Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
10. Lęk


10. Lęk

- Kate proszę...pozwól mi wyjaśnić...- zaczęłam, ale ona tylko prychnęła głośno.
- No rozśmieszaj mnie!- fuknęła, patrząc na mnie ze złością. Stojący obok niej przystojniak przyglądał się nam zdziwiony. Powoli podniosłam się z podłogi.
- Czy...mogłybyśmy ewentualnie...porozmawiać na osobności?- spytałam niepewnie, dając jej delikatnie do zrozumienia, że tego typu rozmów nie przeprowadza się w obecności półnagich, obcych mężczyzn.
- Ależ my nie mamy o czym gadać!- Kate nie dawała za wygraną. Odwróciła się ode mnie i zniknęła w swoim pokoju razem z nieznanym mi blondynem.
No to pięknie! Tylko tego mi jeszcze do szczęścia brakowało, aby moja najlepsza przyjaciółka znienawidziła mnie za taką głupotę. Choć nie powinnam się dziwić. Poniekąd spodziewałam się tego. Rano spróbuje ją udobruchać jakimś pysznym śniadaniem.
Podeszłam do ekspresu i zrobiłam sobie kawę. W międzyczasie odebrałam wiadomość od Vincenta: „I jak tam? Mocno Ci się oberwało?Daj znać czy żyjesz. Vince.”. Uśmiechnęłam się lekko i powiadomiłam go, że jakimś cudem przeżyłam atak rozwścieczonej Kate. Zastanawiam się czy kiedykolwiek mi wybaczy... Z gorącym napojem w ręku poczłapałam do mojego pokoju.
Właściwie to wszystko wyglądało tu tak jak przed moim „zaginięciem”. Tu i ówdzie porozrzucane były elementy mojej garderoby, łóżko było niepościelone, walały się na nim moje ubrania, otwarty laptop i torebka po popcornie, a moje szafa była otwarta, ukazując skrywający się w niej bałagan. Zabawne. Mieszkamy tu od dwóch tygodni, a mój pokój wygląda jak po przejściu trąby powietrznej. Uosabia on to co się dzieje w moim umyśle. Chaos.
Usiadłam na brzegu łóżka i zamyśliłam się. Dzisiejszy dzień był zakręcony. Nie wszystko potoczyło się dobrze, ale poznałam za to ciekawych ludzi. Oprócz Wally'ego oczywiście, który był dla mnie okropny. I vice versa.
Przez te kilka godzin mogłam oderwać się od ponurych myśli. Przy chłopakach czułam się jak dawniej, przy nich odnajdywałam spokój. A teraz znowu czuję się pusta w środku.
Włączyłam muzykę, bardzo cicho, by jeszcze bardziej nie rozgniewać Kate. Wsłuchiwałam się,w moje ulubione melodie, które tak bardzo kochałam, a z drugiej strony nienawidziłam, gdyż kojarzyły mi się z Samem. Wpadłam w zastawioną przez siebie pułapkę. Mimo iż bronię się dniami i nocami, w końcu ulegam i wracam wspomnieniami do czasów, gdy nie liczyło się nic innego niż nasza przyjaźń. Jestem za słaba, by się dalej bronić.
Nie rozumiem tego. Siedzę tutaj z kubkiem gorącej kawy, przy ulubionej muzyce, w ciepłym pokoju i uświadamiam sobie, że czegoś mi brakuje. Może to i próżne, ale brakuje mi Sama.
Zmęczona padłam na łóżko, myśląc o własnej głupocie. Jedną ręką sięgnęłam po laptop, który włączyłam. Nie miałam ochoty na serfowanie po sieci, ale nie miałam nic innego do roboty o tej godzinie, a nie chciało mi się jeszcze spać. Postanowiłam sprawdzić skrzynkę, choć wiedziałam, że nie znajdę w niej niczego godnego uwagi. Spotkało mnie jednak zaskoczenie. Było tu wiele maili od znajomych ze studiów, którzy wypytywali czemu nie chodzę na zajęcia, czy przyjdę na jakąś imprezę i tym podobne głupoty. Pisał też mój skretyniały przyrodni brat Jason, pytając co znowu odwalam, a nawet mama. Napisała do mnie maila? Choć nie trudno się dziwić. Helen na początku dzwoniła do mnie po kilka razy dziennie, a że nie odbierałam, w końcu telefony ucichły. Ale żeby do mnie pisać? Zawahałam się. Bałam się tego co zawiera ta wiadomość. W końcu skasowałam ją, co przyszło mi z trudem. Z jednej strony byłam ciekawa co w niej było, a z drugiej strony było mi to obojętne. Pewnie prosi żebym wróciła. Nie miałam takiego zamiaru, dlatego odrzuciłam od siebie myśli o rodzicach i dalej przeglądałam stare maile. Między innymi od Sama. Ostatnia wiadomość od niego był sprzed tygodnia. Potem już w ogóle się nie odzywał, ani nie pisał. Domyślałam się, że to przez Odrey. Ale to nie jedyny powód, czułam że Sam mnie unika i coś ukrywa. Kate zresztą też, bo ostatnio często rozmawiali przez telefon za moimi plecami. Odrzuciłam laptop ze złością, odwracając się na drugi bok. Muszę coś ze sobą zrobić, nie mogę tak ciągle siedzieć w domu, sprzątać i serwować Kate obiadki. Muszę znaleźć prace! A zebrane pieniądze przeznaczę na nowy samochód. No może nie całkiem nowy, bo na taki w życiu nie będzie mnie stać. Wystarczy mi coś starego, używanego, czyli to co najbardziej lubię.
Nagle zza drzwi usłyszałam chichotanie Kate i jej blondaska. Przewróciłam oczami i zakryłam sobie twarz poduszką. Nie miałam zamiaru wysłuchiwać tego jak baraszkują w najlepsze, dlatego dla lepszego efektu założyłam sobie słuchawki na uszy. Gdy usłyszałam pierwsze nuty ulubionej piosenki, od razu poczułam się lepiej. Czy jej kiedykolwiek znudzą się ci wszyscy faceci? Ja nie potrafię znaleźć tego właściwego i dopóki nie jestem w 100% pewna, że mi się któryś podoba nie wkraczam w nowy związek. Tak było przecież z Bradem. Był miły, przystojny i w ogóle, ale nic do niego czułam. Z kilkoma innymi też był ten sam problem. Czasami mam wrażenie, że ciąży na mnie jakaś blokada, która nie pozwala mi się normalnie zakochać. Tylko jak się jej pozbyć?
Moja przyjaciółka widocznie nie ma takich problemów. Musi wszystkich wypróbować zanim na któregoś się zdecyduje. Cała Kate.
Ziewnęłam układając się na brzuchu i przymknęłam oczy, dalej rozmyślając. Właśnie słuchałam, którą razem z Samem lubiliśmy słuchać, podczas pracy w warsztacie. Czuję się jakby to było wczoraj. Było wczesne popołudnie. Regulowałam wtedy ciśnienie w jednym z silników, a Sam grzebał w jakimś starym gruchocie w poszukiwaniu części, które jeszcze by się do czegoś przydały. Pogwizdywał przy tym wesoło, przez co udzielał mi się jego dobry humor. Gdy skończyłam, wstałam przyglądając się silnikowi i odezwałam się do przyjaciela:
- Myślę, że zasłużyliśmy na małą przerwę.
- Popieram!- usłyszałam jego głos zza otwartej maski samochodu. Uśmiechnęłam się i podeszłam do małej lodówki, z której wyciągnęłam dwa piwa. Były przyjemnie zimne. Otworzyłam je po czym usiadłam na kanapie popijając jedno z nich. Po chwili dołączył do mnie Sam, który miał pół twarzy ubrudzonej od smaru. Uwielbiałam, gdy tak wyglądał. Zachichotałam, dając mu sójkę w bok. Odpowiedział mi tym samym, po czym oparł się o mnie lekko, wsłuchując się w muzykę.
- To się nazywa życie.- westchnął, przymykając oczy.
- Co? Grzebanie w silnikach cały dzień, w brudnych przepoconych ubraniach i popijanie zimnego, taniego piwa?- spytałam unosząc brwi.
- Właśnie.- mruknął uśmiechając się błogo. Odwzajemniłam uśmiech.
- Mogłoby tak być przez cały czas.- dodałam biorąc łyk piwa.
- A czemu by nie? Rzućmy studia i to wszystko i ucieknijmy stąd na koniec świata!- zaśmiał się.
- Świetny pomysł! Już zaczynam się pakować.- zakpiłam pukając go w czoło.
- No ale powiedz sama, czy to nie byłoby życie jak z bajki? Nikt nie mówi Ci co masz robić, żadnych obowiązków, żadnych planów.- rozmarzył się Sam.
- Taaa...po prostu sex, drags and rock'n'roll!- zaśmiałam się.
- Mówię poważnie.- odwrócił się i popatrzył na mnie z miną wariata.
- Odbiło Ci?- zakpiłam odsuwając się od niego.
- Oj tam, od razu odbiło.- naburmuszył się jak małe dziecko.- No Jessie, nie bądź taka!
- Przestań się wygłupiać! Poza tym starzy na pewno mnie nie puszczą.- starałam się ostudzić jego zapał, ale niezbyt mi się udało.
- A tam...rodzice...Właśnie na tym to polega, żeby nic nie wiedzieli.- rzekł machając lekceważąco ręką.- Taki dreszczyk emocji.
- Będziesz miał dreszczyk emocji, jak się dowiedzą i będą chcieli Cię zamordować.- grożąc mu palcem, udając jego matkę.
- Psujesz całą zabawę.- marudził Sam.- Wiesz jakby było fajnie...
- Tak, wiem. Ale póki co, musimy się wstrzymać. Może w wakacje gdzieś wyskoczymy.- próbowałam go udobruchać.
- Do wakacji jeszcze 2 miesiące...ale dobra. Niech Ci będzie.- powiedział z uśmiechem Sam.
- Maruda.- powiedziałam czochrając go po głowie, robiąc na miej jeszcze większy bałagan.
- Ale taka kochana maruda.- Sam wyszczerzył do mnie zęby.- To co, kończymy na dzisiaj?
- Twój tata nie będzie się rzucał?- spytałam niepewnie.
- Jakoś go tam udobrucham. Chodź pójdziemy na plażę.- powiedział zrywając się z miejsca. Przebraliśmy się, dopiliśmy nasze piwa i skierowaliśmy się do wyjścia.
- Ale pamiętaj Jessie, nie dam Ci spokoju z tym wypadem.- ostrzegł mnie Sam.
- Tego się właśnie spodziewałam.- zachichotałam.- Nie myśl, że nie kusi mnie ta ucieczka na koniec świata z Tobą.
- To co, obiecujesz, że ją kiedyś zrealizujemy?- spytał Sam z nadzieją.
- No dobra, obiecuję.- przyrzekłam., wsiadając do jego samochodu. Wyjechaliśmy z podjazdu i pojechaliśmy na plażę. Po drodze oczywiście śmialiśmy się i dowcipkowaliśmy.
Nagle zrobiło się całkiem ciemno. Wyjrzałam przez okno, ale nic przez nie nie widziałam. Jechaliśmy prostą drogą, przez jakieś pustkowie. Strasznie pędziliśmy, na liczniku dostrzegłam 120 km/h.
- Kochanie, proszę Cię zwolnij.- szepnęłam do mężczyzny siedzącego za kierownicą. Ten zrobił to o co prosiłam.
- Nie przesadzaj, droga jest pusta.- powiedział głośno.
- Ciszej! Obudzisz ją.- zganiłam go, przytulając dziecko, które trzymałam na kolanach.
- Co Ty robisz, wsadź ją do fotelika, to niebezpieczne.- fuknął na mnie. Westchnęłam ciężko, ale odwróciłam się i wsadzałam moją małą córeczkę do fotelika, który znajdował się na tylnym siedzeniu, pomiędzy dwoma małymi chłopcami. Jeden z nich, który miał ok. 3 lata drzemał sobie w najlepsze w takim samym foteliku, a drugi, najstarszy z całej gromadki, siedmiolatek wiercił się niespokojnie na siedzeniu.
- Mamo, kiedy będziemy na miejscu?- dopytywał się, wpatrując się we mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami.
- Już za niedługo skarbie.- powiedziałam gładząc go pieszczotliwie po głowie.
- Jestem głodny.- jęknął chłopiec.
- Jak już będziemy w domu, zrobię Ci kanapki z masłem orzechowym i dżemem. To Twoje ulubione.- zapewniłam go z uśmiechem. Mój syn odwzajemnił uśmiech i zaczął bawić się małym, czerwonym modelem wozu strażackiego. Odwróciłam się do męża i zapytałam:
- Jesteś zmęczony? Może mam Cię zmienić?
- Nie, dziękuje. Dam radę.- rzekł uparcie.
- Czemu tak pędzimy? Stało się coś?- zapytałam go. Odwrócił się i spojrzał na  mnie zdziwiony.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. Wszystko jest w porządku.- odpowiedział, nie patrząc mi w oczy. Kłamał jak z nut. Akurat to potrafiłam dostrzec. Coś przede mną ukrywał.
- Na pewno?- dopytywałam się.- Wiesz, że jeśli coś Cie trapi, możesz mi to powiedzieć.
- Dziękuje kochanie, ale nie musisz się martwić. Mam tylko małe problemy w pracy. Za niedługo wszystko dojdzie do normy. Odetchnę z ulgą kiedy to wszystko się skończy.- wyjaśnił wymijająco. Wiedziałam, że tym razem też nie mówi mi prawdy, ale już nie chciałam naciskać. Właśnie mieliśmy wjechać na skrzyżowanie, świeciło się zielone światło, więc mój mąż przyśpieszył.
- Przestań! W każdej chwili może się zmienić!- przestraszyłam się.
I tak się stało. W jednej chwili dostrzegłam oślepiające światło ze strony kierowcy które pędziło ku nam. Wszystko to wydarzyła się w ułamku sekundy. Przerażona odwróciłam się do tyłu by ochronić dzieci i wtedy coś z całej siły uderzyło w bok samochodu. Moich uszu dobiegł ogłuszający łoskot i krzyki dzieci. Poczułam ból. Potem nie było już nic.






Zerwałam się z łóżka z krzykiem. Nie wiedziałam co się dzieje, gdzie jestem i kim jestem. Było zupełnie ciemno, nic nie widziałam, na dodatek zaplątałam się z jakiś materiał, uniemożliwiający mi poruszanie się. Do tego ten potworny ból głowy! Czułam się jakby ktoś przypalał mnie rozżarzonym do czerwoności prętem. Nagle poczułam czyjeś ręce na moich ramionach, które mną potrząsały. Zaczęłam się jeszcze bardziej szamotać i bronić przed nieznanym mi napastnikiem, machając rozpaczliwie rękami. Niestety czułam, że przegrywam tę walkę, że przeciwnik jest zbyt silny. Moich uszu dobiegały nieznane dźwięki, ale w głowie tak mi huczało, że nie zrozumiałam co to było. Ktoś uderzył mnie w twarz, co trochę mnie orzeźwiło.
- Jessie, Ty kretynko! Uspokój się wreszcie!
Zaraz, zaraz...ja znam ten głos...
Powoli otworzyłam oczy. Siedziałam na łóżku, w moim pokoju, gdzie było zapalone światło. Przede mną stała Kate w swoje krótkiej koszuli nocnej. Trzymała mnie kurczowo za ramiona i patrzyła na mnie z przerażeniem. Oddychałam ciężko i czułam dreszcze na całym ciele. Próbowałam się odezwać, ale głos ugrzązł mi w gardle. Potrząsnęłam tylko głową, co było błędem, bo wówczas jeszcze bardziej mnie rozbolała. Zza framugi drzwi wychylił się ten nieznajomy blondyn, który był u Kate. Zupełnie o nim zapomniałam...
- Eee...może w czymś pomóc?- spytał zaciekawiony, zaglądając do środka i patrząc na mnie jak na czubka.
- Nie, wracaj do pokoju.- warknęła Kate, nadal się we wpatrując. Chłopak wymamrotał coś naburmuszony po czym zniknął. Poczułam się nieco pewniej i starałam się podnieść z łóżka, ale moja przyjaciółka zatrzymała mnie.- O nie, nawet o tym nie myśl!
- O co Ci chodzi?- wychrypiałam.- Zostaw mnie.
- To już zaszło za daleko! Jutro z samego rana idziemy do lekarza!- rzekła stanowczo Kate, tracąc panowanie nad sobą.
- Że co?- wyjąkałam zdumiona.- Dlaczego?
- Dlaczego? Dlaczego?! Jess, coś się z Tobą dzieje niedobrego, ja chce Ci pomóc!- zawołała Kate robiąc wielkie oczy.
- To tylko zły sen....mówiłam Ci już kiedyś...- próbowałam się bronić, lecz bezskutecznie.
- Tylko sen? Może dwa tygodnie temu łyknęłam Twoją nędzną bajeczkę, ale tym razem się na to nie nabiorę. Nie widziałaś siebie! To nie jest normalne!- warknęła Kate, kręcąc głową.
- Ale...ja...- nie wiedziałam już co powiedzieć, kończyły mi się argumenty. Nie potrafiłam przekonać samej siebie, a co dopiero Kate. Na siłę odrzucałam od siebie obrazy z tego snu. Ten koszmar był jeszcze gorszy od poprzedniego. To NIE SĄ normalne sny, teraz już to wiem. Pytanie tylko skąd biorą się w mojej głowie i co oznaczają? Nie znałam odpowiedzi na tyle nurtujących mnie pytań...
- Jessie, proszę...pozwól sobie pomóc...- nalegała dalej Kate, a ja miałam wrażenie, że słyszę jej głos z jakiejś dużej odległości.
- Dobrze...tylko żadnych lekarzy...- wymamrotałam. Jeszcze tego mi brakowało, żeby wzięli mnie za wariatkę. A może naprawdę wariuję?
- No dobrze...porozmawiamy o tym później.- zgodziła się Kate, chodź wiem, że będzie jeszcze drążyć ten temat.- Lepiej odpocznij. I nie myśl o tym, wciąż cała się trzęsiesz.
Zdałam sobie z tego sprawę dopiero gdy mi o tym powiedziała. Nie potrafiłam tego opanować.
- Dziękuję. Czy mogłabyś przynieść mi wody?- poprosiłam.
- Oczywiście.- moja przyjaciółka zerwała się z miejsca.
Zostałam sama w pokoju. Nie czułam się najlepiej. Targały mną skrajne emocje. Z jednej strony strach, a z drugiej ciekawość. Chciałam wiedzieć co oznaczają te dziwne sny, ale z drugiej strony bałam się tego. Byłam pewna, że koszmary zniknęły, ale to była tylko cisza przed burzą. Skuliłam się na łóżku, obejmując rękami kolana. Wsłuchiwałam się z ciche tykanie zegara na mojej półce i krople deszczu, wybijające na szybie marsz żałobny.






Moją uwagę przykuła gazeta leżąca na blacie kuchennym. Podeszłam tam i rozłożyłam ją, zachłannie wertując rubrykę ogłoszeń. Z nadzieją szukałam czegoś interesującego i godnego mojej uwagi.
- Co powiesz na to? „Poszukuję młodej osoby do pracy sezonowej w Restauracji Rioko. Oferujemy 6 dolarów za godzinę”...bla bla bla... „wymagane wykształcenie gastronomiczne...”...bla bla bla...- recytowałam ze znudzeniem.
- Czyli zmywak?- zgadywała Kate, obracając naleśnik na druga stronę.
- Pewnie tak.- westchnęłam.- Czy nigdzie nie ma pracy dla mnie?
- Jak założysz własną firmę.- zakpiła Kate.
- To by było coś...-rozmarzyłam się. W tym momencie Kate postawiła przed moim nosem talerz z naleśnikami obficie polanymi syropem.
- Proszę. Życzę smacznego.- oznajmiła, wracając do smażenia porcji dla siebie. Spojrzałam niepewnie na posiłek. Wyglądało to bardzo smakowicie, ale nie miałam ochoty na jedzenie. Odsunęłam talerz od siebie.
- Ty zjedz, ja poczekam na następną porcję.- powiedziałam stanowczo.
- O nie! To już 3 raz od dwóch dni! Nic nie jesz!- fuknęła na mnie Kate.
- Jak to nie jem...jesteś przewrażliwiona...- rzekłam wymijająco, przyglądając się gazecie, choć moje myśli były gdzie indziej.
- Nieprawda! Popatrz jak Ty wyglądasz! Sama skóra i kości!- powiedziała Kate, dźgając mnie widelcem.
- Zaczynasz gadać jak moja matka.- Której nie mam, przemknęło mi przez myśl. Auć...zabolało...
- Po prostu się martwię.- odrzekła zabierając talerz.- Ale nie będę Cię zmuszać jeśli nie chcesz.
Westchnęłam i wbiłam wzrok w okno. Od dwóch dni staram się zapomnieć o tym co mi się przytrafiło, a ona ciągle musi się mnie czepiać. Wiem, że się martwi, ale w swój Kate'owski, wkurzający sposób. Byłam jej jednak wdzięczna. Gdyby nie ona, byłabym z tym zupełnie sama.
- Jest coś co nie daje mi spokoju.- odezwała się ponownie Kate. O nie...
- Co znowu?- jęknęłam.
- Minęły już dwa dni od tamtej feralnej nocy, a Ty jeszcze ani słowem się na ten temat nie odezwałaś. Myślałam, że chcesz mi o tym opowiedzieć.- powiedział Kate, z nutką zawodu w głosie.
- Nie ma o czym gadać.- rzuciłam krótko. Ale jakaś cząstka mnie bardzo chciała się podzielić z Kate tym dręczącym mnie ciężarem.
- Skoro tak twierdzisz. Myślałam, że Ci to pomoże.- mruknęła smutnie Kate, odwracając się. Zaczęła wkładać naczynia do zmywarki, a ja poczułam się okropnie. A może warto spróbować? Nie...nie mogę...ale czemu nie mogę? To żałosne, ale to co mnie powstrzymywało przed powiedzeniem prawdy był Sam. To jemu chciałam powiedzieć pierwszemu. Nagle poczułam gniew i rozgoryczenie. Do diabła z Samem!
Zamknęłam oczy i próbowałam przypomnieć sobie jakieś szczegóły. Niestety moje wspomnienia były dalekie do oryginału.
- Był tam samochód, było ciemno.- odezwałam się po chwili ciszy. Zaskoczona Kate odwróciła się szybko i popatrzyła na mnie przejęta, wciągając z świstem powietrze.- Siedziałam w nim z jakimś mężczyzną. A z tyłu siedziały dzieci. Moje dzieci. Dwójka małych chłopców i dziewczynka. Gdzieś pędziliśmy, bardzo szybko. A potem...
- Co? Co było potem?- dopytywała się Kate, gdy urwałam w pół słowa.
- Oślepiło nas jakieś światło...i coś w nas uderzyło.- powiedziałam i w tym momencie poczułam przenikliwy ból głowy. Syknęłam z bólu.
- Co Ci jest?- spytała Katy z troską.
- Trochę rozbolała mnie głowa, to nic takiego, samo przejdzie.- wyjaśniłam, rozmasowując sobie czoło.
- Co się działo później?- dopytywała się zniecierpliwiona Kate.
- Nic. Nie wiem co było potem. Poczułam potworny ból głowy i obudziłam się.- odparłam.
- To dziwne.- stwierdziła Kate.- Dlaczego śni Ci się coś takiego?
- Nie mam pojęcia.- westchnęłam ciężko.- To dziwne, ale mam wrażenie, że wszystkie te sny są ze sobą w jakiś sposób połączone.
- Sny? Czyli było ich więcej?- zdziwiła się Kate.
- No...prawdę mówiąc od wyjazdu z Los Angeles prześladują mnie te koszmary.- przyznałam się niechętnie.
- I nic mi nie powiedziałaś?- oburzyła się Kate.
- Nie chciałam Cię martwić. Miałyśmy na głowie wyjazd i w ogóle.- usprawiedliwiałam się.- Najgorsze jest to, że od jakiegoś czasu te sny ustały i byłam pewna, że to koniec. Niestety przeliczyłam się.
- Musimy się zastanowić co możemy z tym zrobić.- oświadczyła stanowczo Kate. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.- Może zgodzisz się porozmawiać z psychologiem? Kto wie, może on Ci pomoże...
- Kate, mówiłam Ci, żadnych lekarzy.- powtórzyłam.
- Dobrze, dobrze. W takim razie pozostaje poszperać trochę w internecie. Może tam znajdziemy coś co odgoni te koszmary.- Kate zachichotała tajemniczo.
- Jakoś nie wierze w takie brednie. Ale spróbować warto.- zgodziłam się, chodź od razu spisywałam ten pomysł na straty.
- Musimy też dużo o tym rozmawiać, rozważać wszelkie możliwości, dlaczego Ci się to przytrafia.- dodała Kate z miną eksperta.
- A co to da?
- Jak to co? Jeśli problem ten ujrzy światło dzienne, przestanie już być taki przerażający.
- Skąd Ty wiesz takie rzeczy?- zapytałam zaskoczona.
- Opłaciło się czytanie książek psychologicznych.- rzekła z dumą Kate.- A podobno to Ty studiowałaś psychologię. Niczego nie wyniosłaś z tych studiów!
- No tak, nie przykładałam się. Ale skąd miałam wiedzieć, że przydadzą mi się do czegoś takiego.- broniłam się.
- W życiu nigdy nic nie wiadomo. Czasami przytrafiają się takie rzeczy, o których nam się nawet nie śniło!- ekscytowała się Kate.
- Mi się śni i to zanadto!- zakpiłam. Powoli wracał mi dobry humor, co przyjęłam z ulgą. W końcu światełko w tunelu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i przeczytałam wiadomość od Vince'a:
„Hej Jessie! Jak tam, żyjesz jakoś? Słuchaj, zdaliśmy wszystkie egzaminy i mamy teraz trochę czasu wolnego, może miałabyś ochotę się spotkać?”. Zachichotałam i odpisałam:
„Pod warunkiem, że nie spuścicie kundla ze smyczy.”
„Bez obaw, dziś wyjątkowo nie jest aż taki wyszczekany co zwykle.”
Odpowiedziałam mu kolejną ciętą ripostą, zgadzając się jednocześnie na spotkanie i wstałam z taboretu dopijając ostatni łyk kawy, która i tak była zimna. Podeszłam do lustra w przedpokoju, analizując czy nadaję się dzisiaj do spotkań towarzyskich.
- Wybierasz się gdzieś?- zdziwiła się Kate.
- Idę spotkać się z Vincentem i jego kumplami.- odparłam, zaczesując włosy do tyły i związując je w koński ogon.
- Z kim??
- A no tak, Ty nic nie wiesz!- postukałam się w czoło i zaczęłam opowiadać Kate całą historię mojego zaginięcia.
- Czy Tobie zawsze musi się coś przytrafić? Nie możesz po prostu wyjść z domu i normalnie do niego wrócić jak cywilizowany człowiek?- zaśmiała się moja przyjaciółka.
- To by było zbyt nudne.- zakpiłam dając jej sójkę w bok.- Poza tym nie prosiłam się o to!
- Jasne, jasne. W każdym bądź razie baw się dobrze.- powiedziała uśmiechając się do mnie.
- A może masz ochotę wybrać się ze mną?- zaproponowałam.
- Nie dzięki, mam randkę.- wyszczerzyła zęby Kate.- Poznasz mnie z nimi kiedy indziej.
- Znowu z tym blondynem?- dopytywałam się.
- Nieee...już mi się znudził.- zachichotała.
- Ok, wolę nie wiedzieć.- rzekłam zakładając skórzana, brązową kurtkę i buty na lekkim obcasie pod kolor. Pogoda dziś była niepewna, wolałam się lepiej ubrać.- Na razie!
- Tylko wróć!- zadrwiła Kate, za zamykającymi się za mną drzwiami.







Płaski, szary kamień odbił się parę razy o taflę mętnej sadzawki, zanim całkowicie skrył się w jej głębi. Chwile później w jego ślady poszedł podobny kamień, ale ten powędrował o jakiś metr dalej.
- Widzisz, mówiłem, że robisz z igły widły!- zaśmiał się Vince perlistym śmiechem, rzucając kolejny kamień w stronę stawu w Central Parku.
- Ale na początku była nieźle wkurzona.- przypomniałam mu siedząc na trawie, podpierając głowę rękami i patrząc na wzburzoną taflę wody.
- I do tego nieźle pijana!- zarechotał Vince szukając kolejnego kamienia.
- To jeszcze potęgowało jej furię.- zawtórowałam mu. Obok mnie siedział Kyle, który pisał sms-a na swoi nowym telefonie, a nieopodal o pień starego dębu opierał się Wally. Lustrował otoczenie ze swoim złowrogim wyrazem twarzy, marszcząc czoło.
- Co mu jest?- zagadnęłam resztę towarzystwa.
- Jest zły, bo ostatni egzamin z teorii muzyki napisałem o pół stopnia lepiej od niego.- rzekł z dumą Kyle. Mogłam przysiąc, że w tym momencie przez twarz Wally'ego przeszedł ledwo zauważalny grymas, chodź wątpliwe było to, że cokolwiek usłyszał.
- I to go tak boli? Przecież to było wczoraj.- zdziwiłam się.
- No wiesz, on jest z tych, co lubią pocierpieć w samotności. Pewnie mu zejdzie jeszcze z tydzień na tym marudzeniu.- wyjaśnił Vince, przewracając oczami.
- Przynajmniej ja mam spokój.- wyszczerzyłam zęby.
- To dziwne.- przyznał Kyle.
- Żadnych kąśliwych uwag? To do niego nie podobne.- dodał Vince.
- To chyba dobrze no nie? Ale kiedyś w końcu powróci do swej poprzedniej postaci.- rzuciłam ponuro.
- Może to i lepiej? Chyba wolę starego, wrednego Wally'ego. Ten jest jakiś taki...niedorobiony.- zaśmiał się Kyle.
- Mi tam taki pasuje.- odparłam, odwracając się lekko, spoglądając na niego dyskretnie. Miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę, ciemne jeansy z dziurami na kolanach i szarą koszulkę, która była idealnie dopasowana, ukazując jego wyrzeźbione mięśnie brzucha. Gdy spojrzałam wyżej, zza kurtyny brązowych, prostych kosmyków, ujrzałam złowrogi błysk jego szarych oczu. On także mi się przyglądał. Szybko się odwróciłam.
- Tak w ogóle, to mam ochotę na dobrą imprezę.- odezwał się Vince, a Kyle mu zawtórował.
- Dobra myśl! Dawno nigdzie nie wychodziliśmy! Ciągle tylko te próby i próby...
- Przecież wiesz, że...
- ...musimy dużo ćwiczyć.- dokończył za niego Kyle.- Wiem, wiem stary, ale od czasu do czasu przydałoby się nam trochę luzu.
- Wiem, też tak sądzę.- zgodził się z nim Vince, otrzepując nogawki spodni z błota.
- Jessie, a co Ty o tym myślisz?- zagadnął mnie Kyle, ale moje myśli dalej krążyły wokół tych tajemniczych, szarych oczu.
- Halo! Ziemia do Jess!- zamrugałam parę razy i zobaczyłam roześmianą twarz Vince'a, który machał mi ręką przed twarzą. Z tej odległości widziałam piegi na jego nosie i oczy koloru dojrzałych oliwek. Rysy jego twarzy były takie pogodnie i radosne. Zupełne przeciwieństwo Wally'ego, który był złośliwy i tajemniczy.
- Już wróciłam.- zakomunikowałam, na co chłopaki zareagowali rechotem. Wydawało mi się, że Wally znowu na mnie spojrzał, ale może mam już paranoję.
- Masz ochotę na imprezę?- spytał Kyle.
- Pewnie, czemu nie, tylko gdzie? Nie znam tutejszych klubów.- przyznałam głupio.
- W takim razie dobrze, że trafiłaś na nas, studiowaliśmy tu 5 lat, także wiemy co i jak.- oznajmił mi Vince z uśmiechem.
- W klubie Flash jest dzisiaj impreza studencka, może wpadniemy?- zaproponował Kyle.
- Brzmi nieźle, zbierze się jakąś ekipę i możemy iść. Ciekawe czy Wally się na to pisze. Hej, gdzie on jest?- Vince podrapał się po głowie, patrząc w kierunku drzewa, przy którym niedawno stał jego kumpel. Mimowolnie popatrzyłam w tamtą stronę i zdziwiłam się nie widząc tam mojego oprawcy. Przecież przed chwilą tam był.
- Czemu nie, pod warunkiem, że smarkula założy papierową torbę na głowę.- aż podskoczyłam, kiedy Wally pojawił się nie wiadomo skąd. Przeszedł koło mnie i przykucnął przy brzegu stawu, spoglądając na pływające po nim łabędzie.
- O nie, Godzilla atakuje...- mruknęłam niepocieszona. Wally tylko prychnął pod nosem.
- Znowu zaczynacie? Ani chwili spokoju.- westchnął Vince.
- Przecież ja jej nic nie robie, nie moja wina, że jest taka drażliwa.- odrzekł Wally znudzonym głosem.
- Po prostu nurtuje mnie pewna kwestia.- rzekłam poważnym tonem.
- Jaka?- dopytywał się Kyle.
- Które szpilki będą pasować do tej torby na głowie?- zadrwił Wally.
- Zastanawiam się kiedy zaprzedałeś duszę diabłu.- odgryzłam się.
- A może sam jestem diabłem?- powiedział spokojnym tonem w końcu na mnie patrząc. W jego oczach nie było już złości, lecz ciekawość i pewność siebie. Zbił mnie z pantałyku. Odwróciłam wzrok i przyjęłam nienaturalnie obojętny ton głosu.
- Wiesz, to by nawet pasowało.- żachnęłam się, bawiąc się pierścionkiem na serdecznym palcu prawej ręki. Vince i Kyle gapili się to na mnie to na Wally'ego nie bardzo rozumiejąc o co nam chodzi. W końcu odezwał się Vince.
- Wy dwoje macie nałamane w mózgach.







- Kate, naprawdę nie pójdziesz z nami do Flash? Zapowiada się super impreza.- powiedziałam do telefonu, wracając do domu kilka godzin później, po pożegnaniu się z chłopakami.
- Nie kochana, mam dzisiaj jeszcze parę spraw do załatwienia.- odmówiła Kate.
- Czyli paru kolesi do zaliczenia? Spoko, ja to wszystko rozumiem, ale mogłabyś chodź raz zrobić wyjątek. Vince zaprosi swoich znajomych, w końcu byś ich poznała.- namawiałam ją dalej.
- Hmmm...przystojni?- zachichotała do słuchawki.
- A skąd ja mam to wiedzieć? Nie pytałam Vince'a czy ma seksownych kolegów!- parsknęłam do słuchawki, przechodząc przez jezdnię wraz z tłumem nowojorczyków.
- Trzeba było spytać, to podstawa.- Kate nie dawała za wygraną.
- Mam pomysł, przyjdź i sama sprawdź.- zastawiłam na nią haczyk.
- O nie, nie myśl, że tak łatwo mnie tam zwabisz. Naprawdę jestem zajęta.- Kate była nieugięta.
- Czym?- spytałam.
- Opowiem Ci później, teraz nie mam czasu. Miłej imprezy, pa!- to powiedziawszy rozłączyła się.
Co ta Kate znowu kombinuje? Mam nadzieje, że nie wpakuje się w jakieś kłopoty. Choć słyszałam, że to moja specjalność.
Byłam już prawie w domu, kiedy na drugiej stronie drogi ujrzałam coś dziwnego. W czarnym BMW z ciemnymi szybami, z przodu siedział mężczyzna, około trzydziestoletni, który bacznie mi się przyglądał. Widziałam tylko, że ma ciemne włosy, gdyż resztę zasłaniała do połowy opuszczona szyba. Z kimś mi się kojarzył, lecz gdy chciałam mu się lepiej przyjrzeć, przez ulicę przejechał autobus, zasłaniając mi widok. Gdy przejechał, mężczyzna zniknął. Rozejrzałam się zdumiona do ulicy, ale nigdzie go nie było. Może mam halucynacje. Pokręciłam głową, myśląc o mojej głupocie i wbiegłam do klatki schodowej.
Pędem wpadłam do mieszkania, miałam niewiele czasu. Do imprezy pozostała godzina, ale robienie się na bóstwo bez Kate to nie lada wyczyn. Najpierw zdecydowałam się na szybki prysznic, a następnie przejrzenie swojej garderoby. Niestety, większość imprezowych ciuchów znajdowało się z mojej zaginionej walizce. Niech to szlag! W wolnym czasie muszę zająć się sprawą walizki. A teraz impreza!
W końcu po mozolnej bitwie z szafą, zdecydowałam się na obcisłe skórzane spodnie, pasujące pod kolor do wysokich czarnych botków Kate. Do tego jeszcze biała, połyskująca bluzka na ramiączkach ze sporym dekoltem. Na ręce założyłam po kilka srebrnych bransoletek, a jako kolczyki zdecydowałam się na duże srebrne koła. Włosy spięłam w wysoki kucyk. Jeśli chodzi o makijaż uznałam, że wykonanie go samej byłoby haniebną zbrodnią. Przeciągnęłam tylko kilka razy tuszem po moich długich rzęsach i już byłam gotowa do wyjścia. O dziwo przygotowania te zajęły trochę ponad godzinę. Przejrzałam się w lustrze. Rzadko prezentuję się w takim wydaniu, ale kiedyś trzeba zrobić się na bóstwo. Całość uwieńczyłam kilkoma kroplami francuskich perfum, które mój ojciec przywiózł mi z Paryża, które zawsze robiły wrażenie. Kosztowały fortunę, dlatego starałam się używać ich tylko na specjalne okazje. No cóż...właśnie to charakteryzowało mojego przyszywanego ojca. Drogie prezenty rekompensujące błędy rodzicielskie.
Z zadumy wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Szybko podeszłam do drzwi.
- Wally?- zdziwiłam się. Stał oparty o framugę, z rękami założonymi na piersi. Tym razem miał na sobie czarne jeansy, białą koszulkę i tę samą kurtkę co po południu. Na szyi zawieszony miał srebrny łańcuszek, a na ręku srebrno-szary zegarek. Bezceremonialnie wkroczył do środka, a gdy przeszedł koło mnie poczułam jego męskie perfumy. Aż zaparło mi dech w piersiach.
- No a kto, Święty Mikołaj?- zadrwił z znanym sobie stylu. Lustrował mnie wzrokiem z góry na dół, unosząc lekko brwi.- A gdzie torba?
- Oj, zamknij się.- warknęłam, biorąc torebkę.- Vince miał po mnie przyjechać.
- Plany się zmieniły.- Wally wzruszył ramionami.- Pojechał po kumpla czy coś takiego.
- A Kyle?- dopytywałam się.
- Tego to nawet wołami nie odciągniesz od lustra.- skwitował to krótko, nadal mi się przyglądając.
- No trudno.- westchnęłam, zarzucając kurtkę na odkryte plecy.
- Jakoś musimy to wytrzymać złośnico.- rzekł Wally z kpiącym uśmieszkiem. Zjechaliśmy windą na parter, a stamtąd skierowaliśmy się na parking, gdzie stał zaparkowany...
- BMW?- zdziwiłam się.
- Jak widać.- wzruszył ramionami, otwierając przede mną drzwi od strony pasażera.
- Ale...- spojrzałam na niego niepewnie. Czy to on stał godzinę temu pod moim mieszkaniem? Ale po co miałby mnie śledzić? Wally westchnął zniecierpliwiony.
- No co? Co Ci znów nie pasuje? Pewnie mi nie ufasz. Tak, miałem zamiar wywieźć Cię gdzieś do ciemnego lasu, poćwiartować i zakopać, ale przecież nie mogłem od razu zdradzać wszystkich atrakcji wieczora.- zaśmiał się, mierzwiąc sobie włosy. Pierwszy raz usłyszałam jak się śmieje. To było takie...przerażające. W końcu się przełamałam.- No nareszcie, już myślałem, że będę musiał Cię uśpić i związać.
- Nie ma takiej potrzeby.- prychnęłam wyniośle. Wally przeszedł dookoła samochodu i wsiadł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- No już nie rób z siebie takiej paniusi.- mruknął włączając radio.
- Ciekawe kto robi z siebie paniusie.- zachichotałam. Wally posłał mi gniewne spojrzenie, ale nic nie powiedział. Siedział tak, rozparty niedbale, i przyglądający mi się badawczo.- To co...jedziemy czy tak tu siedzimy?
- Możemy posiedzieć jak chcesz. To od Ciebie zależy jakie masz ostatnie życzenia, przed brutalnym mordem jaki na Tobie dokonam.- rzekł poważnym tonem.
- Dobra, zawieź mnie na tą imprezę, bo zrobiło się zbyt dziwnie.- wzdrygnęłam się. On jest jakiś nienormalny. Ale Wally nie odpowiedział, tylko bardzo szybko zbliżył się do mnie tak, że moja twarz była tylko o parę centymetrów on jego. Serce podskoczyło mi do gardła, a całe ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Przez cały czas patrzył mi w oczy, a ja choć starałam się unikać jego spojrzenia, nie potrafiłam nie dostrzec złowrogich błysków w jego oczach. Wally spojrzał w dół, a ja myśląc, że spogląda mi na dekolt, powiedziałam oburzona:
- Szukasz tam czegoś ciekawego?!
Wally nic nie powiedział, tylko wyciągnął rękę i otworzył schowek, znajdujący się obok mnie i wyciągnął z niego ciemne okulary. Założył je jednym nonszalanckim ruchem i odsunął się ode mnie, zapalając silnik.
- Chciałabyś mała.- jego tajemniczy głos zbił mnie z tropu. Poczułam się jak kompletna kretynka. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie ani nie patrzyliśmy się na siebie. Nawet nie skomentowałam jego szaleńczego sposobu jazdy. Gdy tylko znaleźliśmy się pod klubem, czym prędzej wyskoczyłam z samochodu nie patrząc nawet czy Wally idzie za mną. Przed wejściem czekali na nas Vince, Kyle i paru innych kolesi.
- O Jessie! Nareszcie! I jak, wytrzymałaś z Wallym?- odezwał się Kyle. Ale ja tylko zmierzyłam go nienawistnym spojrzeniem i nie odzywając się do nich weszłam do klubu.


Głosuj (3)

jessie1 03:30:02 10/04/2011 [Powrót] Pozostaw po sobie ślad





Nawet tam gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek...



|| Szablon wykonała Jessie tylko i wyłącznie dla Nawet tam, gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek... ||

Historia Jessie Willys

Pojawiło się 10077 dusz...


Jestem wodą...do której raz włożywszy dłoń, nigdy nie zdołasz jej zapomnieć...


Avatar


Balansując na krawędzi życia, mamy 3 możliwości dalszej drogi: możemy się cofnąć, stać w miejscu lub skoczyć w przepaść. Mając całe życie w swoich rękach, którą drogę mam wybrać?


Dodaj do Ulubionych Duszyczek


Księga zbłąkanych dusz:

Przeglądaj Księgę
Zostaw po sobie ślad w Księdze


To już było:

2012
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec



Moje ulubione duszyczki:

sharley.blog4u.pl
the-hills.blog4u.pl
inanotherlife.blog4u.pl
dracantra-dragon.blogasek.pl
odnalazlem-samego-siebie.blog4u.pl
dzieci-mafii.blog4u.pl
wieksze-dobro.blog4u.pl
hogwart-harry-ron-hermiona.blog4u.pl
eternity.blog4u.pl
demony-duszy.blog4u.pl
crying-star.blog4u.pl
odmiency-others.wjo.pl
cullens-diary.wjo.pl
pamietniklily.blog4u.pl
bloody-landscapes.blog4u.pl
rozpieszczona-ksiezniczka.blog4u.pl
non-celibacy-century.blog4u.pl
shadow-poison.blog4u.pl
milosc-i-poswiecenie.blog4u.pl
rozowydlugopis.blog4u.pl
monisiaaa.blog4u.pl
zniesmaczona.wjo.pl
hermiona-draco-story.blog4u.pl
the-fallen-angel.blog4u.pl
not-givin-up.blog4u.pl
o-tym-i-owym.blog4u.pl
lenasthinking.blog4u.pl
iwillfindyou.blog4u.pl
scarlet-moon.blog4u.pl
moj.dziennik.blog4u.pl
the-truth.blog4u.pl
.
lacrimosa.blog4u.pl
obrazy-slowem-malowane.blog4u.pl
try-to-love-me.wjo.pl
felieton.blog4u.pl



A to lubię:

Autorka
Don't try to fix me' I'm not broken...
Moje ;)
Obrazy słowem malowane
Opowiadania
http://juneau.mylog.pl
http://naughty.mylog.pl
http://morbid.mylog.pl
Szablony
Szablony Scarlett
mks.yzoja
Cioccolato szablony
Thecoracje - szablony
Al for you
Szablony.blogowicz
Potterowskie