Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
13. Uwieczniona


13. Uwieczniona

 

- Kate nie uwierzysz! Znalazłam pracę!- zawołałam uradowana wbiegając do naszego mieszkania.
- Naprawdę? To świetnie!- ucieszyła się Kate, wstając z kanapy.- A co to za praca?
- Znalazłam ogłoszenie w internecie i od razu poszłam na rozmowę. Będę pisać artykuły do gazety!- opowiedziałam z entuzjazmem. Kate popatrzyła na mnie zdziwiona.- No dobra, na razie to będą małe artykuliki, gdzieś tam na ostatnich stronach New York Times...
- Dziennikarka? I to jest szczyt Twoich marzeń?- spytała Kate unosząc brwi.
- Przecież nie będę tam pracować na stałe...to tylko przejściowe zanim nie znajdę lepszego. Sama przecież mówiłaś, że lepiej jest zaczepić się gdziekolwiek niż nie mieć pracy.- broniłam się.
- Tak, wiem, ale spodziewałam się czegoś innego.- wyjaśniła Kate.
- Ja także, ale póki co ciesze się z tej pracy jaką mam.- wzruszyłam ramionami i opadłam ciężko na kanapę.- I tak nie mam nic innego do roboty.
- Jak to nic? Przecież co chwilę masz coś do roboty.- zdziwiła się Kate.
- Gotowanie, sprzątanie i pranie Twoich brudnych ciuchów się nie liczy.- rzekłam zrezygnowana.
- Nie przesadzaj, nie jest tego tak dużo.- zachichotała Kate.
- Może i nie, ale mam dość Twojej garderoby walającej się po domu. Ostatnio znalazłam Twoje skarpetki w mojej szafie!- oznajmiłam jej krzywiąc się.
- A więc tam były przez cały czas...nie mam pojęcia jak to się stało.- powiedziała Kate niewinnym głosikiem.
- Tak czy inaczej przyda mi się jakieś nowe doświadczenie.- dodałam.
- A kiedy dokończysz w końcu malowanie?- wytknęła mi Kate.
- Jakoś ostatnio nie mam weny do malowania.- próbowałam się wymigać. Gdy przypomniałam sobie stan w jakim znajdował się mój nieszczęsny pokój, odechciewało mi się wszystkiego.
- Jessie! Zaczęłaś malować tydzień temu i do dzisiaj nie skończyłaś!- oburzyła się Kate.
- A co, tak bardzo Ci to przeszkadza?- fuknęłam.
- Tak i to bardzo! Przeszkadzają mi te wszystkie pudła i meble, które zagracają nasz salon!- warknęła Kate, patrząc na moje rzeczy ze wstrętem.- Nie możesz ich wstawić do wolnego pokoju?
- Nie, nie mogę, przecież ja w nim teraz śpię!- przypomniałam jej.
- A nie możesz spać na kanapie?- jęknęła Kate.
- Nie, bo będzie mi nie.- zaprotestowałam, przypominając sobie to niemiłe zdarzenie.- Ostatnim razem miałam cały obolały kark
- Jesteś księżniczką na ziarnku grochu czy co?! Nie możesz zajmować całej naszej wspólnej przestrzeni! Ja też mam prawo do odpoczynku, a nie udaje mi się to gdy widzę te wszystkie graty!- złościła się dalej Kate.
- To nie są graty, tylko moje rzeczy!- syknęłam.- O co Ci chodzi? Przecież kiedyś je stąd zabiorę!
- Ciekawe kiedy w końcu nadejdzie to kiedyś!- prychnęła Kate.
- Wiesz co, mam już Ciebie dosyć!- zdenerwowałam się.
- Ja Ciebie też!- odparowała Kate, robiąc gniewną minę.
- Idę stąd, mam nadzieję, że jak wrócę, to Ci przejdą Twoje humory.- rzuciłam gniewnie, ruszając w stronę drzwi.
- Przejdą, kiedy znikną te rzeczy sprzed mojego nosa!- powiedziała naburmuszona Kate.
- Niedoczekanie Twoje!- warknęłam.
- No idź już, przy odrobinie szczęścia spotkasz Wally'ego. Może jak Cię wycałuje, to przestaniesz być taką zołzą!- odgryzła się Kate, uśmiechając się szyderczo.
Nie odpowiedziałam tylko zatrzasnęłam mocno drzwi i zbiegłam pędem po schodach. Jaka ona jest podła! Zaczynam żałować tego, że tydzień temu opowiedziałam jej mój okropny sen. Do teraz pamiętam jej wyraz twarzy i złośliwy uśmieszek, gdy o tym usłyszała. Na przyszłość już będę wiedziała, że nie mogę jej mówić dosłownie wszystkiego. Niektóre rzeczy lepiej zachować dla siebie. Na szczęście od czasu feralnego spotkania w kinie, już więcej nie wpadam na Wally'ego. Przynajmniej miałam trochę spokoju. No i znalazłam pracę, a to już coś! 
Wybiegłam na ulicę, na której było wyjątkowo ciepło i słonecznie. Zaczęłam żałować, że założyłam długie spodnie i koszulę w kratę, ale teraz już nie mogę iść się przebrać. Dla mojego i Kate dobra nie będę wracać do domu przez dobre kilka godzin. 


                                                    


Zbiegłam po schodach w szaleńczym tempie.
- Mamo!- zawołałam wściekła.- Gdzie są moje buty?!
Z kuchni wychyliła się drobna postać.
- O czym Ty mówisz Jessie?- spytała zdziwiona mama.
- O moich butach! Gdzie one wszystkie są? W mojej szafie są tylko jesienne botki lub zimowe kozaki, a gdzie reszta?- fuknęłam gniewnie.
- A czy moja siedemnastoletnia córka, nie może czegoś dla odmiany poszukać sama?- rzekła mama jak zwykle opanowana.- Pewnie są pochowane gdzieś na strychu, przecież przez zimę nikt nie chodził w takich butach.
- To nie jest zabawne! Impreza u Erica zaczyna się za pół godziny! Przecież nie pokaże się tam w japonkach!- denerwowałam się jeszcze bardziej.
- Co to za Eric? I co to za impreza, nic mi o niej nie mówiłaś.- powiedziała mama ostrzegawczym tonem.
- Mamo, mówiłam Ci już o tym setki razy! A to nie jest jakiś tam Eric, tylko najprzystojniejszy chłopak w całym liceum!- rozmarzyłam się.
- I pewnie znając życie ugania się za nim pół żeńskiej części szkoły.- zachichotała mama.
- Nie pomagasz mi mamo.- warknęłam.- Na pewno sama pamiętasz jak to jest w liceum.
- Coś tam jeszcze pamiętam.- przyznała.
- To pewnie wiesz, że nie mogę się tam pokazać w byle czym.- powiedziałam sucho.
- Dobrze, dobrze rozumiem. A z kim idziesz?- dopytywała się mama.
- To też Ci już mówiłam.- westchnęłam zniecierpliwiona.- Sam zawiezie mnie i Kate.
- Przynajmniej nie idziesz tam sama. A Samowi mogę zaufać.- uspokoiła się mama.
- To gdzie dokładnie na strychu są te buty?- jęknęłam, zmieniając temat.
- W szafie, dolna szuflada po lewej stronie.- wyrecytowała mama, jakby spodziewała się, że o to zapytam.
- Dzięki!- zawołałam biegnąc już po schodach. Mama była dzisiaj jakaś dziwnie rozkojarzona. Nie miałam jednak czasu by się nad tym zastanawiać. Ważniejsza była impreza!
Weszłam do ciemnego, dusznego pomieszczenia, przyozdobionego pajęczynami i wieloletnim kurzem. Przeszłam obok stert gazet i książek, do ogromnej czarnej szafy. Z dolnej szuflady wyciągnęłam sporą reklamówkę.

- Są!- ucieszyłam się na widok czarnych szpilek. Już miałam wychodzić, kiedy wpadłam na stos starych książek mamy. Klnąc pod nosem schyliłam się, by je podnieść, gdyż mama z pewnością by się wściekła, gdyby zobaczyła ten bałagan. Nagle z jednej z książek wypadła jakaś kartka. Podniosłam ją i wtedy okazało się, że to stara fotografia. Przedstawiała małą, około dwuletnią dziewczynkę z krótkimi ciemnymi włoskami i ubraną w sukienkę z falbankami. W rączkach trzymała starego, zniszczonego misia i wpatrywała się niepewnie w obiektyw. Uśmiechnęłam się lekko, myśląc o tym jaka mama była słodka, kiedy była dzieckiem. Już miałam wsadzić fotografię z powrotem do książki, kiedy moja uwagę przykuł napis na jej odwrocie. Było tam napisane: „Greendale, J.J., 1991”. Co to może oznaczać? Schowałam zdjęcie do kieszeni bluzy, by spytać o to mamę. Nigdy jednak tego nie zrobiłam. Fotografia skończyła jako zakładka do mojego podręcznika do psychologii. Przez wiele lat jej nie widziałam. Aż do feralnego poranka, niecałe pięć lat później, kiedy szukałam czegoś w pudłach, które zagracały cały salon w mieszkaniu, w którym mieszkałam. Gdy wyciągałam podręcznik, fotografia wypadła z niego, tak samo jak kilka lat wstecz. Zupełnie jakby czekała na odpowiedni moment, by przypomnieć o swoim istnieniu. Dla mnie było to jak światełko w tunelu.


                                             




Pozostało mi więc zająć się czymś przez te kilka godzin. Wyciągnęłam więc telefon i wykręciłam numer Vince'a, ale po kilku sygnałach odezwała się tylko poczta głosowa. Widocznie musi być zajęty, dlatego spróbowałam połączyć się z Kylem. Niestety powtórzyła się ta sama sytuacja. Trudno, wychodzi na to, że przez resztę dnia będę musiała znieść swoje własne towarzystwo. Bo do Wally'ego na pewno nie będę dzwonić. Nie jestem aż taką masochistką! Poza tym nie mam jego numeru. Na szczęście.
Wciąż miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Jednak kiedy się oglądałam nie widziałam nikogo i niczego niepokojącego. Ach, ta moja mała obsesja. Muszę w końcu wybrać się do psychiatry, bo to nie skończy się dobrze. Zachichotałam i założyłam słuchawki na uszy, by nie myśleć już więcej o takich głupotach. Przeszłam kilka ulic, przyglądając się kolorowym wystawom i nucąc pod nosem melodię ulubionej piosenki. Na moment się zatrzymałam, oglądając trampki na wystawie sklepu obuwniczego. Nawet myślałam, by wejść i obejrzeć kilka par, kiedy ujrzałam coś dziwnego. W szybie wystawy zobaczyłam rozbłysk światła, jakby błysk flesza, albo raczej jego odbicie. Obejrzałam się szybko za siebie i zobaczyłam po drugiej stronie drogi czarny samochód z ciemnymi szybami. Z przedniej, opuszczonej do połowy szyby wystawał obiektyw aparatu, skierowanego w moją stronę, który co chwile błyskał. Czy ktoś właśnie robił mi zdjęcia? Po co? Skądś znam ten samochód. To chyba ten sam, który kiedyś stał pod moim blokiem. Czego ten facet ode mnie chciał? Muszę to wreszcie wyjaśnić! Skierowałam się w stronę samochodu i w tym samych momencie obiektyw zniknął, a szyba zasunęła się. Przyśpieszyłam więc i wtedy wpadłam na jakiegoś przechodnia. Straciłam równowagę i upadłam na ziemię, upuszczając telefon i klucze od mieszkania, które trzymałam w rękach.

- Powinnaś bardziej uważać!- usłyszałam gniewny męski głos, ale nie wiedziałam do kogo należy, bo zajęta byłam zbieraniem swoich rzeczy. Dobrze, że telefon był cały, bo nie stać mnie było na kupienie kolejnego.
- Przepraszam, zagapiłam się.- wymamrotałam, wstając z ziemi. Spojrzałam w stronę czarnego samochodu i aż mnie zamurowało, kiedy dostrzegłam że już go tam nie ma.
- Cholera! To niemożliwe!- zaklęłam, rozglądając się po ulicy. Kiedy zdążył odjechać? Straciłam go z oczu na ułamek sekundy! A może mam już halucynacje? Chyba naprawdę wariuję.
- Eee...Jessie to Ty?- zwrócił się do mnie potrącony przeze mnie mężczyzna. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam znajomą, lecz starszą twarz Marka, brata Sama.
- O matko! Mark, co Ty tutaj robisz?- spytałam zaskoczona przyglądając mu się. Ostatni raz widziałam go 3 lata temu, kiedy zdecydował się wyjechać z Los Angeles. Teraz wyglądał bardziej poważnie i nie przypominał Marka, którego znałam. A nigdy nie znałam go za dobrze. Miała na sobie drogi, idealnie dopasowany garnitur, czarną teczkę i bezprzewodową słuchawkę od telefonu w prawym uchu. Po kilkudniowym zaroście, który kiedyś nosił, nie było śladu, podobnie jak po flanelowych koszulach i luźnych spodniach. Dokładnie jak to określił Sam. Człowiek biznesu.
- Chyba raczej co Ty tutaj robisz? Nie powinnaś być w Los Angeles?- zapytał Mark.
- Mieszkam tutaj od jakiegoś miesiąca.- odparłam wzruszając ramionami. Jakoś nie miałam ochoty na zwierzenia. Wciąż byłam zdenerwowana.
- Cóż za niespodzianka.- Mark pokręcił z niedowierzaniem głową.- Sam jest z tobą?
- Powinieneś wiedzieć, że nie. Przecież dzwonił do Ciebie parę dni temu.- powiedziałam chłodno. Mark odrobinę się zmieszał.
- No tak, ale nie mogłem oddzwonić. Wiesz, sprawy służbowe...- odchrząknął, próbując się wytłumaczyć.
- Nie musisz nic mi wyjaśniać.- przerwałam mu szybko.
- To tak w razie jakbyś rozmawiała z Samem.- mruknął.
- Myślę, że sam powinieneś z nim porozmawiać.- powiedziałam lekceważąco, wciąż oglądając się za siebie niepewnie.
- To nie jest takie łatwe. W ogóle stosunki między nami nigdy nie były łatwe.- westchnął ciężko Mark. Widać było, że potrzebował kogoś komu mógłby się zwierzyć, ale ja nie byłam do tego odpowiednią osobą.
- Słuchaj Mark, może pogadamy kiedy indziej. Teraz muszę pędzić.- przerwałam mu szybko, rozglądając się ze strachem.
- Dobrze. Jakbyś kiedyś czegoś potrzebowała, zgłoś się do mnie.- rzekł chłodno. Skinęłam tylko głową i poszłam dalej przed siebie przyspieszając co chwilę.
Może zachowałam się bezdusznie, ale nie miałam ochoty na trudne rozmowy, a zwłaszcza z bratem mojego najlepszego przyjaciela, którego mało co znałam. Wątpiłam, że kiedykolwiek znowu go spotkam. Lecz nagle coś mi przyszło do głowy.

- Mark!- zawołałam głośno za odchodzącym. Ten odwrócił się i popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.
- O co chodzi?- zdziwił się.
- Właściwie to jest rzecz którą mógłbyś dla mnie zrobić.- powiedziałam bez ogródek.
- Zamieniam się w słuch.- odparł tonem, jakby był pewny, że chce pożyczyć pieniądze.
- Wiem, że na pewno masz tu dużo znajomości.- zaczęłam, a Mark kiwnął głową.- Może to zabrzmi dziwnie, ale chciałabym, żebyś znalazł dla mnie listę wszystkich domów dziecka w obrębie Nowego Jorku i w samym mieście. Szczególnie tych które działały już w 1991 roku. I nie skupiaj się na ogólnikach, zależy mi głównie na informacjach, które nie są udostępniane dla osób niepożądanych. Jeśli wiesz co mam na myśli...
- Dobra rozumiem o co chodzi. Nie będę pytał po co Ci to, bo pewnie i tak byś mi nie odpowiedziała.- Mark wyglądał na zaskoczonego.
- I jeszcze sprawdź co oznacza nazwa „Greendale”. Znajdź wszystko co się da.- poprosiłam go, chodź wiedziałam, że pewnie ma mnie za wariatkę.
- Jasne, nie ma problemu. Nie obiecuję, że to będzie na dzisiaj, ale zrobię co w mojej mocy. Podaj mi swój numer to zadzwonię do Ciebie kiedy już coś znajdę.- powiedział Mark, zapisując to sobie w telefonie, wraz z moim numerem, który mu podyktowałam.
- Wielkie dzięki.- powiedziałam uśmiechając się niepewnie.
- Nie ma za co. Teraz to ja muszę uciekać, mam konferencję. Trzymaj się Jessie.- to powiedziawszy odszedł szybkim krokiem. Przez chwilę patrzyłam jak się oddala, a po chwili poszłam w swoją stronę. Może to co zrobiłam było głupie, ale wiedziałam, że Mark będzie miał dostęp do poufnych informacji, co bardzo mi się przyda. Muszę w końcu dowiedzieć się czegoś o sobie, a fotografia odnaleziona przeze mnie dzisiaj, jest kluczem do całej zagadki. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś konkretnego.
Zaraz przypomniał mi się mój problem ze „znikającym BMW”. Ktoś mnie śledził, teraz już byłam co do tego pewna. Tylko czemu się jeszcze nie pokazał i czego mógł ode mnie chcieć? 
Szłam tak przed siebie rozmyślając o tym problemie, potykając się co chwilę, kiedy znienacka zaczął dzwonić mój telefon. Wyciągnęłam go i okazało się, że to był Vince.

- Hej Jessie! Dzwoniłaś tak? Wybacz, ale mieliśmy próbę.- powiedział Vince, przepraszającym tonem.
- No tak chciałam się spotkać.- mruknęłam, oglądając się za każdym czarnym samochodem przejeżdżającym w pobliżu.
- To świetnie!- ucieszył się chłopak.- Wpadaj, za jakieś 15 minut powinniśmy już być w domu. Chyba, że chcesz żebyśmy po Ciebie podjechali?
- Nie, nie trzeba, będę u was niebawem.- zapewniłam go przechodząc przez przejście dla pieszych. Nagle tuż przede mną z piskiem opon wyhamowała taksówka, a ja wpadłam na nią, opierając się o maskę rękami. Nie miałam pojęcia jak to się stało, przecież nic nie zauważyłam. Dopiero teraz dostrzegłam, że na przejściu dla pieszych świeci się czerwone światło.
- Jak chodzisz kretynko!- usłyszałam jak przez mgłę wrzaski taksówkarza. Bez słowa zeszłam na chodnik i wtedy w oddali zobaczyłam ten sam czarny samochód, który mnie wcześniej śledził. Nie...to niemożliwe. To się nie dzieję naprawdę. Przetarłam oczy, a gdy spojrzałam ponownie, samochód zniknął już za zakrętem.
- Jessie? Jessie, jesteś tam?- usłyszałam głos Vince'a w słuchawce.
- Tak, tak jestem.- odpowiedziałam szybko, przystawiając telefon do ucha.
- Coś się stało?- dopytywał się Vince.- Słyszałem jakieś dziwne dźwięki.
- Nie, nic się nie dzieję. Zaraz u was będę.- powiedziałam wymijająco i rozłączyłam się.
Wcisnęłam telefon w kieszenie jeansów, założyłam słuchawki do uszu i puściłam się biegiem w stronę mieszkania chłopaków. Mam już dość tych dziwnych sytuacji! Chce się odciąć od tego wszystkiego!


                                               




- Myślałem, że Kate przyjdzie z Tobą.- rzekł zdziwiony Vince, otwierając mi drzwi. Czy wyczuwam nutkę zawodu?
- Mi też miło Cię widzieć.- zakpiłam wchodząc do środka.- Niestety ja i Kate chwilowo się nie cierpimy.
- A to dlaczego?- zdziwił się Vince. Weszliśmy do kuchni. Rozejrzałam się niepewnie, ale gdy stwierdziłam, że Wally'ego tam nie ma, rozsiadłam się wygodnie na jednym z krzeseł przy stole kuchennym. Naprzeciwko mnie siedział Kyle, który skinął lekko głową na powitanie.
- Pokłóciłyśmy się o mój remont.- opowiedziałam im całe poranne zajście. Kyle i Vince popatrzyli na siebie porozumiewawczo, ale trwało to ułamek sekundy, także myślałam, że mi się przewidziało.
- No, no...niezłe z was bestyjki.- zaśmiał się Kyle.
- To nie jest śmieszne.- burknęłam niepocieszona.- Przez to być może nie będę miała gdzie spać dzisiejszej nocy.
- Możesz spać u nas.- powiedział z entuzjazmem Vince. Chodziło mu o „u nas” czy „u niego”?
- Taaa...Wally się ucieszy.- zadrwił Kyle, przewracając oczami.
- Nie gadajcie głupot, przecież nie będę wam robić kłopotu.- wytłumaczyłam się szybko.
- Przecież to żaden kłopot.- zaprotestował Vince.
- Domyślam się, ale nie skorzystam, wolę żyć. A tak właściwie to gdzie macie tego potwora?- spytałam. Kyle popatrzył na mnie podejrzliwie jeżąc brwi.
- Dobre pytanie. Ostatnio Wally znika na całe dnie i rzadko go widujemy.- Vince wzruszył ramionami.
- Wpada tylko na próby, a potem znowu przepada na kilka godzin.- dodał Kyle, dalej nie spuszczając ze mnie wzroku.
- A ja domyślam się o co może chodzić.- powiedziałam obojętnie. Kyle i Vince popatrzyli na mnie z zaciekawieniem.- Może po prostu się zakochał.
- Wally? Nigdy z życiu!- żachnął się Vince, a Kyle tylko odchrząknął znacząco.
- A jednak. Ostatnio spotkałyśmy go z Kate w kinie z jakąś blondyną.- rzekłam.
- To Ci niespodzianka! Nic nam nie powiedział!- powiedział Vince z lekkim oburzeniem.
- Nie zauważyłeś jeszcze, że Wally nigdy nie zwierza się nam ze swojego życia osobistego?- prychnął Kyle. Był dzisiaj wyjątkowo nie w humorze. A to przecież on zawsze wszystkich rozśmieszał i był najbardziej wyluzowany.
- Taki już jest i raczej się nie zmieni.- westchnął Vince. Przypomniało mi się, jak kiedyś opowiadał mi, że Wally ma za sobą burzliwą przeszłość. Niezwykle mnie ciekawiło o co chodzi. Czy to jest powodem tego, że jest jaki jest? A może po prostu taki się urodził? Mogłabym go o to spytać, ale pewnie przypłaciłabym to życiem.
- No dobra, nieważne. Bylebyśmy nie wchodzili sobie w drogę.- wzruszyłam ramionami.
- Tak, to dobry pomysł.- zawtórował mi Kyle, patrząc na mnie. O co mu chodzi? Gdyby nie było z nami Vince'a zapytałabym się go wprost co jest grane. Nastała cisza. Utkwiłam wzrok w blacie stołu, a Kyle bacznie mi się przyglądał, podczas gdy Vince obserwował naszą dwójkę, próbując zrozumieć o co chodzi.
- Czy...wszystko jest w porządku?- spytał drapiąc się po głowie.
- Pewnie.- powiedziałam z Kylem jednocześnie.
- Dobra, niech wam będzie.- chłopak wzruszył ramionami.- Chcecie mieć przede mną jakieś tajemnice to wasza sprawa.
- Ale my nie mamy...- zaczęłam, ale Vince mi przerwał.
- Daj spokój, nie ważne. Może zamiast siedzieć jak banda frajerów, obejrzymy jakiś film, napijemy się piwa?- zaproponował.
- Dobry pomysł.- rzekłam, przyglądając się Kyle'owi niepewnie. Lecz mim mych obaw, chłopak rozchmurzył się.
- Mamy tu gdzieś...- mruknął Vince, nurkując do lodówki.- To znaczy mieliśmy tu gdzieś sześciopak...
- Spoko, nie ma sprawy. Skoczę do sklepu.- zaoferowałam.
- Nie musisz, ja pójdę!- zerwał się z krzesła Kyle. O nie, tylko nie to! Niedoczekanie twoje chłopczyku! Wiem o co Ci chodzi!
- Może chodźmy wszyscy? W t r ó j k ę.- powiedziałam kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- A po co mamy marnować tyle czasu? Ja szybko zbiegnę do sklepu, a wy tu sobie na mnie poczekajcie. Wybierzecie film, pogadacie.- Kyle nie dawał za wygraną.
- Ale ja mam ochotę się przejść.- nie zgodziłam się.
- Czy wam dzisiaj wszystkim odbiło? Kyle zaczniesz się teraz kłócić z Jessie tak jak z Wallym?Mam już dość tych kłótni!- wybuchnął Vince. Popatrzyliśmy na niego zdziwieni. Ale on odwrócił się, zarzucając kurtkę na plecy, po czym wyszedł z domu.
- Mam nadzieję, że poszedł do tego sklepu.- zakpiłam. Kyle tylko pokręcił głową.- O co Ci chodzi?
- Musimy pogadać.- rzekł cicho Kyle. Aha...zaczyna się.
- No ja myślę, bo ostatnio wydaje mi się, że coś do mnie masz.- rzekłam bez ogródek.
- Chodzi o Vince'a i Wally'ego.- wyrzucił z siebie Kyle.
- Co Ty nie powiesz.- mruknęłam przewracając oczami. Kyle popatrzył na mnie zdziwiony.
- Wiesz, że Vince'owi na Tobie zależy...- zaczął Kyle, a ja próbowałam coś powiedzieć, lecz mi nie pozwolił:- Poczekaj, daj mi dokończyć, to ważne. Powiedz mi co o nim myślisz.
- Eee...jak to co myślę...jest świetnym kumplem.- powiedziałam niepewnie.
- I nic więcej?- dopytywał się.
- Niby co?
- Nie myślałaś o tym, by coś poważniejszego z tego wyszło?- O nie...to brzmi jak pytanie, które zadała mi Kate odnośnie Sama. Czyżby deja vu??
- Nie wiem...czasem Vince dawał mi różne aluzje, ale nigdy nic nie powiedział wprost.- zastanawiałam się.- Wiesz, może jak go lepiej poznam to zobaczymy co będzie. Znamy się przecież tak krótko.
- Niby tak...ale wiesz, Vince jest moim najlepszym kumplem i nie chce żeby cierpiał. Zależy mu na Tobie, dlatego muszę Cię o coś prosić.- Kyle przechodził do sedna sprawy.
- O co?- westchnęłam zrezygnowana.
- Nie rób mu tego.- rzekł Kyle.
- Ale czego? Jeszcze nic nie powiedziałeś.- zdziwiłam się.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi Jessie.- dodał.
- Nie, nie wiem. Wyobraź sobie że nie siedzę Ci w głowie.- niecierpliwiłam się.
- Cokolwiek Ty i Wally kombinujecie...
- Zaraz, zaraz, a co Wally ma z tym wspólnego?- przerwałam mu ostro.
- ...to przerwijcie to.- dokończył z naciskiem Kyle.- Dla dobra Vince'a. Nawet jeśli masz zamiar go spławić, to przynajmniej nie dobieraj się do jego kumpla.
- Czy Ty się dobrze czujesz? Nie zauważyłeś jeszcze, że ja i Wally się nie cierpimy?- powiedziałam ze złością.
- Daj spokój...przecież wiem, że coś się dzieje między wami.- chłopak pokręcił głową.
- Nic się nie dzieje!- broniłam się, ale Kyle tylko uniósł brwi.- On sprawia, że czuję się jak kompletna kretynka. Gdy go nie spotykam, od razu lepiej się czuję. Więc z łaski swej, przestań mi wciskać taki kit.
- To co to było po imprezie? Czemu się awanturowaliście? Dobierał się do Ciebie?- spytał poważnym tonem.
- Że co? Nic takiego nie pamiętam! Poza tym Wally nie zrobiłby czegoś takiego.- powiedziałam zaskoczona.- Sam powiedział, że nigdy by mnie nie tknął nawet patykiem.
- On tylko tak gada. Przyjmuje taktykę obronną.- Kyle machnął ręką.
- Jakoś w to nie wierzę. Według mnie tak po prostu jest, nie lubi mnie i koniec! I vice versa!- prychnęłam.
- Myślę, że to Ty się mylisz.- Kyle nie dawał za wygraną.
- Mów sobie co chcesz.- wzruszyłam ramionami.-Poza tym przecież widziałam Wally'ego na randce, więc niemożliwe jest to, że mu się podobam.
- Może chciał, żebyś była zazdrosna...- zastanawiał się dalej Kyle.
- Błagam Cię, przestań wreszcie o nim gadać!- wkurzyłam się.
- No dobra, już dobra, nie złość się.- Kyle próbował uratować sytuację.- Zapomnij , że coś mówiłem.
- Masz szczęście.- odetchnęłam z ulgą.
- Co nie znaczy, że nie będę was obserwował. Ciebie i Wally'ego.- dodał po chwili.
- Co do...- zaczęłam, ale w tym momencie usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi i do kuchni wszedł Vince.
- Ludzie, jest problem. Monopolowy jest zamknięty, a nie chciało mi się iść nigdzie dalej. Może po prostu skoczymy do Star i tam posiedzimy przez jakiś czas?- zaproponował zdyszany chłopak. Przyjrzałam mu się. Niby było mu do twarzy w tych jasnych kosmykach opadających mu na czoło i roześmianych, serdecznych oczach...ale nie. Nie ma żadnych motyli, żadnych fajerwerków. I wątpię, by miałoby się to zmienić.
- Dobra, jak dla mnie może być.- odparłam wstając z miejsca, a Kyle zgodził się ze mną.
- Ok, to chodźmy.- Vince wyszedł na klatkę schodową, a my wraz z nim.

Ok 18 weszliśmy do Star, gdzie jak na tak wczesną dla tego miejsca godzinę, było dość tłoczno. Zajęliśmy stolik z samego boku i chwilę przyglądaliśmy się, jak muzycy rozkładają instrumenty na scenie.

- Ciekawe kto dziś będzie grać.- zastanawiał się Kyle.
- Pewnie nikt znany jak zwykle.- mruknął Vince. Zaczęłam się zastanawiać czy Kate dziś pracuje. I jak na moją komendę pojawiła się za barem.
- Chłopaki, to może pójdę coś zamówić?- zagadnęłam nie spuszczając przyjaciółki z oczu.
- Jasne, dla nas po piwie. Na razie.- zaśmiał się Vince.
- Ok, zaraz wracam.- uśmiechnęłam się do niego po czym wstałam od stołu i zaczęłam się przeciskać do lady między stolikami. Podeszłam do baru, a stamtąd od razu zauważył mnie Harry i zaczął do mnie machać.
- Hej Jessie!- przywitał się.
- Czołem mistrzu!- uśmiechnęłam się na jego widok. Stojąca nieopodal Kate najeżyła lekko brwi.
- Co podać?- spytał Harry.
- 3 piwa, w tym jedno z sokiem.- rzekłam opierając się łokciem o ladę.- Jak leci? Co u Marthy?
- A jakoś leci. Jutro wybieramy się na barbecue do jej rodziców...to będzie ciężki dzień.- westchnął Harry, nalewając piwo do kufli.
- Będzie aż tak źle?- skrzywiłam się.
- Może przesadzam, ale jej ojciec nie bardzo mnie lubi. I pomyśleć, że po 20 latach małżeństwa powinien przywyknąć do swojego zięcia.- powiedział Harry.
- No cóż, widocznie jest trudnym człowiekiem.- zakpiłam.
- Nie da się ukryć.- rzekł Harry z uśmiechem.- Proszę oto Twoje piwa. Na koszt firmy.
- Dzięki.- ucieszyłam się odchodząc od baru.
- I co, Kate nawet się do Ciebie nie odezwała?- zagadnął mnie Vince, gdy doi nich wróciłam.
- Aż tak to widać?- spytałam kładąc kufle na stole.
- Trochę rzuca się w oczy.- zaśmiał się chłopak, biorąc łyk piwa.
- Przejdzie jej.- skwitowałam to krótko. Zespół na scenie właśnie zaczął występować.
- To nastąpi nawet szybciej niż myślisz.- dodał Kyle, wystukując palcami rytm piosenki na blacie stołu.
- Skąd możesz to wiedzieć?- zdziwiłam się.
- Bo właśnie tutaj idzie.- odpowiedział Kyle, chowając się za kuflem. Odwróciłam się i dostrzegłam zbliżającą się postać i zaciętym wyrazem twarzy.
- Napiera na nas jak Titanic na górę lodową.- rzekł Vince, na co obaj parsknęli śmiechem.- O przepraszam, raczej na Ciebie Jess.
- Dzięki za wsparcie.- odrzekłam kwaśno, śledząc zbliżającą się przyjaciółkę. Kate stanęła przed naszym stolikiem i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Dalej czekam na przeprosiny.- odparła dumnie.
- Ja mam Ciebie przeprosić? Niby za co!- wybuchnęłam.
- Za to, że muszę mieszkać pod jednym dachem z takim osłem!- zakpiła Kate. Uśmiechnęłam się.
- Bardzo zabawne.- prychnęłam.
- Te baby.- westchnął Vince.
- Coś Ci nie pasuje?- zwróciła się do niego Kate.
- Robicie z igły widły.- odpowiedział za niego Kyle.
- No proszę proszę, jacy wy mądrzy jesteście. Posuń to stare dupsko.- rzekła do mnie Kate, siadając na połowie mojego taboretu.
- Czy Ty przypadkiem nie powinnaś pracować?- przypomniałam jej, próbując nie spaść z taboretu.
- Mam teraz małą przerwę.- zachichotała Kate, patrząc na scenę.- Spójrz Jessie, wokalista jest całkiem całkiem.
- O nie, Ty znowu swoje?- zaśmiałam się, a Vince i Kyle mieli miny jakby się głęboko zastanawiali nad popełnieniem samobójstwa.- Tylko nie wpakuj się znowu w jakiś chory związek, bo ja Cię potem nie będę ratować.
- Bez obaw, wiem co robię.- zapewniła mnie po raz setny Kate, przyglądając się wokaliście zespołu. Nie miałam pojęcia na czym polegał jej gust, ale tym razem naprawdę przeszła samą siebie. Koleś miał na sobie stare wytarte dżinsy, wygnieciony, czarny podkoszulek, a buty wyglądały jakby były o kilka numerów za duże. Zupełnie jak klaun. Na jego rękach widniały tatuaże, ale nawet to nie odwracało uwagi od jego fryzury. Jasne,krótkie kosmyki sterczały we wszystkie strony, niedbale posklejane żelem do włosów. Gapiłam się tak na niego przez dobre 5 minut i doszłam do wniosku, że Kate chyba zeszła na psy. Albo to miejsce tak na nią wpływa. Zauważyłam, że Kate także się mu przygląda, ale robiła to z zachwytem. Nie mogłam w to uwierzyć, byłam pewna, że żartuje sobie ze mnie.
- Chyba żartujesz.- powiedziałam.
- Niby czemu, całkiem słodki.- rzekła rozanielona dziewczyna.
- Kate, masz może drugi kufel?- spytał Kyle.
- Mogę przynieść, a co?- odpowiedziała Kate.
- Muszę do czegoś zwymiotować.- zadrwił Kyle, na co z Vincem zanieśli się śmiechem.
- Tak to jest, gdy wychodzi się z kobietami w miejsca publiczne.- zawtórował mu Vince.
- Jak Ty z nimi wytrzymujesz?- zdziwiła się Kate.
- Mam anielską cierpliwość.- zapewniłam ją.
- Ja bym raczej powiedział, że diabelską, ale nie będę się sprzeczał.- zaśmiał się Vince, za co dostał ode mnie sójkę w bok.
- A co się takiego stało, że Wally się do was nie przyznaje? Tragedia w rodzinie czy po prostu Jessie?- zagadnęła Kate kpiąco, a ja zmroziłam ją wzrokiem.
- Nie wiemy, nie widzieliśmy go od rana.- rzekł Vince.- Nie mówi nam gdzie się włóczy.
- Co Ty gadasz, przecież siedzi w Star już od godziny!- zaśmiała się Kate.
- Jak to?- Vince i Kyle zaczęli wyciągać szyję, by go zobaczyć.
- No tam siedzi, z drugiej strony sali!- zniecierpliwiła się Kate, kiwając głową w stronę gdzie siedział. Faktycznie, nieopodal pod ścianą siedział Wally i zażarcie dyskutował z dwójką facetów, na oko starszych od niego.
- A to kretyn, nic nam nie powiedział!- zezłościł się Vince.
- Olejmy go, widocznie ma lepszych znajomych.- prychnął Kyle, sztyletując go wzrokiem, lecz Wally niczego nie zauważył.
- Przestańcie wreszcie jęczeć mięczaki!- warknęła Kate.- Nie słyszę jak mój obiekt westchnień śpiewa!
- To ktoś śpiewa?- Vince nastawił ucha.- Myślałem, że to jakaś rura pękła.
- Haha, ale śmieszne.- warknęła Kate, patrząc jak chłopaki duszą się ze śmiechu.- Jakby tu do niego zagadać...jakieś pomysły Jessie?
- Że co? Od kiedy potrzebujesz mojej rady w sprawie podrywu?- zdziwiłam się.
- No fakt, nie jesteś w tym najlepsza.- zadrwiła Kate.
- Dzięki.- fuknęłam.- Nie chcę nic mówić, ale jak będziesz tak siedzieć i wlepiać w niego gały to nic nie wyniknie z waszego love story.
- A skąd ta pewność.- powiedziała słodko Kate, uśmiechając się promiennie.
- Bo ja wszystko wiem.- odparłam z godnością. Ale opadła mi szczęka, gdy po występie, obiekt jej westchnień uśmiechnął się do niej i podszedł do naszego stolika.
- Witajcie. Bywam tu bardzo często, ale was widzę po raz pierwszy.- przywitał się z nami, patrząc Kate. Oczywiście zignorował Vince'a i Kyle'a, którzy siedzieli teraz z kwaśnymi minami.
- Tak, bo jesteśmy tu od niedawna.- zaszczebiotała Kate, mrugając zalotnie rzęsami.
- To w takim razie mam szczęście, że was spotkałem.- odparł koleś.- Jestem Carl. A wy?
- Kate. A to Jessie.- przedstawiła nas podekscytowana Kate.
- A to Vince i Kyle.- dodałam, lecz Carl zdawał się nie tego nie słuchać.
- Miło mi was poznać.- Carl puścił do Kate oczko. Po chwili dodał z dumą.- I jak wam się podobał występ?
- Świetny!- powiedziała Kate.
- Jesteś bardzo utalentowany!- zaświergotała Kate, co tylko ucieszyło Carla.
- No może być. Chodź na waszym miejscu zrezygnowałbym z trzeciej gitary elektrycznej i wymienił ja na gitarę basową. Lepsze brzmienie.- rzekł chłodno Vince.
- Wybacz młody, ale chyba nie bardzo się na tym znasz.- rzekł Carl wyniośle.
- Vince i Kyle też mają zespół. I to bardzo dobry.- rzekłam pewna siebie, chodź po chwili zrobiło mi się trochę głupio, bo słyszałam ich tylko raz i to krótko.
- Naprawdę?- rzekł Carl znudzonym głosem.- A gdzie występujecie?
- Tu i tam.- mruknął Kyle wymijająco.
- Jak was kiedyś posłucham to wtedy pogadamy, ale póki co nie mamy o czym gadać.- powiedział Carl.
- Na czym grasz?- dopytywała się Kate.
- Tylko na gitarze. No w końcu jestem wokalistą.- wyprostował się dumnie.
- I to jakim!- podziwiała go Kate. Myślę, że całkiem straciła rozum.
- Tylko? No to marnie.- zakpił Kyle. Carl go zignorował.
- Jessie gra na gitarze i perkusji.- pochwalił się za mnie Vince. Po co on to powiedział?!
- Doprawdy? Może kiedyś Ciebie tu posłuchamy.- zainteresował się Carl.
- Niekoniecznie.- rzekłam sucho.
- Czemu? Trochę wiary w siebie.- zachęcał Carl.
- Jakoś mnie to nie kręci.- mruknęłam.
- Mam nadzieję, że jeszcze Cię tu zobaczymy!- odezwała się Kate do Carla, której widocznie nie spodobało się to, że nie skupiamy na niej uwagi. Cała ona.
- Ooo...widzę, że mam kolejną fankę!- ucieszył się Carl.- To może dasz się gdzieś dzisiaj zaprosić?
- Naprawdę?- Kate nie mogła uwierzyć w swoje "szczęście". Ja bym tego tak nie nazwała.
- No pewnie. Mam nadzieję, że jesteś głodna?- spytał Carl.
- I to jak!- zapewniła Kate, a ja zastanawiałam się czy na pewno mówi o kolacji.
- Przyłączysz się do nas?- zwrócił się do mnie Carl, nawet nie patrząc na chłopaków. Zdenerwowało mnie to. Ciekawe po co? Chce mieć 2 głupie do kolekcji? O nie, jedna mu w zupełności wystarczy.
- Nie dzięki, wolę zostać z kumplami.- odparłam wyniośle, naśladując jego ton głosu. Kyle i Vince parsknęli śmiechem.
- Ok, to może innym razem.- powiedział Carl, ponownie zwracając się do Kate: - To co, za pięć minut wychodzimy?
- O tak!- ucieszyła się Kate.
- To świetnie, do zobaczenia.- Carl wybrał się na zaplecze. Poczekałam jeszcze chwilę, a potem wybuchnęłam:
- Czy Tobie kompletnie odbiło?! To jest jakiś żałosny kretyn! Udaje wielkiego muzyka a tak naprawdę ledwo coś potrafi! Uważaj na niego, to podejrzany typ. Nie daj mu się zbajerować!
- Jest cudowny prawda?- rozmarzyła się Kate, która widocznie wcale mnie nie słuchała.
- Że co?- nie wierzyłam własnym uszom.- Nie, wcale taki nie jest!
- Kompletny idiota...jesteśmy od niego o niebo lepsi, a to taki żałosny bubek tu występuje!- Kyle i Vince dyskutowali ze złością.
- Nie rozumiem o co wam chodzi...jesteście uprzedzeni.- powiedziała Kate, poprawiając włosy.- Dobrze wyglądam?
- Wyglądasz cudownie jak zawsze.- odparłam patrząc na jej postrzępione krótkie włosy.- Ale uważaj na siebie
- Spoko, dam sobie radę!- zaśmiała się Kate.- Mówisz jak moja matka.
- Ktoś musi o Ciebie dbać. W końcu to ja wciągnęłam Cię w to całe szaleństwo.- przypomniałam jej.
- I będę Ci za to wdzięczna do końca życia!- powiedział wstając od stołu, bo Carl już na nią czekał.- Trzymaj za mnie kciuki!
- Będę trzymała kciuki żeby nic z tego nie wyszło.- powiedziałam krzywiąc się.
- Bardzo zabawne! Cieszę się, że jak zawsze mnie wspierasz!- zaśmiała się Kate, biegnąc do Carla.
Chwilę jeszcze patrzyłam jak odchodzą. Ta to ma nie równo pod sufitem. Takie flirty z nowo poznanymi kolesiami to chyba jej żywioł.

- Wariatka.- westchnął Kyle, patrząc jak wychodzą.
- Po powrocie musisz zrobić jej pranie mózgu.- podsunął mi Vince.
- A wy Wally'emu.- odgryzłam mu się.
- Lepiej uważaj na swoją przyjaciółkę. Umówiła się z największym podrywaczem z tej dzielnicy.- aż podskoczyłam, gdy nagle Harry zjawił się obok nas, sprzątając stoliki.
- No to mnie nie pocieszyłeś...- jęknęłam.- Ona zawsze musi się w coś złego wpakować.
- Nie wiem, może się zmienił...- rzekł Harry, ale chyba sam nie wierzył w to co mówi.- Ale lepiej miej ich na oku.
- Dzięki za ostrzeżenie.- powiedziałam.
Posiedzieliśmy jeszcze przez niecałe 2 godziny napawając się urokiem tego miejsca i muzyką. Vince i Kyle dopijali właśnie 3 piwo, a ja dalej męczyłam się z połową drugiego.

- No Jess, coś słabo Ci idzie.- zakpił Kyle.
- Spokojnie sprinterzy, mi się nigdzie nie spieszy.- odparłam dumnie.
- Tylko uważaj, bo zaraz będą zamykać.- zaśmiał się Vince.
- Och, przestańcie, przecież jest dopiero dziesiąta!- warknęła na nich, ale Ci dalej chichotali.- Zaraz wracam, idę to toalety.
- Tylko się nie zgub.- ostrzegł mnie Kyle śmiejąc się. Pokazałam mu język i wstałam od stołu.
Kiedy wyszłam z toalety, coś rzuciło mi się w oczy. A mianowicie był to facet siedzący 2 stoliki dalej. Nie wiem czemu ,ale wydawało mi się, że go znam. Gdy tylko mu się przyjrzałam i zauważyłam czarne włosy opadające na czoło, ciemne oczy i groźne spojrzenie wiedziałam, że znowu jestem w niebezpieczeństwie. Rozejrzałam się za chłopakami, lecz znajdowałam się na zapleczu, gdzie nie było dużo ludzi i nie byłam widoczna. Zerknęłam znowu na mężczyznę, próbując nie okazać zdenerwowania, ale gdy nieznajomy wstał od stołu i podążył w moim kierunku, serce omal nie wypadło mi z piersi. Zaczerpnęłam głośno powietrza i przymknęłam powieki, czekając na atak.

 

 

 


 

 

 


Głosuj (1)

jessie1 11:13:47 28/07/2011 [Powrót] Pozostaw po sobie ślad





Nawet tam gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek...



|| Szablon wykonała Jessie tylko i wyłącznie dla Nawet tam, gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek... ||

Historia Jessie Willys

Pojawiło się 10077 dusz...


Jestem wodą...do której raz włożywszy dłoń, nigdy nie zdołasz jej zapomnieć...


Avatar


Balansując na krawędzi życia, mamy 3 możliwości dalszej drogi: możemy się cofnąć, stać w miejscu lub skoczyć w przepaść. Mając całe życie w swoich rękach, którą drogę mam wybrać?


Dodaj do Ulubionych Duszyczek


Księga zbłąkanych dusz:

Przeglądaj Księgę
Zostaw po sobie ślad w Księdze


To już było:

2012
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec



Moje ulubione duszyczki:

sharley.blog4u.pl
the-hills.blog4u.pl
inanotherlife.blog4u.pl
dracantra-dragon.blogasek.pl
odnalazlem-samego-siebie.blog4u.pl
dzieci-mafii.blog4u.pl
wieksze-dobro.blog4u.pl
hogwart-harry-ron-hermiona.blog4u.pl
eternity.blog4u.pl
demony-duszy.blog4u.pl
crying-star.blog4u.pl
odmiency-others.wjo.pl
cullens-diary.wjo.pl
pamietniklily.blog4u.pl
bloody-landscapes.blog4u.pl
rozpieszczona-ksiezniczka.blog4u.pl
non-celibacy-century.blog4u.pl
shadow-poison.blog4u.pl
milosc-i-poswiecenie.blog4u.pl
rozowydlugopis.blog4u.pl
monisiaaa.blog4u.pl
zniesmaczona.wjo.pl
hermiona-draco-story.blog4u.pl
the-fallen-angel.blog4u.pl
not-givin-up.blog4u.pl
o-tym-i-owym.blog4u.pl
lenasthinking.blog4u.pl
iwillfindyou.blog4u.pl
scarlet-moon.blog4u.pl
moj.dziennik.blog4u.pl
the-truth.blog4u.pl
.
lacrimosa.blog4u.pl
obrazy-slowem-malowane.blog4u.pl
try-to-love-me.wjo.pl
felieton.blog4u.pl



A to lubię:

Autorka
Don't try to fix me' I'm not broken...
Moje ;)
Obrazy słowem malowane
Opowiadania
http://juneau.mylog.pl
http://naughty.mylog.pl
http://morbid.mylog.pl
Szablony
Szablony Scarlett
mks.yzoja
Cioccolato szablony
Thecoracje - szablony
Al for you
Szablony.blogowicz
Potterowskie