Gdy tylko przekroczyliśmy próg klubu zewsząd otoczyli nas ludzie, śpiewający „sto lat!”. Darren skrzywił się, a ja zachichotałam. Wiedziałam, że nie jest tym zachwycony. Trzeba było przyznać, że chłopaki odwalili kawał dobrej roboty. Klub zmienił się nie do poznania. Pojawiło się mnóstwo dekoracji i szwedzkich stołów uginających się pod ciężarem jedzenia. Pewnie wynajęcie klubu kosztowało ich majątek, znajdowali się tu tylko zaproszeni goście przez Vince'a i Kyle'a. Ja dalej uważałam, że w Star można by było urządzić lepsze przyjęcie, ale nie chciałam się sprzeczać.
Do Darrena doskoczyli Vince i Kyle i składali mu życzenia. Ja natomiast dołączyłam do Kate, która stała przy barze i sączyła drinka. Przyglądała się badawczo Darrenowi, zastanawiając się nad czymś głęboko.
- I jak się bawisz?- zagadnęłam ją.
- Jak na razie jest drętwo, mam nadzieje, że się rozkręci.- mruknęła zamyślona.
- O czym tak rozmyślasz?- spytałam.
- Zastanawiam się jak się dorwać do Darrena. Ciągle otacza go mnóstwo ludzi. I do tego, ta jego dziewczyna...- powiedziała Kate, mrużąc oczy.
- Że co? Jaka dziewczyna?- wykrztusiłam.
- To znaczy była dziewczyna.- sprostowała Kate.- Jakieś pół roku temu zostawiła go dla innego. Chłopaki ją zaprosili, bo podobno chce do niego wrócić.
- Która to?- dopytywałam się.
- Ta, która właśnie się z nim wita.- Kate wskazała mi ją kiwnięciem głowy. Do Darrena podeszła właśnie wysoka dziewczyna o jasnobrązowych włosach, która cmoknęła go na powitanie. Była bardzo ładna, miała długie opalone nogi, ledwo zakryte przez mini spódniczkę i pokaźny biust, rzucający się w oczy spod czerwonej bluzeczki na ramiączkach. Darren wyglądał na zaskoczonego tym spotkaniem, ale i na zadowolonego. Nigdy bym nie pomyślała, że podobają mu się takie dziewczyny. Poczułam ukłucie zazdrości. Przy takiej, nie mam u niego nawet najmniejszych szans. Nie żebym chciała mieć szansę.
- Ale seksbomba.- skomentowała Kate.
- Daj spokój, jesteś od niej sto razy ładniejsza.- prychnęłam.
- Może i tak, ale to na nią Darren wywala gały.- westchnęła.
- Chyba nie chcesz się poddać?- zdziwiłam się. Kate rzadko rezygnuje ze swojej zdobyczy.
- Pewnie, że nie, spróbować warto.- zaśmiała się Kate.
- Taaa.- mruknęłam smętnie.
- Będziesz tak całą noc paradować w tych łachmanach?- zakpiła Kate. Spojrzałam na siebie zrezygnowana. Nie chciałam się stroić, ale wiedziałam, że Kate nie da mi spokoju.
- Dobrze, już dobrze, idę się przebrać.- jęknęłam. Przechodząc przez parkiet w stronę toalety, dostrzegłam Darrena, który tańczył ze swoją eks. Wyglądali na bardzo zaprzyjaźnionych. Aż mnie skręcało w środku, ale poszłam dalej. Przebrałam się w ekspresowym tempie, nałożyłam tusz na rzęsy i poprawiłam włosy. Niby wyglądałam całkiem ładnie, ale nie miałam ochoty na zabawę.
Impreza zaczęła nabierać tępa, na parkiecie pojawił się już spory tłum tańczących. Nim się obejrzałam, dochodziła godzina 22. Kate zniknęła gdzieś na parkiecie, porwana przez tajemniczego blondyna, a ja dołączyłam do Vince'a i Kyle'a, którzy siedzieli na sofach z kilkoma innymi osobami.
- Kogo my tu mamy? Bez niej nie odbyłaby się impreza!- zawołał Vince na mój widok. Przyglądał mi się z zachwytem, przez co trochę się speszyłam.
- Przesadzasz, przecież nic takiego nie zrobiłam.- zaprotestowałam, uśmiechając się blado.
- Wystarczyło to, że udało Ci się zwabić tutaj naszego solenizanta.- rzekł Kyle.
- Chyba jak na razie dobrze się bawi.- stwierdził Vince.
- Na to wygląda.- zawtórował mu Kyle..- Lisa okręciła go sobie wokół palca.
- Może tym razem im wyjdzie.- zastanawiał się Vince.
- Oby.- mruknął Kule obserwując moją reakcję.
- Sam nie wiem...nie sadze, by Wally chciał tak ryzykować po raz drugi.- mruknął Vince, pijąc swojego drinka.
- Co Ty tam wiesz, przecież kiedyś byli ze sobą szczęśliwi.- żachnął się Kyle, zerkając na mnie.
- Kiedyś tak...póki Lisa wszystkiego nie spieprzyła.- rzekł złośliwie Vince, przyglądając jej się.- Nigdy jej nie lubiłem.
- Nie wiem o co Ci chodzi, to świetna dziewczyna.- dodał Kyle.
- Nie słyszałeś, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?!- nie wytrzymałam. Chłopaki popatrzyli na mnie zdziwieni. Na twarzy Kyle'a malowała się satysfakcja. Widocznie jest zadowolony, że udało mu się mnie sprowokować.
- O co Ci chodzi Jess?- zakpił Kyle, popijając wódkę z lodem.
- Może przestaniesz mu w końcu organizować życie?- fuknęłam.
- A co, uważasz, że zrobiłabyś to lepiej?- spytał z przekąsem.
- Jego życie to nie moja sprawa.- stwierdziłam. Niestety to nie moja sprawa.
- Przestańcie wreszcie!- uspokajał nas Vince.- Jessie, zatańczysz?
- Hmm...tak jasne.- zgodziłam się. Na moje nieszczęście akurat leciał wolny kawałek. Przeszliśmy na środek parkietu, mijając Darrena, który dla odmiany tańczył z Kate. Nie wyglądał na zadowolonego z tego faktu, że Kate oplotła go jak ośmiornica, za to ona zdawała się być w siódmym niebie. Gdy mnie zobaczył, otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Mój image zaprojektowany przez Kate chyba skutkował.
Vince chwycił mnie w talii, a ja splotłam swoje ręce na jego ramionach. Kręciliśmy się tak w rytm muzyki, a ja co chwilę czułam na sobie wzrok Darrena. Czułam się przez to nieswojo.
- Ślicznie wyglądasz.- odezwał się Vince. Uśmiechnęłam się do niego.
- Dzieło Kate, to jej pogratuluj.- odparłam
- Chyba teraz nie dam rady. Przykleiła się do Wally'ego na amen.- zaśmiał się Vince.
- Cała ona.- skwitowałam to.
- Czy to prawda, że ma chłopaka?- spytał Vince.
- Tak, kompletnego kretyna. Ale chyba niezbyt jej to przeszkadza w kolejnych podbojach.- stwierdziłam.
- Wally ma dzisiaj branie.- zakpił Vince. Dostrzegłam nutkę zazdrości?
- W końcu to jego urodziny, musi być w centrum zainteresowań.- powiedziałam.
- Nie, tak jest na każdej imprezie, na której jesteśmy razem. Musimy siłą odciągać od niego dziewczyny.- wyjaśnił Vince.
- A to dopiero.- wymamrotałam, nie chcąc już tego słuchać. A więc taka jest prawda o Darrenie. To porostu zwykły krętacz i podrywacz. Przecież nie raz wykorzystywał na mnie swoje sztuczki, by mnie omamić. Choć muszę przyznać, że są one cholernie skuteczne. A to drań! Jedyne co chciał, to mnie wykorzystać! A myślałam, że jest inny. No tak, przecież już raz znalazłam w jego kieszeni te wszystkie karteczki z numerami telefonów dziewczyn.
Zerknęłam w jego stronę i wtedy puścił mi oczko. A może tylko mi się zdawało? Posłałam mu gniewne spojrzenie i wtuliłam się mocniej w Vince'a. Może nie jest on taki zły? Na pewno można mu zaufać, nie to co temu oszustowi.
- Kyle powiedział, że jutro wyjeżdżasz.- zagadnął Vince.
- Tak, wracam do Los Angeles.- odrzekłam, przypominając sobie o podróży, która mnie czeka.
- Wracasz tam na dobre?- przestraszył się Vince.
- Nie...oczywiście, że nie. Teraz tu jest mój dom.- uspokoiłam go.- Muszę odwiedzić rodzinę.
- Rozumiem. A kiedy wracasz?- zapytał Vince.
- Za kilka dni.- odpowiedziałam.- A co, nie wytrzymacie beze mnie?
- Pewnie, że nie.- zaśmiał się Vince.- Przecież zabieramy się z Tobą, nie wiedziałaś?
- Jasne, jasne. Nawet nie próbujcie.- zagroziłam mu.- Możesz mi coś powiedzieć?
- Tak?
- Co się ostatnio dzieje z Kylem?
- Och...faktycznie jest bardzo drażliwy.- westchnął Vince.
- I na mnie wyładowuje swoją złość.- prychnęłam.
- To nie tak.- zaczął Vince, jakby się wahając czy powiedzieć mi coś ważnego.- Tylko nie mów mu, że Ci powiedziałem. Rodzice Kyle'a się rozwodzą, bardzo to przezywa. Uważa, że to jego wina, bo ostatnio rzadko bywał w domu. Tłumacze mu, że nic w tym jest z jego winy, ale nie chce mnie słuchać.
- To dlatego jest taki.- zrozumiałam wszystko.- Ale on momentami zachowuje się, jakby to nie była jego wina, tylko moja.
- Postaraj się go zrozumieć. I nie reaguj na jego zaczepki, bo będzie jeszcze gorzej.- poprosił mnie Vince.
- No dobrze, będę grzeczna.- obiecałam mu.- A już myślałam, że zamienili się z Wallym osobowościami.
- A właśnie...myślę, że w tym wszystkim Wally ma też ma swój udział.- dodał po chwili Vince.
- To znaczy?- dopytywałam się.
- No wiesz...Kyle myśli, że on chce Cie poderwać. A Wally jest taki, że lubi od czasu do czasu polatać za dziewczynami.- odpowiedział Vince.- A że wy ostatnio co chwilę na siebie wpadaliście, Kyle pomyślał, że Ty jesteś kolejna na jego liście. Po prostu nie chciał, byś była jego kolejnym celem. Dlatego tak Cie pilnował.
Zamarłam. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Przestałam nawet tańczyć, tylko stanęłam jak słup soli. Vince popatrzył na mnie zaniepokojony.
- Jess? Wszystko w porządku?- spytał zatroskany.
- T-tak, nic mi nie jest.- otrząsnęłam się z szoku.
- Nie przejmuj się Wallym. On i Lisa wrócą do siebie i nie będziesz musiała się nim przejmować.- powiedział sucho Vince.- Są siebie warci.
- Muszę iść się przewietrzyć. Zobaczymy się później.- powiedziałam nagle, po czym przebiegłam przez tłum. Nie mogłam już go dalej słuchać. Wyszłam na taras, gdzie od razu powitał mnie powiew chłodnego wiatru. Podeszłam do barierki, patrząc w gwiazdy. Czułam się jak w koszmarze. Mało brakowało, a zakochałabym się w największym podrywaczu w Nowym Jorku. Dobrze, że skończyło się na niewielkiej fascynacji. Jak mogłam być taka głupia! Tak dać się omotać! Te jego wszystkie słowa, gesty, gierki. Wszystko było zaplanowane, by mnie zdobyć?! Poczułam się jak największa idiotka na świecie. Spojrzałam w dół, zapominając o swoim leku wysokości. Zakręciło mi się w głowie i w ostatniej chwili ktoś mnie złapał, zanim upadłam.
- Chyba nie masz zamiaru skoczyć, co?- zaśmiała się Kate.
- Ach, to Ty.- ucieszyłam się widząc życzliwą twarz.
- Wszędzie Cie szukałam, potem widziałam jak zniknęłaś z Vincem.- powiedziała Kate uśmiechając się.
- Musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza.- wyjaśniałam smętnie.- Jak idzie z Darrenem?
- Świetnie! Myślę, że jeszcze kilka tańców i będzie mój!- zaświergotała Kate.
- Na pewno.- mruknęłam z sarkazmem. Coś mi tu nie pasowało. Skoro Darren jest takim wielkim podrywaczem, to dlaczego nie reagował na zaloty Kate? Vince powiedział mi przecież, że ma wielką słabość do kobiet.
- A czemu jesteś taka smutna?- spytała przyglądając mi się uważnie.
- Nic mi nie jest...denerwuje si tylko przed lotem.- wykręcałam się od odpowiedzi. Jeszcze tego brakowało, żeby Kate dowiedziała się o wszystkim.- Która jest godzina tak w ogóle?
- Po 23.- odparła Kate.- Spokojnie, zdążysz. A tymczasem chodźmy na drinka.
- Nie za dużo ich już dzisiaj wypiłaś?- spytałam unosząc brwi.
- Nie martw się mamo, będę grzeczna.- zachichotała Kate.- Jeszcze jeden czy dwa nie zaszkodzą.
- W sumie, to chętnie się napiję czegoś mocniejszego.- przyznałam. Nie ma to jak topić smutki w alkoholu...
- To chodźmy.- ucieszyła się Kate i obie weszłyśmy z powrotem do gorącego wnętrza.
Nigdzie nie widziałam Vince'a ani Kyle'a. Darren także gdzieś się zawieruszył. Za to reszta bawiła się na całego. Podeszłyśmy do lady, gdzie każda zamawiała swoje drinki.
- Jacka Danielsa z lodem.- powiedziałam pewna siebie. Po chwili dostałam swoje zamówienie. Opróżniłam szklankę jednym łykiem, krzywiąc się. Kate wytrzeszczyła na mnie oczy.- Jeszcze raz to samo.
- Jessie, nie przesadzasz trochę? Za chwilę będziesz jak dętka.- ostrzegała mnie Kate.
- Sama powiedziałaś, że jeden czy dwa nie zaszkodzą.- powiedziałam wzruszając ramionami. Popijałam drugiego drinka, tym razem wolniej.
- Tylko pamiętaj, że masz słabą głowę.- mruknęła Kate obserwując mnie.
- Daj spokój, przecież nie będę leżeć pod stołem po dwóch drinkach.- wkurzyłam się tą kontrolą.
- Kto wie ile jeszcze opróżnisz, gdy spuszczę Cię z oczu.- dodała.
- Obiecuję, że na tym koniec. Przecież rano mam samolot, nie jestem głupia Kate!- próbowałam ją udobruchać.
- Mam nadzieję.- rzekła Kate, trochę pogodniej niż przed chwilą.
- Idź poluj na Darrena, bo ktoś Ci go zwinie sprzed nosa.- poleciłam jej. Jeśli chodzi o niego było mi już wszystko jedno. W końcu trafi swój na swego.
- Ok, za niedługo do Ciebie wrócę.- obiecała zanim zniknęła w tłumie. Siedziałam tak chwilę pijąc drinka, lecz po chwile usłyszałam czyjąś rozmowę po drugiej stronie baru. Zobaczyłam Vince'a i Darrena pochylonych ku sobie. Na pierwszy rzut oka wyglądało na to, że po prostu piją drinki, ale po dokładnym przyjrzeniu się można było stwierdzić, że o czymś dyskutują. Przysunęłam się odrobinę bliżej, tak by coś słyszeć, a jednocześnie pozostając niezauważoną.
- ...dlatego wydaje mi się, że Lisa zrozumiała swój błąd.- usłyszałam strzęp rozmowy. Przysunęłam się jeszcze bliżej.
- Naprawdę tak myślisz? Przecież kobiety się nie zmieniają.- mruknął Darren z lekkim niedowierzaniem.
- Mimo wszystko nie myślałeś o daniu jej kolejnej szansy?- Vince nie dawał za wygraną.
- Nie wiem, czy dalej jestem nią zainteresowany.- rzekł tajemniczo Darren. Vince popatrzył na niego zdziwiony.
- Nie rozumiem...jeszcze niedawno zrobiłbyś wszystko by do niej wrócić, a teraz gdy jest na to szansa wycofujesz się?- chłopak nie wierzył własnym uszom.
- Nie lubię stagnacji, dlatego często zmieniam obiekt zainteresowań.- zachichotał Darren, biorąc łyk drinka. No tak, teraz mam czarno na białym, że to zwykły krętacz i podrywacz!
- Ach tak? To kogo tym razem masz na celowniku?- spytał podejrzliwie Vince.
- A co Ci do tego?- warknął Darren tracąc pewność siebie.
- To aż taka tajemnica?- drążył dalej Vince.- A może to ktoś kogo znam?
- Daj spokój, nie ma nikogo!- wybuchnął Darren, może zbyt gwałtownie.
- Komu jak komu, ale mi możesz powiedzieć.- upierał się Vince.
- Mówię prawdę, powiedziałbym Ci przecież.- wykręcał się Darren.
- Ok, ok. Rozumiem.- rzekł Vince.
- Może faktycznie spróbuję z Lisą, może to nie taki zły pomysł.- zastanawiał się Darren bez przekonania.
- Myślę, że to byłaby dobra decyzja. Zresztą nie tylko ja, Kyle też tak uważa.- poinformował go Vince.
- Ładnie to tak plotkować o kimś za jego plecami?!- zezłościł się Darren.
- Nie przesadzaj, to była zwykła rozmowa.- uspokajał go Vince, bawiąc się parasolką swojego drinka.- Nie wiem czym się tak denerwujesz.
- Nie denerwuje się, ale dobrze wiem co robię i nie potrzebuje niczyjego przyzwolenia.- warknął niemiło.
- Wiem o tym, znam Cię nie od dziś.- przyznał Vince, nie przejmując się wybuchem złości przyjaciela.- Nie jestem Twoim wrogiem. Dobrze wiesz, że akceptuję Twoje wybory, choćby były nie wiem jak absurdalne.
- Hmm..no cóż, nie spodziewałem się tego, ale dzięki.- Darren uśmiechnął się lekko.
- Do usług.- mruknął Vince, dopijając drinka. Darren wstał od baru i wszedł na parkiet rozglądając się, zapewne za Lisą. Na szczęście mnie nie zauważył. Wiem już jak to się dalej potoczy. Darren wróci do Lisy, a ja będę czuła się jak największa idiotka na tej planecie. Bosko...
Do Vince'a dołączył Kyle i zaczęli coś do siebie szeptać. Nie chciało mi się jednak znowu podsłuchiwać, dlatego poszłam na parkiet by trochę potańczyć. Za chwilę wokół mnie pojawiło się kilku kolesi, lecz nie zaszczyciłam ich nawet spojrzeniem. Całkowicie oddałam się tańcu. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że ktoś mi się przygląda. Przy barze siedział czarnowłosy mężczyzna, który patrzył na mnie z zainteresowaniem wymalowanym na twarzy. Poznałam go od razu. To był ten sam facet, którego widziałam w Star noc przed wyjazdem do Greendale. Te stalowe zimne oczy, częściowo przysłonięte czarnymi kosmykami poznam wszędzie. I teraz znowu tu jest. Czy nigdzie nie jestem bezpieczna?
Postanowiłam do niego podejść i rozwiązać to raz na zawsze. Musze dowiedzieć się kim jest i czego ode mnie chce. Pewnym krokiem ruszyłam w jego stronę. Nagle moja czaszkę przeszył potężny ból. Syknęłam z bólu, chwytając się za głowę. Nie wiedziałam co się dzieję, straciłam kontakt z rzeczywistością. Poczułam tylko, że ktoś chwyta mnie za ramiona i potrząsa mną lekko. Następnie poczułam jak ktoś mnie gdzieś sadza i kładzie mi rękę na czole. I wtedy jak ręką odjął – ból minął. Zamrugałam kilka razy. Siedziałam na tych samych sofach, co Vince i Kyle jakiś czas temu. Właśnie ta dwójka stała teraz obok mnie i wpatrywała się we mnie, a obok siedziała Kate, która nadal trzymała mi rękę na czole.
- Nie ma gorączki.- stwierdziła z niepokojem. Za nimi wszystkimi dostrzegłam Darrena, który patrzył na mnie. Czy to strach maluje się na jego twarzy? Nie rozumiem tego co się dzieje.
- To nie zmienia faktu, że może być chora. Patrzcie jak zbladła.- zauważył Kyle.
- Przestańcie, nic mi nie jest.- odezwałam się.
- Jeszcze przed chwila skarżyłaś się na straszny ból głowy.- powiedziała Kate.- Dobrze, że Vince to zauważył.
- Gdzie jest ten facet?- zerwałam się na równe nogi. Nie było go ani przy barze, ani na parkiecie. Po prostu przepadł jak zwykle. Ale jak mam wytłumaczyć ten dziwny ból głowy?
- Jaki facet?- dopytywała się Kate.
- No ten, który siedział przy barze. Chyba mi się przyglądał.- próbowałam sobie przypomnieć, ale moje wspomnienia były coraz bledsze.
- Jessie, gdy do Ciebie podszedłem nie było przy barze żadnego faceta. Wiem, bo siedzieliśmy tam tylko Kyle i ja.- uspokajał mnie Vince.
- Ale...ale...nie rozumiem.- mamrotałam bez sensu.
- Jess, proszę Cię, nie pij już nic dzisiaj.- poprosił mnie Kyle.
- Przecież nie jestem pijana!- wybuchnęłam. Naprawdę czułam się dobrze, drinki nie uderzyły mi do głowy.
- Oczywiście.- przestraszył się Kyle moim wybuchem złości.
- Chłopaki, zostawicie nas same?- odezwała się Kate, biała jak kreda.
- No jasne.- odezwał się Vince i obaj z Kylem odeszli w stronę parkietu.
- Czy to był ten o którym mówiłaś?- spytała, gdy chłopaki znaleźli się dostatecznie daleko.- Ten, który Cię śledzi?
- Tak, to był on.- powiedziałam kiwając głową. Cieszyłam się, że przynajmniej Kate mnie rozumiała i wiedziała o co chodzi.
- Tylko jak się tutaj dostał? Przecież nie ma go na liście gości, a na pewno nie przeszedłby przez ochronę.- zastanawia się Kate.
- Nie wiem. A najgorsze jest to, że znowu rozpłynął się w powietrzu, gdy tylko zaczęłam się do niego zbliżać.- żaliłam się.- Zupełnie jakby nie chciał bym dowiedziała się kim jest.
- I bardzo dobrze! Jess, to może być jakiś psychol!- zawołała przestraszona Kate.
- Ale to, że ciągle mnie nawiedza musi Coś oznaczać! Chce się dowiedzieć o co chodzi!- sprzeczałam się z nią.
- Dobrze, nie dyskutujmy teraz o tym. Chyba Vince chciał z Tobą gadać, poczekaj przyślę go.- to powiedziawszy wstała z sofy. Znowu zostałam sama. Czy właśnie tak ma wyglądać moje życie? Wiecznie sama z kilkoma ważnymi dla mnie osobami, które kolejno pojawiają się i znikają, najpierw tworząc wielką pustkę w mym sercu, a następnie ją wypełniając? I tak w kółko? Chyba nie mam dostatecznie silnej psychiki, by wytrzymać coś takiego. Już nie raz ktoś wywinął mi taki numer. Fakt, pozbierałam się po Matcie czy po Samie, ale ile można? Nie chce być wiecznie sama.
Zobaczyłam Darrena, który wyglądał jakby się wahał czy do mnie podejść. Na początku ucieszyłam się, ale zaraz przypomniały mi się jego zamiary i spochmurniałam. W końcu jednak ruszył w moim kierunku, ale przeszkodził mu Vince, który usiadł obok mnie.
- I jak się czujesz?- spytał, uśmiechając się do mnie.
- Już lepiej, dzięki.- odpowiedziałam, patrząc jak Darren mierzy Vince'a podejrzliwym spojrzeniem. Co tu się u licha dzieje?! Czy ktoś mi to wytłumaczy?
- Może lepiej już mi więcej nie uciekaj, co? Wtedy nic Ci się nie stanie, bo będę Cie miał na oku.- powiedział przejęty.
- Dzięki, ale nie potrzebuje ochroniarza.- rzekłam rozdrażniona.
- Wiem, nie to miałem na myśli.- mruknął skruszony.
- I jak Darr...to znaczy Wally'emu podoba się impreza?- zmieniłam temat.
- Teraz już dobrze. Odkąd spiknęli się z Lisą coraz bardziej mu się podoba.- powiedział wymijająco.
- Ach tak. To chyba dobrze.- wymamrotałam. Próbowałam wyszukać go wzrokiem, ale zniknął z mojego pola widzenia.
- Stresujesz się przed lotem?- spytał Vince z zupełnie innej beczki.
- Trochę tak. Nigdy nie lubiłam latać.- rozmowa się nie kleiła, więc dlaczego Vince tak się upierał, by ją ciągnąć? I te nagłe zmiany tematu? Czy tylko mi się zdaję, czy wszyscy dzisiaj próbują mnie trzymać z dala od Darrena?
- Szkoda, że nie lecę z Tobą. Przy mnie byś się nie bała.- rzekł smutnym głosem. Taaa...niedoczekanie Twoje chłopczyku.
- Dlaczego dziś tutaj nie występujecie? Myślałam, że przynajmniej na urodziny Wally'ego wymyślicie coś specjalnego.- spytałam.
- My tutaj? We Flash? No coś Ty, zupełnie nie pasujemy do tego miejsca.- zaśmiał się Vince.- To już w Star mielibyśmy większe szanse.
- To dlaczego nie próbujecie? Chciałabym was w końcu usłyszeć.- powiedziałam uśmiechając się.
- To przyjdź kiedyś na próbę. Poza tym myślisz, że to takie proste? Trudno jest się przebić w tej branży.- wyjaśnił mi Vince.
- Ale to tylko zwykły występ. Nie może być aż tak trudno, słyszałam, że D...Wally starał się o wasz występ w Star.- dziwiłam się. Vince spojrzał na mnie poważnym wzrokiem, a w następnej sekundzie przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Nie był to żaden romantyczny, czuły pocałunek. Po prostu wpijał się we mnie łapczywymi ustami. Szybko odepchnęłam go od siebie.
- Co Ty wyprawiasz?!- spytałam oburzona, odskakując od niego.
- Chciałem, żebyś wreszcie przestała gadać o Wallym.- warknął gniewnie.- Ciągle tylko Wally i Wally! Zmień wreszcie płytę! Jesteś żałosna.
Popatrzyłam na niego zszokowana, po czym wstałam i ruszyłam przed siebie, byle dalej od niego. Chciałam iść do baru, by napić się czegoś zimnego, ale zobaczyłam siedzącego tam Darrena. Siedział rozparty na ladzie jak model wzorcowy i przyglądał mi się. Szybko zmieniłam kierunek i poszłam z powrotem na taras, gdzie było cicho i spokojnie.
- Chyba nie próbujesz się znowu rzucić?- nie zdziwiłam się, kiedy usłyszałam za sobą głos Darrena. Obejrzałam się jak na komendę i zjeżyłam podejrzliwie brwi.- Kate mi opowiadała o Twoim lęku wysokości.
- Czego chcesz?- rzuciłam, może odrobinę za ostro.
- Spokojnie, przecież nic Ci nie zrobię złośnico.- zakpił podchodząc bliżej i opierając się o barierkę, tuz obok mnie.- Pomyślałem po prostu, że może masz już dość tych mocnych drinków i że chętnie napiłabyś się czegoś lżejszego.
- Co masz na myśli?- spytałam. Darren pokazał mi dwie butelki piwa, które trzymał w ręku. Otworzył jedno otwieraczem i podał mi. Spojrzałam na nie podejrzliwie.
- Bierz zanim się rozmyślę.- dodał zniecierpliwiony.
- Czegoś tam dosypałeś?- spytałam ostro.
- Niby czego, odbiło Ci? Przecież było zamknięte.- prychnął Darren. Poczułam się głupio. Wzięłam od niego butelkę i wzięłam jeden łyk, podczas gdy Darren otwierał swoje piwo.- Chyba trochę przesadzasz z ta podejrzliwością.
- Może mam ku temu powody.- mruknęłam.
- Niby jakie?- spytał patrząc mi w oczy. Momentalnie nogi ugięły mi się pod ciężarem tego spojrzenia.
- Nieważne.- powiedziałam wymijająco.
- Ok, jak chcesz.- Darren nie naciskał.- Czy mogłabyś wyświadczyć mi przysługę?
- Jaką?- spytałam, jednocześnie myśląc: „Tak, wyjdę za Ciebie!”.
- Czy mogłabyś powiedzieć swojej przyjaciółce, żeby przestała za mną latać? To żenujące.- powiedział drwiąco Darren.
- A co, nie lubisz być adorowany?- prychnęłam.
- Zależy przez kogo jest się adorowanym.- mruknął, patrząc na mnie znacząco.
- Chyba nie mogę Ci pomóc. Mnie nie posłucha. Z nią trzeba dosłownie, sam jej powiedz to co masz jej do powiedzenia.- poradziłam mu. Chciało mi się śmiać w duchu z biednej Kate, której starania poszły na marne.
- Chyba będę musiał. Nie zniosę więcej tego jak się na mnie wiesza.- rzekł, po chwili dodając:- Bez urazy, wiem, że to Twoja przyjaciółka, ale zaczyna mi działać na nerwy. Zwłaszcza, gdy opowiada mi o tym, że specjalnie dla mnie, na moje urodziny założyła swoja nowa bieliznę.
- Ach ta Kate!- parsknęłam śmiechem.- Ta to ma pomysły.
- Przerażające.- skomentował to Darren.
- Jak się bawisz?- zagadnęłam go. Chodź tak bardzo chciałam mu wygarnąć od najgorszych, powiedzieć żyby szedł do diabła - nie potrafiłam. Niestety ten mężczyzna ma nade mną jakąś dziwną władzę, której nie potrafiłam się przeciwstawić.
- Nie jest źle, choć nie przepadam za takimi imprezami, a już szczególnie za moimi urodzinami.- wyjaśnił.
- Dlaczego?- zdziwiłam się. Darren uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
- Może kiedyś Ci powiem.- rzekł tajemniczo, biorąc łyk piwa.
- No tak, już prawie zapomniałam jaki jesteś skryty.- powiedziałam śmiało.
- Ja już przywykłem.- mruknął Darren.- Wszystko by był ok, gdybym znał przynajmniej połowę zaproszonych tu ludzi.
- Skoro tak.- westchnęłam.- Jak tam Lisa? Wygląda na miłą dziewczynę.
- Co? Ach, Lisa. No...dobrze jest ją znowu widzieć.- powiedział, bez entuzjazmu.
- Wyglądaliście na zaprzyjaźnionych.- dodałam.
- Bo jesteśmy przyjaciółmi.- powiedział stanowczo Darren.- Choć to może za dużo powiedziane.
- Vince i Kyle twierdzili co innego.- drążyłam dalej ten temat.
- Słuchaj dalej tych bałwanów, szczególnie gdy są po kilku głębszych, to daleko zajdziesz.- zdenerwował się chłopak.
- Nie mów tak o nich. Są w porządku.- broniłam ich.
- Szczególnie Kyle, który ciągle się we wszystko wtrąca i nie potrafi nawet przeprosić.- zadrwił Darren.
- Mnie dzisiaj przeprosił.- powiedziałam, myśląc, że go zgasiłam.
- Tak, dlatego bo mu kazałem. Przeprowadziliśmy sobie dzisiaj poważną rozmowę. Chodź wątpię, że wyciągnie z niej jakiekolwiek wnioski.- mówił Darren, a ja czułam jak narasta we mnie gniew. Jak Kyle mógł być tak podły?- Przykro mi, że Ci to musiałem powiedzieć. Wiem, że się lubicie.
- Chyba raczej lubiliśmy.- sprostowałam dobitnie.- A Vince, nie jest lepszy.
- Nie przesadzaj, widziałem przed chwilą jak dobrze się rozumiecie.- zaśmiał się Darren.
- To miał być żart? Bo nie był zabawny.- mruknęłam, ciągle pamiętając ten koszmarny pocałunek.
- Co jest, nie spodobało Ci się?- nabijał się ze mnie Darren.
- A co, jesteś zazdrosny?- złapałam go na haczyk. Darren momentalnie spoważniał.
- Chyba śnisz.- burknął patrząc przed siebie.
- Tak myślałam.- prychnęłam gniewnie.
- Ale wcześniej dobrze wam się rozmawiało.- stwierdził Darren, patrząc na mnie.
- Hmm...no tak, rozmawialiśmy.- powiedziałam, odwracając wzrok.
- I...jak?- dopytywał się.
- A nie powinieneś spytać o to swojego kumpla?- fuknęłam.
- Już to zrobiłem, ale wolałem dowiedzieć się od Ciebie co myślisz.- wyjaśnił łagodnym głosem. Teraz już wszystko zrozumiałam! To o mnie rozmawiali Darren i Vince, zanim usłyszałam strzęp ich rozmowy. Vince namawiał go do powrotu do Lisy, żeby Darren mnie nie poderwał. Dobrze, że wcześniej Vince mnie ostrzegł.
- A co ja mogę myśleć, po usłyszeniu czegoś takiego?- prychnęłam gniewnie. Jak ja bardzo chciałabym go nie nienawidzić!
- Nie rozumiem.- zdziwił się Darren, przyglądając mi się uważnie.
- Po prostu już teraz wiem o co od początku Ci chodziło. I wiedz, że Ci się nie uda!- zdenerwowałam się.
- Czekaj...o czym Ty...
- Jeśli myślisz, że możesz mieć nas dwie, to grubo się mylisz!- wybuchnęłam.- Ja nie jestem taka!
- Jessie, ja naprawdę nie wiem o czym Ty mówisz!- wycedził Darren, któremu widocznie nie podobało się to, że nie daję mu dojść do głosu.
- Nie udawaj, że nie wiesz! Zawiodłam się na Tobie. Myślałam, że pod tą maską ważniaka i zadufanego w sobie hipokryty, skrywasz coś więcej, coś wartościowego. Ale teraz wszystko już wiem. Myliłam się.- powiedziałam rozczarowana, odchodząc.
Nie obchodziło mnie, że powiedziałam mu tyle okropnych rzeczy. W końcu mu wygarnęłam, tak jak on zawsze robił ze mnie idiotkę. Czułam satysfakcję. Wróciłam do baru, gdzie zamówiłam sok z pomarańczy. Na szczęście Darren nie poszedł za mną. Póki co nie chce go widzieć.
Siedziałam tak chwilę przy barze, przyglądając się tłumowi bawiących się ludzi. W większości były to osoby, które nawet nie znają Darrena i po prostu udało im się dostać na darmową imprezę, dzięki znajomości z Vincentem i Kylem. Nie podobało mi się to. Ta impreza przecież miała być dla Darrena.
Nagle poczułam, że jestem głodna, więc podeszłam do jednego ze szwedzkich stołów. Był już w większości opróżniony, ale znalazłam tam coś dla siebie. Gdy tak stałam, nakładając sobie jedzenie na talerz, obok mnie stanęły dwie dziewczyny. Rozmawiały ze sobą głośno i mimo iż nakładały sobie jedzenie, wydawały się niezainteresowane zawartością stołu. Na mnie także nie zwracały uwagi..
- Mówię Ci, coś z nim jest nie tak!- powiedziała pierwsza dziewczyna. Poznałam ją. To była Lisa.
- Co dokładnie?- dopytywała się druga.
- Sama nie wiem, myślałam, że jak przyjdę on nie odstąpi mnie na krok.- powiedziała rozgoryczona Lisa.- A zamiast tego, on ciągle gdzieś znika.
- To co, nie układa się wam?- spytała towarzysząca jej blondynka.
- Niezbyt. Myślałam, że wrócimy do siebie.- jęknęła Lisa.
- Ale nie?
- On nie chce.
- Spytałaś chociaż dlaczego?
- Powiedział, że jest zakochany w kimś innym.- prychnęła gniewnie Lisa.
- W kimś innym? Już się pocieszył?- dziwiła się blondyna.
- No właśnie! Przecież minęło pół roku! A Darren nigdy nie latał za dziewczynami, jak już to one za nim. Ale przecież go znam, byłam pewna, że pocierpi przynajmniej rok.- złościła się Lisa.- Byłam pewna, że przyjmie mnie z otwartymi ramionami.
- No wiesz...w sumie nie powinnaś się dziwić. To ty go zdradziłaś.- zauważyła blondynka. Lisa posłała jej ostre spojrzenie.
- I co z tego? Przecież teraz tego żałuje!- żachnęła się Lisa.- Każdemu należy się druga szansa.
- Jemu to powiedz.- mruknęła koleżanka Lisy.
- Myślisz, że nie próbowałam?- warknęła Lisa.- Powiedział, że już mnie nie kocha. Po prostu.
- Co za głupek! Nie wie co traci!- powiedziała blondynka.
- Dokładnie!- zawtórowała jej Lisa.- Chodźmy się czegoś napić.
- To samo chciałam powiedzieć.- rzekła blondynka i obie ruszyły w stronę baru. Zanim odeszły słyszałam jeszcze wypowiedź Lisy:
- Niech tylko dorwą tę krowę która zawróciła mu w głowie!
Teraz już nic z tego nie rozumiałam. O kim one mówiły? Co to za dziewczyna? Na tej imprezie działy się coraz to dziwniejsze rzeczy. Najpierw ta była dziewczyna, potem dziwne zachowanie Vince'a i Kyle'a, co w przypadku tego drugiego jest raczej normalne ostatnio, potem mój tajemniczy nieznajomy, aż w końcu starcie z Darrenem. A podobno chciał wrócić do Lisy, a teraz okazuje się coś zupełnie innego.
Całkowicie straciłam apetyt. Postanowiłam znaleźć Kate i spytać ją czy wie coś na ten temat. Biegałam tu i ówdzie, ale nigdzie nie potrafiłam jej dostrzec. Na parkiecie jej nie było, choć mogłam się mylić. Było na nim tyle ludzi. Przy barze i na tarasie także jej nie znalazłam. Zajrzałam jeszcze do toalety, ale tam też nic. Zdałam sobie sprawę, że wszyscy moi znajomi gdzieś poznikali. Vince'a też nie widziałam od tego feralnego pocałunku, a Kyle'a to już w ogóle od początku imprezy. Zupełnie jakby wszyscy mnie unikali.
Dostrzegłam coś na kształt Kate przy jednym z filarów, po lewej stronie parkietu. Nie była jednak sama. Stała z jakimś facetem, który nagle ją objął i zaczął całować. Widać już się pocieszyła do Darrenie. Ach, ta Kate. Co to by była za impreza, gdyby nie udało jej się zdobyć jakiegoś przystojniaka.. Ale szczęka mi opadła kiedy odkryłam, że całującym mężczyzną jest nikt inny, tylko sam Darren. Przecież sam mi powiedział, że ma jej dość, a teraz całował ją z taką pasją. Wydawał się być taki szczery, gdy mi to mówił. A może po prostu wciskał mi kit i Kate jest tą dziewczyną, o której mówiła Lisa. Darren w pewnym momencie spojrzał na mnie, dostrzegłam błysk w jego oku. Nie chciałam dłużej na to patrzeć, dlatego przecisnęłam się w stronę wyjścia. Na zewnątrz, usiadłam na zimnych schodach. Wszystko dziś poszło nie tak, oczywiście poza tym, że udało mi się sprowadzić Darrena do klubu. A tak poza tym, to kompletna porażka. Po dzisiejszym wieczorze już na 100% jestem na czarnej liście Vince'a i Kyle'a, nie wspominając już o Darrenie.
- Ciężka noc, co?- usłyszałam głos Kate. Dziewczyna usiadła obok mnie na schodach.
- To aż tak widać?- spytałam chłodno.
- Trochę tak, myślałam, że już wychodzisz.- powiedziała Kate.
- Za chwilę będę się zbierać. I tak nic mnie już tu nie trzyma.- westchnęłam ciężko.
- Tak, też uważam, że ta impreza jest do bani.- stwierdziła Kate.
- Kyle i Vince pewnie mnie nienawidzą.- rzekłam sucho.
- Kyle może tak, ale Vince? Przecież on oczu nie może od Ciebie oderwać.- zdziwiła się Kate.
- Nie mówiłam Ci? Pocałował mnie.- powiedziałam krzywiąc się.
- Nie gadaj! I co?- spytała z entuzjazmem Kate.
- Pocałunkiem tego nazwać nie można. Od razu go odepchnęłam.- burknęłam, przypominając sobie to zdarzenie.- Oczywiście nie obyło się bez kilku niemiłych słów pod moim adresem.
- Kto by pomyślał. A wydawał się taki miły.- Kate pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Teraz to już nie ważne, i tak jestem już spalona u tych dwóch.- rzekłam wzruszając ramionami.- Może przynajmniej w Los Angeles odpocznę. Choć nie spodziewam się komitetu powitalnego.
- No właśnie, nie chce Cię popędzać, ale dochodzi 2.- poinformowała mnie Kate.
- O nie! Dobrze, że mi przypomniałaś! Muszę już iść, bo się spóźnię!- zaniepokoiłam się, zrywając się na równe nogi.
- Mam iść z Tobą?- spytała Kate.
- Nie, baw się dalej.- powiedziałam uśmiechając się do niej. Nie chciałam być dla niej niemiła, po tym co zobaczyłam, w końcu to moja przyjaciółka.
- No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci bezpiecznej podróży.- Kate uściskała mnie serdecznie. Choć nie będzie mnie tylko kilka dni, wiem, że będę za nią tęsknić.
- Baw się dobrze i powodzenia z Darrenem!- powiedziałam odchodząc.
- Że co?- zdziwiła się Kate, ale ja już szłam przed siebie.
Przyspieszyłam, choć udaremniały mi to szpilki Kate. Po 10 minutach doszłam do domu. Było już 15 po drugiej. Zrezygnowana poszłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Chłodne krople ukoiły moje ciało, choć z psychiką nie było już tak dobrze. Gdy wyszłam spod prysznica, podeszłam do szafy w moim pokoju, by przebrać się w coś wygodnego. Było mi wszystko jedno, dlatego naciągnęłam na siebie pierwsze lepsze jeansy, czarną koszulkę i kurtkę jeansową. W międzyczasie zadzwoniłam po taksówkę. Zastanawiałam się jak reszta bawi się na imprezie. Wyobrażałam sobie Kate w objęciach Darrena i o razu jeszcze bardziej popsuł mi się humor. Jeśli to w ogóle możliwe.
***
Wzięłam do ręki walizkę i moja torebkę, po czym skierowałam się do wyjścia. Zamknęłam za sobą drzwi i tym razem skorzystałam z windy, zważając na bagaże, których nie chciałam ciągnąć za sobą po schodach. Wyszłam na zewnątrz, gdzie było jeszcze całkiem ciemno, w końcu było po 2. Moja taksówka już stała, nieopodal drzwi, z których wyszłam. Podeszłam do taksówkarza, który siedział w środku i przywitałam się. Spytał nawet czy pomóc z bagażami, ale odparłam, że sobie poradzę.
Obeszłam taksówkę i otworzyłam bagażnik, gdzie wsadziłam moją niebieską walizkę. Już miałam zatrzasnąć drzwi bagażnika, kiedy przytrzymała je czyjaś ręka. Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam zdyszanego Darrena. Miał na sobie te same ciuchy co na imprezie, lekko rozwiane włosy, zapewne od biegu, a w ręku trzymał swoją sportową torbę z Pumy.
- Na szczęście zdążyłem.- wysapał patrząc na mnie.
- Darren? Co Ty tu robisz? Nie powinieneś być na imprezie?- zdziwiłam się, patrząc na zegarek.- Śpieszę się trochę.
- Właśnie dlatego tu jestem.- odparł chłopak.
- Panienko, możemy już jechać?- niecierpliwił się taksówkarz.
- Niech pan chwilę poczeka.- poprosił Darren, na co facet burknął coś niezrozumiałego.
- Nie rozumiem.- powiedziałam zaskoczona.
- Nigdzie nie polecisz.- rzekł stanowczo Darren.
- Że co proszę?- prychnęłam gniewnie.- Nie będziesz mi mówić, gdzie mogę jechać, a gdzie nie!
- Nie zrozumiałaś mnie.- Darren pokręcił głową.
- Najwidoczniej.- westchnęłam zniecierpliwiona.- Oświeć mnie.
- Chodziło mi o to, że nigdzie nie jedziesz beze mnie.- powiedział Darren. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Co?- wyjąkałam.- Co to ma wszystko znaczyć?
- Po prostu, ktoś musi Cie pilnować.- rzekł wymijająco Darren, wkładając swoją torbę obok mojej walizki, po czym zatrzasnął bagażnik.- Mam już bilet, wszystko załatwione,
- Nie ściemniaj.- warknęłam.- Nie potrzebuje niańki.
- A właśnie, że potrzebujesz.- upierałam się.
- Powiedz mi o co chodzi.- naciskałam. Wiedziałam, że nie jest tutaj przypadkowo.
- Przecież powiedziałem. Możemy już jechać?- Darren silił się na beztroski ton, ale widziałam, że się denerwuje. On się denerwuje? To nie spotykane, w jego przypadku.- Odprawa już się pewnie rozpoczęła.
- Nie ważne. Przecież wiem, że coś się za tym kryje.- powiedziałam zbliżając się do niego i patrząc mu w oczy.- Powiedz mi.
- Nie mam nic więcej do dodania. Spóźnimy się przez Ciebie.- rzekł wymijająco, ale nie ruszył się z miejsca, tylko stał i patrzył na mnie. Po chwili się otrząsnął i już chciał wejść do taksówki, ale ja szybko przyciągnęłam go do siebie. Nie mogłam pozwolić, żeby mi się wymknął. Spojrzałam mu głęboko w oczy, by wyczytać w nich jego prawdziwe zamiary. W końcu moje wargi nieśmiało dotknęły jego, zupełnie jakby bały się zrobić mu krzywdę. W dotyku były takie jak to sobie wyobrażałam, delikatne jak aksamit i smakowały tak słodko. Darren nie odepchnął mnie ani nie zaprotestował, tylko przyciągnął mnie mocniej do siebie i oddał pocałunek z większą intensywnością. Zupełnie jakby od dawna tego pragnął, jakby zawsze tego chciał. Darren westchnął głęboko, jakby odczuł ulgę. Ja z resztą też. Teraz już wiem, że od samego początku on i Kyle mieli rację. W tej chwili myślałam tylko o tym, by już więcej nie wypuścić go ze swoich ramion.