Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
18. Konfrontacja


18. Konfrontacja

Wróciłam na imprezę, myśląc o tym co powiedziała mi Jessie. „Powodzenia z Darrenem”? Przecież sama dobrze wie, że nie mam u niego szans, nie jest taka głupia.
Usiadłam na sofie, patrząc ponurym wzrokiem jak inni się bawią. Nawet nie ma tu nikogo godnego uwagi! Też mi impreza. Nagle dostrzegłam Vince'a zmierzającego w moim kierunku. Czego on może ode mnie chcieć?

 
- Wygląda na to, że oboje dzisiaj dostaliśmy kosza.- stwierdził siadając obok mnie.
 
- Na to wygląda.- mruknęłam chłodno.
- Jessie nie dała mi nawet najmniejszej nadziei.- dodał markotnie.
- Szczęściarz. Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć tego samego.- burknęłam, przypominając sobie jak Wally mnie całował.
- Myślałem, że wiesz...że coś z tego jednak wyjdzie. Pasowalibyśmy z Jessie do siebie.- ciągnął dalej Vince. Taaa...jak pięść do nosa.
- Z Jessie nie jest tak łatwo. Ona jest...specyficzna.- odparłam, nie wiedząc jak to inaczej określić.
- Co masz na myśli?- spytał Vince.
- Jessie boi się odrzucenia, dlatego tak rzadko się angażuje w poważne związki. Już nie raz ją zraniono. Poza tym ona wyznaje zasadę, że „Nie pcha się tam, gdzie jej nie chcą”.- wyjaśniłam mu.
- Ja bym jej nie zranił.- mruknął Vince.
- Może i nie, ale widocznie nic do Ciebie nie czuła.- rzekłam obojętnie.
- Nie mam szczęścia.- westchnął chłopak.- A pamiętam jak to było, gdy się poznaliśmy. Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy pod moim domem, myślałem, że to anioł. Była taka niewinna, zagubiona. Od razu wiedziałem, że muszę jej pomóc.
- Nie zawsze wychodzi tak jak to zaplanowaliśmy.- powiedziałam znudzona. Niekoniecznie chciało mi się słuchać jego marudzenia.- Poza tym, mogłeś być dla niej milszy.
- Tak wiem, muszę ją przeprosić, gdy wróci. Myślisz, że mi wybaczy?- spytał z nadzieją Vince.
- Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz.- mruknęłam.- Jess ma dobre serce.
- Tak, wiem o tym. A jak tam z Wallym? Nie wyszło no nie?- zapytał Vince.
- Czy wszyscy już o tym wiedzą?- warknęłam.
- Dało się zauważyć.- wyjaśnił.
- Właściwie to to jest dziwna sprawa. Gadaliśmy, tańczyliśmy i wszystko było w porządku. Chyba. A potem zaczął być niemiły i zachowywał się tak jakby chciał puścić mnie kantem.- rzekłam.- Aż nagle zobaczył coś w oddali i w ogóle już nie słuchał tego co mówię. Wkurzyłam się, bo nie lubię gdy się mnie lekceważy. I wtedy właśnie mnie pocałował. Nie powiem, podobało mi się to, nawet bardzo, ale to było dziwne. W jednej sekundzie chce mnie spławić, a w drugiej mnie całuje? A najdziwniejsze było to, że po wszystkim po prostu powiedział: „Wybacz, ale nic z tego nie będzie” i zniknął w tłumie.
- Dziwne. Po co był ten cały cyrk?- zdziwił się Vince.
- Nie mam pojęcia.- westchnęłam.- To był pierwszy facet, który mi nie uległ.
- Dobrze wiedzieć.- zaśmiał się Vince.- No wiesz, nie możesz mieć każdego.
- Jakoś wcześniej nie było z tym problemów.- żachnęłam się.
- U Wally'ego mało która dziewczyna ma szansę.- stwierdził Vince. To miało mnie pocieszyć?
- Zauważyłam.- mruknęłam smętnie.
- Chociaż...- Vince urwał szybko.
- Co?- dopytywała się Kate.
- Może jest jednak ktoś taki.- powiedział Vince.
- Kto? Kim ona jest?- pytałam podekscytowana. Byłam ciekawa, której szczęściarze udało się skruszyć jego skute lodem serce. 



_______________________________________________________________________



Wokół mnie wszystko się trzęsło. I to dosłownie, czułam drgania całego samolotu. A może to ja się tak trzęsę? Nie potrafiłam tego rozróżnić. Miałam zamknięte oczy, gdyż nie chciałam widzieć tego co się dzieje wewnątrz samolotu, a tym bardziej za oknem. I choć wątpliwe było to, że cokolwiek bym za nim zobaczyła o tej porze, to jednak wolałam nie ryzykować. Jedną ręką mocno trzymałam się poręczy siedzenia, a za drugą ktoś mnie trzymał. Czułam się zupełnie jakbym miała zaraz wypaść, mimo iż byłam zapięta pasami.
- Otwórz oczy.- usłyszałam znajomy męski głos. Rozpoznałam go, ale bałam się chodźby poruszyć.

- Nie, nie...tylko nie to.- pokręciłam nerwowo głową.

- Jessie, proszę Cię już po wszystkim, możesz otworzyć oczy.- usłyszałam ponownie.

- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? Boję się.- zadrżałam.

- Możesz mi zaufać.- zamruczał mój towarzysz. Poczułam jak się do mnie zbliża, jak delikatnie ociera się swoim nosem o mój, a następnie go całuje. Tak samo zrobił z policzkami. Zadrżałam, ale tym razem w pozytywnym tego słowa znaczeniu.- Już Ci lepiej?

- Hmm...trochę.- mruknęłam, czując jak kręci mi się w głowie. Poczułam dotyk Jego ust na moich. Był to bardzo delikatny i niepewny pocałunek, ale za to pełen czułości.

- A teraz?- dopytywał się.

- Noo...już prawie mi przeszło.- droczyłam się z nim. Wtedy pocałował mnie inaczej, bardziej namiętnie i odważnie. Całkowicie pochłonęła mnie ta czynność, tak że zupełnie zapomniałam o strachu. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, powoli otworzyłam oczy. Faktycznie, wszystko wróciło do normy, samolot już się tak bardzo nie trząsł, a stuardessy informowały pasażerów, że można rozpiąć pasy. Ale nie obchodziło mnie to. To co zobaczyłam odebrało mi dech w piersiach. 
Te szare, zimne oczy, choć teraz dostrzegłam w nich radość. Ciemnobrązowe proste włosy, z grzywką opadające na czoło. Kilkudniowy zarost i króciutka bródka. Pełne, zmysłowe usta, które mogłabym całować godzinami. I właśnie teraz, gdy był tak blisko mnie, zobaczyłam coś na co wcześniej nie zwracałam uwagi. W prawym uchu dostrzegłam mały, srebrny kolczyk. Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć? No tak...jego oczy i perfumy robią swoje. Zamieniają mnie w zombie. Zdałam sobie sprawę, że ten mężczyzna jest absolutnie boski, doskonały. Ach...Darren. Mój Darren. Ale czy na pewno mój?

- Naprawdę lepiej się czujesz?- zapytał czule Darren, odgarniając mi kosmyk włosów z twarzy. Pokiwałam tylko głową, zapominając języka w gębie. Nie byłam przyzwyczajona do tego, że Darren jest dla mnie taki miły. A juz w ogóle, że mnie całuje, przytula, trzyma za rękę i zbliża się do mnie na odległość mniejszą niż pół metra. To nienaturalne.
Czułam się tak dobrze, a z drugiej strony byłam rozdarta. Wciąż pamiętałam słowa Vince'a, że Darren jest podrywaczem, który nie odpuści żadnej panience. Ale przecież jest tu ze mną, nie odstępuje mnie na krok, jest taki kochany. To w takim razie dlaczego całował się z Kate i latał za swoją byłą? Może chciał, żebym była zazdrosna? Zaraz mi głowa eksploduje!

- Nic mi nie jest.- starałam się o beztroski ton, ale chyba niezbyt mi to wyszło. Te wszystkie wątpliwości mnie przytłaczały.- Tylko muszę iść do toalety.

- Tylko się nie zgub.- powiedział Darren z troską. Cholera, gdybym wyczuła choć nutkę drwiny w jego wypowiedzi od razu poczułabym się lepiej. To byłby stary Darren, którego już znam. W pewnym stopniu.
Wyswobodziłam się z pasów bezpieczeństwa i skierowałam się w stronę przejścia pomiędzy siedzeniami. Miałam nadzieję, że Darren nie zauważył nic dziwnego w moim zachowaniu.
Przeszłam do końca samolotu, gdzie stuardessa wskazała mi toaletę. Wpakowałam się do środka i zamknęłam za sobą drzwi, opierając się o nie plecami. Musiałam choć na chwilę pobyć sama.
Ta cała nowa sytuacja była zbyt skomplikowana jak dla mnie. Bardzo zależy mi na Darrenie i chce z nim być, ale jeśli to wszystko co mówił Vince jest prawdą, oznacza to, że Darren tylko mnie wykorzysta i zostawi. A tego na pewno bym nie chciała. W takim razie może lepiej zakończyć to póki się jeszcze na dobre nie zaczęło? Póki jeszcze nie mam czego żałować. Nie mam? Same te pocałunki wystarczą, bym nie zapomniała tego do końca życia. Nie chcę z niego rezygnować, ale nie chcę też cierpieć. Będzie to trudne, ale muszę wyjaśnić z Darrenem kilka nurtujących mnie kwestii. No cóż...przed nami 7-godzinny lot, to mnóstwo czasu na rozmowy o życiu i śmierci.
Oparłam się o umywalkę i obmyłam twarz chłodną wodą. Nie przyniosło mi to ulgi, ale choć trochę orzeźwiło. Wytarłam dokładnie twarz ręcznikiem i spojrzałam w lustro. Krzyknęłam wpadając z hukiem na drzwi. Zakryłam usta dłonią, nie wierząc w to co widzę. Na lustrze widniał czerwony napis: "Już po tobie Willys! Wybija twoja ostatnia godzina!". Serce waliło mi jak oszalałe, nie wiedziałam co robić. Tylko wpatrywałąm się w napis, zastanawiając się kto to mógł zrobić. I skąd ktoś wiedział, że będę w tym samolocie? Niewielu osobom o tym mówiłam. I kogo ja oszukuję...przecież doskonale wiem kto to zrobił! Ten nieznajomy facet prześladuje mnie już od Oklahomy. Był w Star, Flash i teraz też tu jest! Nigdzie nie jestem bezpieczna!

- Przepraszam, czy nic pani nie jest?- aż podskoczyłam, słysząc głos stuardessy, która zapukała na drzwi. Odwróciłam się i odrzekłam drżącym głosem:

- Wszystko w porządku, zakręciło mi się tylko w głowie.

- Mogę jakoś pomóc?- popytywała się kobieta.

- Nie dziękuje, poradzę sobie.- zapewniłam. Obejrzałam się i ze zdumieniem stwierdziłam, że napis na lustrze zniknął. Tak jakby nigdy go tu nie było. Zamrugałam kilka razy i podeszłam bliżej. Przejechałam ręką po lustrze, ale było ono nieskazitelnie czyste. Czy ja już wariuję? Pokręciłam głową i wyszłam z łazienki, gdyż zaczęli się do niej dobijać zniecierpliwieni pasażerowie. Rozgldałam się ze strachem dookoła, ale nigdzie nie dostrzegłam mojego prześladowcy. Niepewnym krokiem wróciłam na swoje miejsce, na które opadłam ciężko. Wzrok utwiłam w oparciu siedzenia znajdującego się przede mną. To straszne co mnie ostatnio spotyka. Już nie odróżniam snów od rzeczywisości. Nawet nie wiem czy to co się teraz dzieje to jawa czy sen.

- Jess?- usłyszałam Darrena. Spojrzałam na niego i rozchmurzyłam się. 

- Już jestem, nie zgubiłam się o dziwo.- powiedziałam z uśmiechem.

- Nie było Cię pół godziny, już zaczynałem się niepokoić.- rzekł lekko poirytowany.

- Naprawdę? Straciłam poczucie czasu.- zdziwiłam się. Jak to możliwe, że spędziłam w łazience aż tyle czasu? Byłam pewna, że minęło zaledwie pięć minut...

- Co się z Tobą dzieje? Odkąd wystartowaliśmy dziwnie się zachowujesz.- stwierdził. Czy on musi być taki spostrzegawczy?- Czy coś się stało?

- Ja...nie, nic się nie dzieje.- mruknęłąm niepewnie. Nie chciałam mówić mu o tym co widziałam w łazience. Miałam przewidzenia i tyle.

- Czemu Ci nie wierzę?- westchnął Darren.

- W sumię to masz rację...trochę gubię się w tym wszystkim.- rzekłam powoli.

- To znaczy?- spytał.

- No wiesz...w tym co się dzieje między nami. Jeśli w ogóle coś się dzieje.- wyrzuciłam w końcu z siebie. Darren spojrzał na mnie zdziwiony. Zbliżył się do mnie i znowu mnie pocałował.

- Czy nadal myślisz, że nic się nie dzieje?- spytał po chwili poważnym tonem.

- Ja...myślę, że coś się dzieje, ale musimy wyjaśnić sobie parę spraw.- wyjąkałam, wciąż oszołomiona tym pocałunkiem.- Szczerze mówiąc niewiele o Tobie wiem.

- Też tak sądze, jest kilka rzeczy których chciałbym się od Ciebie dowiedzieć.- zgodził się Darren. Serce podskoczyło mi do gardła. Ciekawe co chce ze mnie wyciągnąć.

- To co, szczerość za szczerość?- spytałam.

- Pewnie, mamy sporo czasu.- mruknął uśmiechając się.

- W takim razie powiedz mi jak sie nazywasz. Żadnych ksyw, pełne imię i nazwisko.- Darren uniósł brwi.- No co? Muszę wiedzieć z kim mam do czynienia.

- Tak jakbyś nie wiedziała..- zaśmiał się.

- Odpowiedz!- naciskałam.

- Niech Ci będzie, jestem Darren Adam Sanders.- rzekł przewracając oczami, a po chwili dodał z przekąsem:- Przyznaj się, chciałaś sprawdzić jak będzie wyglądało Twoje imie z moim nazwiskiem?

- Skąd Ci się biorą takie głupoty.- pokręciłam głową, choć w mojej głowie grał już marsz weselny.- I co, to było takie trudne?

- Czułem się jak w nowej szkole, kiedy musiałem się przedstwiać przed całą klasą.- skrzywił się Darren.

- Często zmieniałeś szkoły?- zagadnęłam.

- O nie, nie. Teraz moja kolej!- zaprotestował Darren. Nachmurzyłam się trochę, ale kiwnęłam głową.- Czy wtedy na plaży miałem rację?

- Poproszę inny zestaw pytań.- powiedziałam szybko.

- Nie ma mowy, szczerość za szczerość, pamiętasz? Odpowiedziałem na Twoje pytanie, teraz Twoja kolej.- powiedział szczerząc zęby. No tak...już wiedział, że przyznam mu rację.

- Skoro tak się upierasz. Tak miałeś wtedy rację, ale nie do końca. Próbowałeś mi wtedy wmówić, że się w Tobie zakochałam. Niby to była prawda, ale odkryłam to dopiero później.- wyjaśniłam.

- Wiedziałem! Od jakiegoś czasu zauważyłem, że patrzysz na mnie jakoś inaczej.- rzekł triumfalnie.

- Przepraszam bardzo, a kto stosował na mnie te wszystkie sztuczki? Jesteśmy kwita.- wygarnęłam mu.

- Racja, nie mogłem się oprzeć.- zachichotał.- A wracając do twojego pytania...tak, często zmieniałem szkoły. Już straciłem rachubę w ilu szkołach byłem w ciągu tych 5 lat, kiedy mieszkałem z ojcem.

- Dlaczego?- spytałam zaciekawiona.

- To długa historia.- mruknął.

- Mamy czas.- przypomniałam mu.

- No dobrze. Wychowałem się u ojca, jeśli w ogóle można to nazwać wychowaniem.- rzekł kwaśno.- Ojciec pracuje w reklamie, zajmuje jakieś stanowisko kierownicze, nie wiem dokładnie, bo nigdy się tym nie interesowałem. Ciągle wysyłali go na różne delegacje po całych stanach, a ja chcąc nie chcąc musiałem jeździć z nim. Kiedy byłem młodszy zajmowali się mną dziadkowie, ojca widziałem 2 może 3 razy do roku, ale przynajmniej miałem jako takie dzieciństwo. Potem sprawa się skomplikowała, bo rodzice mojej matki chcieli pozbawić mojego ojca praw rodzicielskich, bo przestał mnie odwiedzać i przysyłać pieniądze. Niestety przegrali proces i trafiłem w ręce ojca. Miałem wtedy 14 lat i od tego czasu musiałem sobie radzić sam. Mieszkaliśmy w luskusowych hotelach i musiałem przywyknąć do tego, że odtąd tak bedzie wyglądać moje życie. Oczywiście nie trwało to wiecznie.

- A Twoja mama?- spytałam niepewnie.

- Zmarła, gdy miałem 6 lat.- mruknął sucho Darren.- Od tego czasu wszystko zaczęło się sypać. Ojciec rzucił się w wir pracy, zapominając o mnie. Może gdybym miał rodzeństwo byłoby mi łatwiej, ale byłem sam.

- Masz jeszcze kontakt z ojcem albo dziadkami?- dopytywałam się.

- Rodzice mojej mamy zmarli, gdy skończyłem 20 lat. Za to z ojcem nie gadałem i nie widziałem się już dobre 5 lat.- powiedział bez emocji.

- Pokłóciliście się?- zapytałam.

- Można to tak nazwać.- ciągnął dalej Darren.- Gdy miałem 19 lat oświadczyłem mu, że mam dosyć takiego życia i że odchodzę. Dał mi wtedy garść banknotów i powiedział, że mogę iść gdzie mi się żywnie podoba. Przyjechałem wtedy do Nowego Jorku i zacząłem studiować na Uniwersytecie Nowojorskim. Studiowałem historię, a po 3 latach zacząłem studiować muzykę. I właśnie wtedy poznałem tych dwóch kretynów Vince'a i Kyle'a. Resztę już znasz. Ojciec Vince'a zostawił nam mieszkanie, choć myślę, że gdybym poprosił swojego ojca pewnie wykupiłby dla nas cały wieżowiec. Ale nie chciałem mieć z tym człowiekiem nic wspólnego.

- Nadal tak jest?- spytałam, patrząc na niego.

- Czy ja wiem...wciąż widze wokół siebie jego obecność. Proponował mi miejsce pracy w jego firmie, samochód którym jeżdżę to prezent od niego na moje 25 urodziny, mam nawet swoje mieszkanie, które mi kupił, ale w nim nie mieszkam. Wcale nie chciałem tego wszystkiego, ale jakoś tak zostało. Poza tym nigdy nie przekazywał mi tych prezentów, zawsze wysyłał pośredników lub kurierów.- wyjaśnił Darren.

- Czyli jednak nie jesteś dla niego obojętny.- mruknęłam.

- Jeśli myśli, że drogimi prezentami zrekompensuje mi te wszystkie zmarnowane lata, to się grubo myli. Teraz już go nie potrzebuje.- warknął ze złością Darren.- Nigdy nie będę taki jak on.

- Wcale nie musisz.- zauważyłam.

- To nie takie proste. Na każdym kroku widzę pomiędzy nami duże podobieństwo, zarówno w wyglądzie, tak i w charakterze.- wyjaśnił nerwowym tonem.- Staram się nie iść w jego ślady.

- Wybacz, pewnie nie chciałeś o tym rozmawiać.- powiedziałam skruszona.

- Nie przejmuj się.- uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.- Ale chyba wykorzystałaś już swój limit pytań.

- To chyba teraz Twoja kolej.- zauważyłam.

- Ja opowiedziałem Ci o swojej rodzinie, teraz Ty opowiedz mi o swojej.- odparł Darren.

- No dobrze...ale nie spodziewaj się happy endu.- ostrzegłam go.- Podobno urodziłam się w Los Angeles, ale tak naprawdę zostałam adoptowana przez Willysów, gdy miałam 2 lata. Ale to już wiesz. Richard w pewnym stopniu przypomina mi Twojego ojca. Jest chirurgiem, dlatego rzadko bywał w domu. Z tego co wiem, to wychodził wcześnie rano i wracał w środku nocy, albo zostawał na noc w szpitalu. Na początku wierzyłam mamie, gdy wyjaśniała mi, że ta praca jest jego pasją i w pełni jej się poświęca, ale teraz już wiem, że to była tylko ucieczka z domu. Jeśli tak się zastanowię, to nawet nie jestem w stanie powiedzieć czy go znam. Rzadko kiedy rozmawialiśmy.
Helen, moja mama, sprzedaje nieruchomości, jest do tego stworzona. Na pozór była kochającą i troskliwą matką, ale nie interesowała się mną tak bardzo. Za to mój starszy brat Jason, był jej oczkiem w głowie. Tak samo było z ojcem. Wielki sportowiec, wzór do naśladowania. O mnie przypominali sobie dopiero wtedy, gdy coś przeskrobałam w szkole. Z jednej strony idealny syn, a z drugiej ja - kozioł ofiarny. Wybryk natury. A moi rodzice nigdy nie byli idealnym małżeństwem. Wiecznie mieli przed sobą tajemnice, mało spędzali ze sobą czasu i miałam wrażenie, że każde z nich prowadzi podwójne życie. Szczególnie Richard.

- A co w tym złego, że dawali Ci więcej swobody i nie wtrącali się w Twoje sprawy?- zdziwił się Darren.- Przynajmniej miałaś prawdziwy dom.

- Od zawsze traktowali mnie inaczej. Jakby chcieli dać mi do zrozumienia, że jestem gorsza, bo nie jestem ich córką, tylko kogoś zupełnie innego.- westchnęłam ciężko.- Nie wiem nawet po co przygarnęli mnie do siebie.Poza tym prawdziwy dom nie jest budowany na kłamstwie. A ten był taki od samego początku. Nawet nie mieli zamiaru powiedzieć mi o tym, że zostałam adoptowana.

- A jednak do nich wracasz.- zauważył Darren.

- Nie mam wyboru. Wszystko utknęło w martwym punkcie. Jedynie od Helen moge się dowiedzieć czegoś o moim pochodzeniu i o moim bracie.- wyjaśniłam.- Gdyby nie to, nie wiem czy tak prędko bym wróciła do Los Angeles. A już na pewno nie miesiąc po ucieczce!

- Zabawne. Nasze dzieciństwa były różne, ale i takie same. W każdym razie, obydwoje uciekliśmy.- zauważył Darren.

- I chyba na dobre nam to wyszło.- zawtórowałam mu.- A skoro już jesteśmy w temacie mojej rodziny, to co mam powiedzieć mamie o Tobie?

- W jakim sensie?- spytał zdziwiony Darren, choć byłam pewna, że doskonale wie o co mi chodzi.

- No wiesz...mam powiedzieć, że jesteś moim kolegą, chłopakiem, narz...- mówiłam, ale Darren niespodziewanie mi przerwał.

- Stop, stop, stop! Nie rozpędzaj się tak.- powiedział śmiejąc się, może trochę zbyt histerycznie.- Nie przyspieszajmy tego tak, ok?

- Ok, jak chcesz.- bąknęłam zbita z tropu. Przed chwilą zapewniał mnie, że między nami bez wątpienia coś jest, a teraz mówi, żebym sie nie spieszyła? I kto tu zrozumie mężczyzn...

- Po prostu powiemy Twojej mamie, że jestem Twoim dobrym przyjacielem, który nie chciał Cię puścić w tak długą podróż samą i tyle.- dodał Darren.- Dzięki temu unikniemy niewygodnych pytań Twojej mamy.

- No dobrze.- zgodziłam się. Nie podobało mi się to, ale miał rację.

- Jeśli mnie pamięć nie myli, to teraz moja kolej na zadawanie pytań tak?- zagadnął, zmieniając temat.

- Racja, pytaj.- mruknęłam smętnie, choć starałam się to ukryć cieniem uśmiechu jaki wymalowałam na swoich ustach.

- Powiedz mi, dlaczego tak bardzo chcesz dowiedzieć się prawdy o swojej rodzinie. Dlaczego tak to drążysz?- zapytał bez ogródek Darren.- Myślisz, że w jakiś sposób rozwiąże to twoje problemy?

- Zrozum, ja muszę poznać prawdę. Po prostu muszę. Przez całe życie czułam, że nigdzie nie pasuję, że wszędzie jestem intruzem.- wyjaśniałam.- Moje życie z Willysami było tak naprawdę iluzją, nie wiem czy cokolwiek z tego, co mi powiedzieli przez tyle lat, było prawdziwe. Okłamywali nie tylko mnie, ale całą resztę mojej rodziny, bo wątpię, że przy wszystkich spotkaniach rodzinnych chwalili się tym, że nie jestem ich prawdziwą córką. Dlatego uważam, że gdy odnajdę brata, odnajdę odpowiedzi, których od miesiąca poszukuję.

- A dopuszczasz do siebie taką możliwość, że on o niczym nie wie? Że żyje sobie w błogiej nieświadomości, a Ty po prostu wywrócisz mu życie do góry nogami?- podsunął mi Darren. O tym nie pomyślałam.

- To możliwe...ale z drugiej strony, może wiedział o wszystkim. Może też mnie szukał...może też jest tak zagubiony jak ja...może...może...- mówiłam coraz bardziej podnosząc głos, ze zdenerwowania.

- Hej, spokojnie.- Darren próbował nade mną zapanować. Zaczęłam oddychać bardziej miarowo, zamykając oczy.

- Dopóki nie wyjaśnię całej tej sprawy, nie będę spokojna.- powiedziałam, powoli wypowiadając każde słowo.- Nawet nie wiesz jak mnie to męczy. A świadomość tego, że miałabym odpuścić i tak po prostu zapomnieć, przeraża mnie.

- Rozumiem. Zrobię więc wszystko co w mojej mocy, by Ci pomóc.- zaproponował, ale nie wiedząc czemu w jego wypowiedzi wyczułam chłód i obojętność. Uśmiechnęłam się niepewnie i kiwnęłam głową.- Dobrze, skończmy te opowieści rodzinne. Teraz Twoja kolej.

- No dobrze.- rzekłam i zawahałam się. Nie wiedziałam jak wyciągnąć z niego to co mnie drężyło. Po prostu "Czy chcesz mnie wykorzystać?". To głupie.

- Śmiało, pytaj o co chcesz.- zachęcił mnie, widząc moje wahanie.

- Powiedz mi, czemu od początku tak mnie nienawidziłeś?- zaczęłam niewinnie.

- To za dużo powiedziane. To nie była nienawiść.- zaprotestował Darren.- Od jakiegoś czasu wszystko zaczęło się układać w moim życiu. Ukończyłem jeden kierunek studiów, a zaraz potem następny. Razem z Vincem i Kylem założyliśmy zespół, mieliśmy zamieszkać w wielkim mieście. Aż tu nagle z hukiem zjawiłaś się ty. Od razu czułem, że to będzie dłuższa znajomość i że wszystko się pozmienia od tego czasu. Tym bardziej, kiedy zauważyłem jak Vince na Ciebie patrzy. Już raz przez niego prawie rozpadł się nasz zespół, kiedy zakochał się z takiej jednej...nawet nie pamiętam jak miała na imię. Kiedy ta cała historia się zakończyła mieliśmy nadzieje, że to już się nie powtórzy. Ale zjawiłaś się ty i byłem pewny, że znowu będzie tak jak poprzednim razem.

- I miałeś racje.- jęknęłam.- Kyle i Vince mnie nie cierpią, a gdy się dowiedzą, że coś miedzy nami jest to znienawidzą również Ciebie!

- Nie przejmuj się nimi. Jakoś to naprawię.- uspokajał mnie Darren.

- Łatwo Ci mówić.- burknęłam, ale wróciłam do poprzedniego tematu.- Więc to tylko dlatego byłeś dla mnie taki podły?

- No...w sumie nie tylko dlatego.- rzekł wymijająco Darren.

- O co chodzi?- dopytywałam się.

- Nieważne. Nie chce się użalać nad sobą.- wzruszył ramionami.

- Daj spokój, mi możesz powiedzieć.- zapewniłam patrząc mu w oczy. Ale on się nie odezwał tylko utkwił wzrok w oknie, choć wątpiłam, że cokolwiek przez nie zobaczy. Był to dla mnie znak, że to koniec poważnych rozmów jak na jeden dzień.

_____________________________________________________________________


Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam po przebudzeniu to to, że moje włosy są jakoś nienaturalnie zmierzwione i poplątane. Jako osoba przesadnie dbająca o swój wizerunek, nie mogłam tego znieść, choć po całej nocy imprezowania było to całkiem normalne, że mój wygląd odbiegał od normy. Jasne słońce wdzierało się do mojej sypialni jak intruz, rażąc mnie w zaspane oczy, na których widniały resztki wczorajszego makijarzu.
Gdy próbowałam przypomnieć sobie ostatnie chwilę na tej nieszczęsnej imprezie, ogarnęło mnie uczucie rezygnacji i rozczarowania. No tak...Darren puścił mnie kantem, jedynymi osobami, które śliniły się na mój widok, byli beznadziejni kumple Vince'a, potem Jess zniknęła, zostawiając mnie tam, tak samo jak Darren, którego nie widziałam pod koniec imprezy. Na dodatek balangę zakończyłam w towarzystwie Vince'a, z którym wychyliłam 2 butelki czerwonego wina i 1 martini. Już gorzej być nie może. Kumple Jessie są spoko, ale według mnie są zbyt dziecinni, jak na osoby starsze od nas o 3 lata. Nic dziwnego, że Jessie nie dała szansy Vince'owi. Jest miły i w ogóle, ale jest za mało męski jak dla mnie. Facet musi zachowywać się jak facet, być stanowczy i pewny siebie. A nie potulny, nieśmiały i gotowy spełnić każdą, nawet najmniejszą zachciankę kobiety. Choć może w tym ostatnim nie ma nic złego.
Przeciągnęłam się leniwie, czując że w moim ogromnym łóżku jest teraz dziwnie ciasno. Jęknęłam, odczuwając ból w każdym mięśniu, spowodowany ilością tańców wykonanych poprzedniego wieczoru i kacem, który trzymał mnie od momentu przebudzenia. Rzadko kiedy poprowadzam się do takiego stanu. Może po prostu wczoraj coś we mnie pękło? Poczułam się niechciana i niepotrzebna. Czy to właśnie jest odrzucenie? Nie znałam dotąd tego uczucia.
Usiadłam na łóżku, przecierając oczy i ponownie się przeciągając. Ale bardziej niż mój żałosny wygląd, moją uwagę przykuła ręka spoczywająca na kółdrze po mojej stronie łóżka. Dodam, że nie jest to część mojego ciała.

- Cholera.- jęknęłam, bojąc się dowiedzieć do kogo tak naprawdę należy. W co ja się wpakowałam? Ok, przyznaję, że jest to raczej częsty widok w moim przypadku, ale nie wtedy, gdy nie mam pojęcia co się wydarzyło. Bardzo powoli odwróciłam głowę na drugą stronę łóżka. Zaczerpnęłam głośno powietrze. Okok mnie na brzuchu, bez koszulki leżał młody chłopak, pogrążony w głębokim śnie. Jego pogodna twarz, otoczona była lekko pofalowanymi blond włosami, na nosie widniało kilka piegów, a gdyby otworzył oczy dostrzegłabym oliwkowozielone oczy, otoczone czarnymi, gęstymi rzęsami. Musiałam przyznać, że Vince miał coś w sobie, był przystojny, ale na swój własny dziecinny sposób. Ale jak bardzo musiałam być pijana, że zaprosiłam go do swojego łóżka?!
Chciałam powoli wyswobodzić się z jego objęć i uciec stąd jak najszybciej. Vince by się obudził i pewnie nie pamiętałby co się stało i z kim się to stało. Problem w tym, że byliśmy w moim mieszkaniu. Mój pozornie idealny plan legł w gruzach. Dwoma palcami chwyciłam jego rękę i delikatnie przetransportowałam ją na jego stronę. Podniosłam się, słysząc za sobą bezlitosne skrzypienie łóżka. Skrzywiłam się myśląc ile mogło narobić hałasu nad ranem, gdy wróciliśmy z imprezy...
Moja ręka już spoczywała na klamce, kiedy dobiegł mnie zaspany głos:

- A dokąd to się księżniczka wybiera?

Przymknęłam oczy, przeklinając siebie w duchu.

- Eeee...pomyślałam, że czas na śniadanie.- odwróciłam się, starając się przyjąć beztroski ton głosu. Vince popatrzył na mnie duzymi oczyma, źrenice miał rozszerzone i oddychał powoli. Zdawał się być spokojniejszy niz ja.

- Dobry pomysł, chętnie Ci pomogę.- rzucił beztrosko, podnosząc się z łóżka. Zanim zarzucił na siebie spodnie i koszulkę, zdążyłam stwierdzić, że całkiem dobrze zbudowany, choć kika wizyt na siłowni, by mu nie zaszkodziły. Gdy już się ubrał, przeszedł obok mnie i cmoknął mnie w policzek, wchodząc do kuchni. Patrzyłam na niego oniemiała, jak zagląda do lodówki i wyciąga najróżniejsze produkty do zrobienia Bóg wie czego. Niepewnie podążyłam za nim i oparłam się o blat. Akurat wyciągał z szafki mąkę, kiedy dostrzegł jak mu się przyglądam.

- No co? Mówiłaś coś o śniadaniu, prawda?- przypomniał mi zdziwiony, widząc jak unoszę brwi.

- Tak, tak racja. Po prostu widzę, że czujesz się tutaj jak u siebie.- wytłumaczyłam.

- Już nie raz tu byłem.- zaśmiał się kręcąć głową. Zaczął wbijać jajka do miski.- Często przyglądałem się jak Jess gotuje, czasem nawet chciałem jej pomóc, ale ona nie wpuszcza nikogo do swojego królestwa.

- Zdążyłam zauważyć.- mruknęłam patrząc na niego spode łba.- Co to tak właściwie będzie?

- Naleśniki. Masz coś przeciwko?- spytał z uśmiechem.

- Nie, naleśniki mogą być.- bąknęłam głupio. Trudno było uwierzyć, że ja, która zawsze jest pewna siebie, teraz nie wiem co powiedzieć. Za to Vince, ten skromny chłopaczek, czuje się jak w swoim żywiole.

- Cieszy mnie to.- rzekł, zajmując się gotowaniem.

- To ja może pójdę się ogarnąć.- powiedziałam, kierując się w stronę łazienki. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, opierając się o nie. Albo mi się wydaje i Vince czuje się tu za bardzo jak u siebie w domu albo po prostu udaje, że nic się nie stało. Podeszłam do umywalki i przemyłam kilka razy twarz chłodną wodą, zastanawiając się czy się w niej nie utopić. Już dawno nie obudziłam się w tak podłym nastroju. Zawsze przecież jestem przesadną optymistką, tryskającą humorem i pozytywnym podejściem do życia. To ciągłe marudzenie i pesymizm to raczej domena Jessie. Czyżby wyjeżdżając pozostawiła tu swój ponury nastrój, pozwalając by spadł na mnie? Wygląda na to, że prócz samopoczujcia zostawiła tu coś jeszcze. Swojego adoratora, który dla odmiany zainteresował się teraz mną. Chyba. Teraz tylko muszę zastanowić się jak rozwiązać ten problem. Mam być brutalna i kazać mu się wynosić czy potraktować go łagodnie i postarać się nie złamać mu serca? Muszę z nim porozmawiać, tego jestem pewna, wtedy zobaczę co z tego wyniknie.
W kuchni, do której wróciłam, unosił się słodki zapach naleśników. Mimo mojego stanu miałam ochotę na coś pysznego. Tylko dlaczego musiał mi to zaserwować Vince, a nie na przykład Darren?

- Siadaj, wszystko gotowe.- oznajmił, gdy tylko weszłam do kuchni. Bez słowa usiadłam i zajęłam się śniadaniem. Przez cały ten czas Vince przyglądał mi się uważnie.- Mam nadzieję, że będzie Ci smakować.

- Są bardzo smaczne.- stwierdziłam po pierwszym kęsie. Chłopak rozpromienił się.

- Świetnie!- ucieszył się i sam zabrał się za jedzenie. Miałam dość jego przesadzonego optymizmu, co było do mnie nie podobne. Nie mogłam znieść tego, że czuje się lepiej ode mnie.

- Vince, musimy pogadać.- zaczęłam powoli.

- Wal śmiało.- rzekł radośnie, przerzuwając swoje naleśniki.

- Nie wiem czy wiesz, ale coś wydarzyło się tej nocy.- powiedziałam, ostrożnie dobierając odpowiednie słowa. Zastanawiałam się nad kolejnym zdaniem, kiedy niespodziewanie Vince zaśmiał się.- O co chodzi?

- Doskonale wiem co się wydarzyło, wszystko pamiętam.- rzekł ożywiony. Zamrugałam kilka razy.

- To jakim cudem ja nie pamiętam?- spytałam podejrzliwie.

- Wypiłaś więcej niż ja.- wzruszył ramionami, wbijając widelec w ostatni kawałek naleśnika na swoim tależu.- Mam mocniejszą głowę, lata praktyki.

- Czyli wiesz, że to był...eee...wypadek przy pracy?- rzekłam czując się jak idiotka. Vince przełknął ostatni kęs i odłożył sztućce na talerz, patrząc na mnie z uśmiechem.

- No jasne, takie rzeczy się zdarzają. Trochę zabalowaliśmy i tyle. Muszę spadać, Kyle będzie się zastanawiał, gdzie mnie wywiało.- rzucił beztrosko, zerkając na zegarek. To powiedziawszy, odłożył talerz do zmywarki i chwycił swoją kurtkę spoczywającą na oparciu krzesła.- Nie przejmuj się, dalej będziemy znajomymi, przyjaciółmi czy czymkolwiek.
Cmoknął mnie jeszcze na pożegnanie w usta i już go nie było. Siedziałam tak w ciszy, zastanawiając się nad tym co się wydarzyło. Czułam, że to jeszcze nie koniec, że za jego sztucznym, beztroskim zachowaniem coś się kryje i że dowiem się tego prędzej czy później. Jeśli o mnie chodzi nie obraziłabym się, gdyby było to później.

_____________________________________________________________________


Poczułam niemiły skurcz w żołądku, gdy taksówka zatrzymała się na ulicy Lincolna, przed dużym białym domem. Chwilę siedziałam tak w bezruchu, zmuszona byłam jednak wysiąść, podczas gdy Darren zapłacił taksówkarzowi i zajął się naszymi bagażami. Tymczasem ja wpatrywałam się w mój dawny dom, zupełnie jakby byłby mi obcy. Wyglądał jak pusty, bez życia, w przeciwieństwie do innych, kipiących życiem, z dzieciakami biegającymi tu i tam, sąsiadami koszącymi trawniki i bezpańskimi psami. Darren stanął obok mnie i chwycił mnie za rękę, by dodać mi otuchy.

- Gotowa?- spytał ciepłym, przesłodzonym głosem, który jakby nie należał do niego. Spojrzałam mu w oczy, tak bardzo chcąc zobaczyć te znajome iskierki irytacji lub zdenerwowania, kiedy się na mnie złościł. Nic takiego nie dostrzagłam.

- Ani trochę.- wydyszałam martwym głosem.

- Teraz już nie możesz się wycofać.- przypomniał mi. Pokiwałam głową. Wiedziałam, że ma racje, ale bałam się zrobić choćby jeden krok w stronę tego domu.

- Jessie?- usłyszałam głos za sobą. Poczułam jak tysiące szpilek wbiją mi się boleśnie w brzuch, jednocześnie odczuwając rosnącą ekscytacje. Automatycznie puściłam rękę Darrena i odwróciłam się, nie zważając na jego zdziwienie. 
Do drugiej stronie ulicy stał nikt inny jak Sam, mój najlepszy przyjaciel, z którym zostałam brutalnie rozdzielona na cały miesiąc. Chłopak stał tak, patrząc na mnie z niedowierzaniem, jakby myślał, że co co widzi, jest tylko jakimś cholernie realistycznym snem. Dostrzegłam to, że się zmienił, od markowych ciuchów, których dotychczas nie nosił zaczynając i na krótszych włosach kończąc. Stojący obok mnie Darren odchrząknął zniecierpliwiony, ale nie zwracałam na niego uwagi, tak samo jak na blondwłosą lamę uwieszoną ramienia Sama, która patrzyła na mnie z takim samym niedowierzaniem. Uczepiła się mocniej jego ramienia, jakby bała się, że ukradnę jej Sama i zaciągnę na koniec świata. No cóż, to nie byłby taki zły pomysł, tak bardzo za nim tęskniłam.
Zrobiłam krok w jego stronę, a on uczynił to samo. Zupełnie zapomniałam o Darrenie, który stał za mną ze skwaszoną miną i rękami skrzyżowanymi na piersi, tak samo jak Sam zapomniał o Odrey. Gdy byliśmy juz o kilka metrów od siebie, Sam podbiegł do mnie i złapał mnie mocno do sibie przytulając i unosząc w powietrze.

- Wróciłaś!- zasmiał mi się radośnie do ucha. Poczułam jak szczęście rozlewa się po całym moim ciele.

- Tak, jestem!- powiedziałam radośnie. Sam postawił mnie na ziemi i spojrzał na mnie radosnymi oczyma.

- Nic się nie zmieniłaś! Dalej taka malutka!- zachichotał, tarmosząc mnie po włosach, robiąc na mojej głowie bałagan. Cały Sam.

- Za to Ty wyglądasz inaczej! Co to za fryzura?- zakpiłam, przyglądając mu się. Sam przejechał ręką po swoich krótko ściętych, jasnobrązowych włosach. Zawsze kojarzyłam go w nieco dłuższych włosach.

- Nic takiego, niedawno byłem u fryzjera.- wzruszył ramionami.

- Dobrze wyglądasz.- stwierdziłam, mimo szarych cieni, które dostrzegłam pod jego oczami. Nieprzespane noce?

- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem!- zawołał, ponownie biorąc mnie w ramiona.

- Ja za tobą bardziej!- powiedziałam, wtulając się w jego silne ramiona. 

- Ale jak? Dlaczego nie dałaś mi znać?- pytał, nie przestając się uśmiechać. Odpowiedz pojawiła się, gdy Odrey podeszła do Sama z niezadowoloną miną, sztyletując mnie wzrokiem. Sam momentalnie mnie puścił, patrząc na Odrey skruszony.

- Skończyliście?- warknęła Odrey piskliwym głosem, który pamiętam z czasów liceum. W tym samym czasie podszedł do nas Darren, choć nie był tak niezadowolony jak Odrey. Jego twarz wyrażała raczej obojętność i znużenie. 

- Odrey, pewnie pamiętasz Jessie.- rzekł niepewnie Sam, choć było to oczywiste. Kiwnęłam do niej lekko głową, ale ta nie zaszczyciła mnie nawet spojrzeniem, wpatrując się w Sama wyczekująco. Ten dodał radośnie:- Wygląda na to, że Jessie złożyła nam niezapowiedzianą wizytę.

- Jakoś tak wyszło.- mruknęłam z uśmiechem, na co Odrey prychnęła wyniośle.

- A to kto?- spytał w końcu Sam, patrząc pytająco na Darrena i z niewiadomego powodu przestał się uśmiechać. Już otworzyłam usta, żeby go przedstawić, ale Darren zrobił to za mnie.

- Jestem Darren, chłopak Jessie.- rzekł pewny siebie wyciągając do niego rękę, uśmiechając się przy tym kpiąco. Wytrzeszczyłam na niego oczy, ale on nic nie powiedział. Jeszcze parę godzin temu zbeształ mnie za moje szybkie tempo, a teraz przedstawia się jako mój chłopak? Trochę oburzyło mi to, że użył takich słów bez konsultacji ze mną, ale nie wypadało, żebym robiła mu o to awantrę przy Samie i Odrey.

- Sam, przyjaciel Jess.- odparł w końcu Sam, potrząsając dłonią Darrena. Czy tylko mi się wydawało, czy próbowali połamać sobie przy tym ręcę? Patrzyli sobie przy tym w oczy wyzywająco, jak dwa koguty szykujące się do pojedynku. Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że możnaby było ją kroić nożem.

- Nie mogłem puścić Jess samej w tak długą podróż, jest bezbronna i krucha jak jajko, ciągle ktoś musi jej pilnować.- zaśmiał się sztucznie Darren, obejmując mnie ramieniem. Sam zmrużył leniwie oczy.- Ale sam dobrze o tym wiesz.

- Tak, Jessie ma wyjątkowy dar do pakowania się w kłopoty.- stwierdził mierząc Darrena chłodnym spojrzeniem. Za to Darren wyglądal na rozbawionego.

- Możecie oboje przestac wygadywać brednie? Potrafie sobie sama radzić!- fuknęłam gniewnie.

- Sammy, możemy juz iść?- syknęła Odrey gniewnie. Sam przytulił ją do siebie i pocałował w czoło, patrząc na nas wyzywająco.

- Racja, czas na nas. Jeszcze się zobaczymy Jess.- rzekł uśmiechając się do mnie i oboje oddalili się w stronę jego domu. Chwilę patrzyłam jak odchodzą, po czym pacnęłam mocno Darrena w bok.

- A to za co?- jęknął rozbawiony.

- Nie trzeba było go prowokować.- warknęłam, chwytając swoją walizkę, uprzedzając Darrena, który chciał mnie wyręczyć.

- Nie wiem o czym mówisz.- udawał zdziwionego Darren, zarzucając sobie torbę na ramię.- Swoją drogą ta jego Odrey jest trochę....

- Okropna, koszmarna, tragiczna?- podpowiadałam mu.

- Coś w tym stylu.- zachichotał.- Chyba za tobą nie przepada.

- Nie cierpi mnie.- poprawiłam go.- Ale to juz jej zostało z czasów liceum.

- Jej strata.- mruknął, przyciągając mnie do siebie i próbując mnie pocałować. Powstrzymałam go jednak, zakrywając mu usta dłonią. Uniósł brwi i mruknął stłumionym głosem:- O co chodzi?

- Co miał znaczyć ten chłopak?- zarzuciłam mu.

- Ach, to.- rzekł wzruszając ramionami.- Może faktycznie chciałem mu utrzeć nosa. Trochę za bardzo się do ciebie kleił.

- To mój przyjaciel.- rzekłam z naciskiem.- A takie rzeczy powinieneś konsultować ze mną. Dzisiaj sama próbowałam to zrobić, ale mi na to nie pozwoliłeś, więc może w oczach mojej matki zostańmy na poziomie dobrych przyjaciól, tak jak mówiłeś.

- Spoko.- zgodził się Darren, a po chwilę dodał zamyślony:- To nie wyglądało jak przyjacielski uścisk...

- Och daj spokój!- żachnęłam się idąc w stronę podjazdu.- Zazdrosny jesteś czy co?

- No pewnie, nawet nie wiesz jak.- zamruczał, przyciągając mnie do siebie tak, że tym razem nie potrafiłam mu się wyrwać. Gwałtownie wpił się w moje usta, a jego ruchy były szybkie i niespokojne, zupełnie jakby nie potrafił nad sobą zapanować. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja zarzuciłam mu ręce na szyje.Wsunęłam dłoń między jego włosy i mocniej przycisnęłam do siebie, poddając się sile jego pocałunków. Na kilka rozkosznych chwil zapomniałam zupełnie o swoich problemach i o tym co za moment mnie czeka. Liczył się tylko Darren, był teraz tak blisko, był tylko mój. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie, mój oddech był przyspieszony, a serce biło jak szalone, jakby wyrywało się do ucieczki. Darren uśmiechnął się do mnie figlarnie i puścił mi oczko. 

- To co, idziemy w końcu? Nie każmy Twojej mamie dłużej czekać.- zaśmiał się, zmierzając w kierunku drzwi.

- Tyle czekała, to jeszcze poczeka.- wymamrotałam, wciąż zamroczona jego pocałunkiem. Chciałam więcej, o wieeele więcej.

- Nie zachowuj się jak dziecko.- powiedział zniecierpliwiony i pociągnął mnie za sobą. Jęknęłam niepocieszona i podążyłam za nim. Zanim jednak stanęliśmy pod moimi drzwiami mogłam przysiąc, że po drugiej stronie ulicy, w oknie domu naprzeciwko dostrzegłam Sama, którego twarz wyrażała gniew i zdumienie. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nie widział tego co robiliśmy przed chwilą z Darrenem. 

Ale nadzieja matka głupich podobno...



Głosuj (1)

jessie1 21:51:52 16/11/2011 [Powrót] Pozostaw po sobie ślad


Witam.
Nie wiem od czego zacząć, więc powiem wprost : Masz niesamowity talent i " to coś " ! Uwielbiam takie opowiadania jak twoje. Po prostu nie mogłam odciągnąć się od komputera. Przeczytałam rozdziały i uważam, że są niesamowite!
Ja dopiero zaczynam i mam nadzieję, że też mi się uda.
Dołączam do Ulubionych i Pozdrawiam.
bez podpisu 20:32:26 17/12/2011
zalogowany | http://uwierzyc-w-siebie-mimo-wszystko.blog4u.pl/ IP: zalogowany




Nawet tam gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek...



|| Szablon wykonała Jessie tylko i wyłącznie dla Nawet tam, gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek... ||

Historia Jessie Willys

Pojawiło się 10077 dusz...


Jestem wodą...do której raz włożywszy dłoń, nigdy nie zdołasz jej zapomnieć...


Avatar


Balansując na krawędzi życia, mamy 3 możliwości dalszej drogi: możemy się cofnąć, stać w miejscu lub skoczyć w przepaść. Mając całe życie w swoich rękach, którą drogę mam wybrać?


Dodaj do Ulubionych Duszyczek


Księga zbłąkanych dusz:

Przeglądaj Księgę
Zostaw po sobie ślad w Księdze


To już było:

2012
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec



Moje ulubione duszyczki:

sharley.blog4u.pl
the-hills.blog4u.pl
inanotherlife.blog4u.pl
dracantra-dragon.blogasek.pl
odnalazlem-samego-siebie.blog4u.pl
dzieci-mafii.blog4u.pl
wieksze-dobro.blog4u.pl
hogwart-harry-ron-hermiona.blog4u.pl
eternity.blog4u.pl
demony-duszy.blog4u.pl
crying-star.blog4u.pl
odmiency-others.wjo.pl
cullens-diary.wjo.pl
pamietniklily.blog4u.pl
bloody-landscapes.blog4u.pl
rozpieszczona-ksiezniczka.blog4u.pl
non-celibacy-century.blog4u.pl
shadow-poison.blog4u.pl
milosc-i-poswiecenie.blog4u.pl
rozowydlugopis.blog4u.pl
monisiaaa.blog4u.pl
zniesmaczona.wjo.pl
hermiona-draco-story.blog4u.pl
the-fallen-angel.blog4u.pl
not-givin-up.blog4u.pl
o-tym-i-owym.blog4u.pl
lenasthinking.blog4u.pl
iwillfindyou.blog4u.pl
scarlet-moon.blog4u.pl
moj.dziennik.blog4u.pl
the-truth.blog4u.pl
.
lacrimosa.blog4u.pl
obrazy-slowem-malowane.blog4u.pl
try-to-love-me.wjo.pl
felieton.blog4u.pl



A to lubię:

Autorka
Don't try to fix me' I'm not broken...
Moje ;)
Obrazy słowem malowane
Opowiadania
http://juneau.mylog.pl
http://naughty.mylog.pl
http://morbid.mylog.pl
Szablony
Szablony Scarlett
mks.yzoja
Cioccolato szablony
Thecoracje - szablony
Al for you
Szablony.blogowicz
Potterowskie