiego nie zrobiłem.- wzruszył ramionami.
- A to przewrócone zdjęcie?- wytknęłam mu.
- To było niechcący.- mruknął beztrosko, ale po chwili spoważniał.- A co, zauważyłaś na nim coś dziwnego?
- Niby co? Nie było pęknięte ani nic.- zdziwiłam się.- W sumie faktycznie nic się nie stało.
- To dobrze.- mruknął wymijająco, a zanim zdołałam spytać o co mu chodzi, powrócił do poprzedniego tematu:- O czym to ja mówiłem...zanim brutalnie mi przerwałaś...no tak, plaża. Więc byłem dziś na tej plaży i stwierdziłem, że moglibyśmy jutro się tam wybrać. I tak nie mamy nic innego do roboty.
- W sumie to dobry pomysł.- stwierdziłam z uśmiechem.
- Nareszcie udało mi się ciebie zadowolić, należy mi się medal.- zakpił Darren.- A właśnie, twoja mama cię szukała, ale nie chciała cię budzić.
- Ok, to pójdę do niej.- rzekłam i w tym momencie do przedpokoju weszła mama. Wyglądała tak, jakby się gdzieś spieszyła. Odsunęliśmy się od siebie z Darrenem na bezpieczną, dopuszczalną odległość.
- Och, Jessie! Nareszcie wstałaś!- powitała mnie mama z uśmiechem.- Wyspałaś się?
- Tak, nie ma to jak własne łóżko.- odparłam.- Wybierasz się gdzieś?
- Właściwie to tak. Najpierw muszę pójść na policję, by powiedzieć, że się znalazłaś. Trzeba to wszystko odkręcić.- rzekła mama, nie przestając się uśmiechać. Już otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, ale mama mnie uprzedziła:- Nie, nawet nie próbuj mnie przepraszać! Następnie muszę iść pokazać klientom kilka domów, ci nowożeńcy są tacy niecierpliwi.
- Dobrze mamo, nie będziemy cię dłużej zatrzymywać.- powiedziałam szybko. Zupełnie zapomniałam, że mama sprzedaje nieruchomości.
- Nie wiecie czy Jason jest w domu?- spytała nas mama.- Czasami całymi dniami nie widuję tego chłopaka!
- Niecałe dziesięć minut temu pojechał do jakiegoś kolegi, obiecał że wróci na kolację.- odparł Darren. Oni naprawdę się polubili, skoro Jason powiedział Darrenowi o swoich planach. Dotychczas nie mówił tego nikomu.
- To dobrze. Wrócę za jakieś dwie godziny, wtedy zrobię kolację, mam nadzieję, że tyle wytrzymacie.- dodała po chwili z troską.
- A może my zrobimy kolację?- zaproponował Darren. Mama spojrzała na niego zaskoczona.
- Na pewno?- spytała niepewnie mama.-Tylko, że nie wiem czy jest coś w lodówce, miałam zamiar zrobić zakupy po powrocie do domu...
- Żaden problem, najwyżej my zrobimy zakupy.- zapewnił ją Darren.- I tak nie mamy planów na wieczór.
- Mamo, on potrafi zrobić coś z niczego.- dodałam z uśmiechem.
- No dobrze, nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych specjałów.- ucieszyła się mama, spoglądając raz na mnie raz na Darrena, z lekką podejrzliwością.- Wrócę niebawem, bawcie się dobrze.
To powiedziawszy wyszła z domu frontowymi drzwiami, a ja z Darrenem poszliśmy do kuchni.
- Zobaczymy czy jest tu coś nadającego się do spożycia.- zachichotałam podchodząc do lodówki.
W tym samym momencie, zanim zdążyłam ją otworzyć, Darren odwrócił mnie w swoją stronę, opierając mnie o lodówkę i zaczął całować jak szalony. Jęknęłam zaskoczona, czując zimny metal na wyciętych plecach bluzki. Gdy otrząsnęłam się z pierwszego szoku, zaczęłam całować go z tą samą intensywnością co on mnie. Pożądanie zawładnęło całym moim ciałem, przestałam już racjonalnie myśleć, nie obchodziło mnie nawet to, że w każdej chwili ktoś może wrócić do domu i nas zobaczyć. Liczył się tylko Darren i to, jak bardzo go pragnęłam.
W pewnym momencie oderwał się ode mnie.
- Jakim prawem zakładasz tak obcisłe ciuchy? Doprowadza mnie to do szaleństwa!- wyszeptał mi do ucha, lekko je przygryzając. Zamruczałam zadowolona.
- Wiem i zrobiłam to specjalnie.- droczyłam się z nim. Darren zaśmiał się i zaczął składać na mojej szyi finezyjne pocałunki. Zadrżałam i znowu zaczęłam go całować, jeszcze mocniej przyciągając go do siebie. Darren błądził rękami po moim ciele, które po chwili powędrowały pod moją bluzkę. Jego dotyk był jak ogień, gorący i pełen żaru. Ostatkiem sił odsunęłam go od siebie. Darren popatrzył na mnie zaskoczony, dostrzegłam pożądanie w jego oczach.
- Chodź za mną.- mruknęłam mu tajemniczo do ucha. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam go za sobą, co widocznie mu się spodobało. Byliśmy u podnóża schodów, gdy niespodziewanie otworzyły się przed nami drzwi. Zaskoczeni jak na komendę spojrzeliśmy w tamtą stronę.