Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
9. Umysły


9. Umysły

- Zaraz, zaraz a może ktoś mnie spyta o zdanie?- wtrącił się Wally. Vince i Kyle popatrzyli się na niego zdziwieni.
- O co Ci chodzi?- spytał Kyle.
- Przecież i tak jedziemy w tamta stronę, więc czemu mielibyśmy nie zabrać Jessie ze sobą?- dodał Vince uśmiechając się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. Vince był naprawdę słodki...i taki miły dla mnie...no nie! O czym ja myślę! Znam gościa od pięciu minut a już wyobrażam sobie nie wiadomo co.
- Nawet jej nie znamy! A co jeśli to jakaś psychopatka?!- warknął Wally. Odrzuciłam go pogardliwym spojrzeniem.
- Hej! Ja tu jestem! Nie musisz mówić o mnie w trzeciej osobie!- zezłościłam się. Ten Wally to naprawdę wstrętny typ! Od samego początku mnie atakuje.
- Ty lepiej siedź cicho!- rzucił w moją stronę Wally.
- Dobra! Skoro to taki straszny problem to może jednak pójdę pieszo!- powiedziałam ze złością i skierowałam się w stronę ulicy. Ale nie przeszłam nawet kilku metrów, bo Vince i Kyle mnie dogonili.
- Jessie, daj spokój! Nie przejmuj się tym kretynem!- powiedział Kyle, na co Wally przeklął pod nosem.- On już taki jest, my się przyzwyczailiśmy.
- Nie, dzięki, poradzę sobie sama.- fuknęłam, zadzierając nos z godnością i poszłam dalej. Lecz chłopaki nadaj się ode mnie nie odczepiali.
- O nie, tak szybko się nas nie pozbędziesz!- zaśmiał się Vince, doganiając mnie z prawej strony.
- Czego chcecie?- spytałam zniecierpliwiona.
- Koniec dyskusji, jedziesz z nami!- powiedział radośnie Kyle, kroczący u mego lewego boku.
- Nie jestem tu mile widziana.- odparłam z wyższością.
- Oj przestań, mówiłem Ci że masz się nie przejmować!- przypomniał mi Kyle. Stanęłam pomiędzy nimi, patrząc to na jednego, to na drugiego.
- A co chcecie w zamian?- spytałam podejrzliwie.
- Nie żartuj sobie! Nie chcemy nic w zamian, miłe towarzystwo nam wystarczy.- Vince wyszczerzył do mnie zęby. Przygryzłam nerwowo wargę i zamyśliłam się. Chyba faktycznie nie miałam innego wyjścia. Mam nadzieje, że nie będę tego żałować.
- Dobrze, pojadę. Tylko trzymajcie z dala ode mnie tego hipokrytę!- powiedziałam na tyle głośno, by Wally mnie usłyszał. Posłał w moim kierunku mściwe spojrzenie, ale nie przejęłam się tym.
- Świetnie!- ucieszył się Vince. Uśmiechnęłam się blado. Podeszliśmy z powrotem pod dom, gdzie czekał na nas Wally. Stał z założonymi rękami i przeszywał mnie wzrokiem.
- I co, podjęliście już decyzje za moimi plecami?- syknął.
- Uspokój się wreszcie.- upomniał go Kyle, podczas gdy Vince wszedł do garażu, by podstawić samochód. Był to czarny pick-up, ale nie zauważyłam jakiej marki. Niestety z przodu miał tylko dwa miejsca, co oznaczało, że będę musiał jechać z tyłu. Pięknie.
- Ok, zabiorę tylko swoje rzeczy z domu i możemy ruszać.- poinformował mnie Vince wysiadając z szoferki.
- Przy sprzyjających wiatrach dotrzemy do Nowego Jorku przed 9.- powiedział Kyle, gdy Vince wszedł do domu.
- Moja przyjaciółka mnie zabije!- zmartwiłam się.- Miałam być na jej imprezie o 6!
- To się nazywa modne spóźnienie!- zaśmiał się Kyle.- Jak tam dotrzesz, impreza pewnie będzie się dopiero rozkręcać.
- Mam nadzieje.- westchnęłam i oparłam się o samochód. Czemu to właśnie mnie muszą się przytrafiać takie rzeczy? Tak jakbym nie miała innych problemów. Teraz żałuje, że nie mam mojego jeepa. Był stary, ale niezawodny. Przypomniał mi się czas gdy widziałam go ostatnim razem. Moje wspomnienia dotyczące naszej szalonej podróży, teraz były jakby okryte mgłą. Jakby to wydarzyło się całe wieki temu. Uśmiechnęłam się do swoich myśli. Na brak wrażeń na pewno nie mogłyśmy narzekać. Chciałabym jeszcze kiedyś przeżyć coś takiego.
Kilka metrów dalej zniecierpliwiony Wally kopał ze złością kamienie, a Kyle patrzył na niego z dezaprobatą.
- Czy mógłbyś przestać?- spytał go, gdy Wally kopnął go kamieniem w but.
- Nie, nie mógłbym lizusie.- warknął Wally.
- Zachowujesz się jak pięciolatek.- skomentował to Kyle.
- Odczep się.- mruknął ze złością Wally. Na szczęście w tym samym momencie z domu wyszedł Vince.
- Wy dwaj! Zamiast się kłócić, pomóżcie mi załadować nasz sprzęt na pakę!- zwrócił się do Kyle'a i Wally'ego, którzy sztyletowali się oczami.
- Zabieracie to wszystko ze sobą?- zdziwiłam się patrząc jak Kyle wyciąga perkusję z garażu.
- Tak, w tym roku kończymy studia. Jeszcze parę egzaminów i możemy zaczynać karierę muzyczną.- wyjaśnił mi Vince.
- O rany...to duża rzecz.- rzekłam z podziwem.
- Zawsze o tym marzyliśmy. W Nowym Jorku są najlepsze studia muzyczne, przy odrobinie szczęścia zaczepimy się w jednym z nich.- dodał Kyle.
- O ile jakiś ważniak z branży zgodzi się łaskawie wysłuchać nasze demo.- prychnął Wally niosąc wzmacniacz. Chłopaki postanowili zignorować jego wypowiedź, ale ja podjęłam temat.
- Macie już nagrane demo?- zwróciłam się bardziej do Wally'ego niż do reszty chłopaków.
- Kumpel Kyle'a z Filadelfii ma studio nagraniowe i zgodził się pomóc nam je nagrać.- wyjaśnił krótko Wally, nawet na mnie nie patrząc.
- To czemu u niego nie nagrywacie?- dopytywałam się.
- Ma za dużo chętnych, nie znalazłby dla nas czasu.- rzucił sucho Wally, zwijając jakieś kable.
- To dziwne, że nie znalazłby trochę czasu dla swoich kumpli. Nie pytaliście go o to?- drążyłam dalej temat.
- Przestaniesz wreszcie pytać? Głowa mi pęka od twojego paplania!- jęknął Wally ze złością, wchodząc do garażu. Pokazałam mu tylko język, ale chyba tego nie zobaczył.
- Nie chcieliśmy się mu narzucać i tak dużo dla nas zrobił.- odpowiedział za niego Vince.
- Nie dość, że pomógł nam z tym demem, to jeszcze oddał nam niepotrzebny sprzęt, który sami potrafiliśmy naprawić. I działa do dzisiaj.- powiedział Kyle, taszcząc futerały z gitarami.
- To miłe z jego strony.- przyznałam. Nagle zrobiło mi się głupio patrząc jak się męczą i zapytałam:- Może wam w czymś pomóc?
- Pewnie, może zamknij się choć na moment.- usłyszałam głos Wally'ego z głębi garażu.
- Lepiej Ty się zamknij!- zezłościł się Kyle, rzucając w niego pałeczką od perkusji, ale nie widziałam czy trafił.
- Nie Jessie, nie musisz nam pomagać.- zapewnił mnie Vince z uśmiechem.- Ale to miłe z Twojej strony.
Nagle na ganku pojawiła się pani Michels.
- Co tu się dzieje Vince?
- Jak to co, wyjeżdżamy dziś do Nowego Jorku mamo.- oznajmił Vince, przymocowując linami cały sprzęt, by nie spadł podczas podróży.
- Dzisiaj? Czemu mi o tym nie powiedziałeś?- zdziwiła się jego matka.
- Mamo, mówiłem Ci, że w poniedziałek mamy egzaminy.- rzekł Vince, kręcąc głową.
- To czemu nie pojedziecie jutro?- spytała pani Michels.
- Jutro będą straszne korki. Poza tym chcemy pomóc Jessie.- dodał z uśmiechem Vince, na co Wally przewrócił oczami.
- No tak! Przepraszam Jessie, że wcześniej Ci tego nie zaproponowałam! Ostatnio jestem jakaś rozkojarzona, mam sporo na głowie.- kobieta zaczęła się tłumaczyć.
- Nie szkodzi. Przywiodła mnie tu moja ciekawość i jak widać opłaciło mi się to. Pani syn zaofiarował mi pomoc, może być pani z niego dumna.- powiedziałam uśmiechając się, na co Vince się zarumienił.
- Tylko uważajcie na siebie, żadnych głupich wyskoków! Nie mam zamiaru znowu odbierać was z posterunku o 3 nad ranem!- ostrzegła ich pani Michels. Parsknęłam śmiechem.
- Dobra, dobra, będziemy grzeczni.- rzekł zawstydzony Vince.
- Niech się pani nie martwi, zaopiekujemy się nim.- zapewnił ją Kyle, klepiąc Vince'a po głowie.
- Już ja wiem na czym polega ta wasza opieka! Dobrze, że jest z wami Wally, on przynajmniej jest odpowiedzialny. W przeciwieństwie do waszej dwójki.- powiedziała pani Michels. Wally, który stał oparty z gracją o furgonetkę, uśmiechnął się lekko jednym kącikiem ust.
- Nie wiem o co Ci chodzi mamo.- mruknął Vince pod nosem.
- Ty już dobrze wiesz. Mam nadzieje, że pozdawajcie wszystkie egzaminy w pierwszym terminie.- dodała matka Vince'a.
- Co to by były za studia, gdyby się wszystko zaliczało za pierwszym razem.- zaśmiał się Kyle.- Musimy świecić przykładem dla młodszych roczników.
- Już ja wam dam przykład! Jedźcie już lepiej!- zaśmiała się pani Michels.
- Pozdrów dzieciaki ode mnie.- rzekł Vince do matki, która podeszła do niego i uściskała go czule.- Dobra, mamo, nie przesadzaj, nie wyjeżdżam przecież na zawsze!
- Nie wiem przecież kiedy cię znowu zobaczę, teraz będziesz mieszkał w takim dużym mieście! Będę się o Ciebie martwiła!- jęknęła zatroskana kobieta. Popatrzyłam na nich zdziwiona.
- Mamo, nie jestem już dzieckiem! Mam 25 lat! Kiedyś w końcu musiałem się wyprowadzić.- uświadomił ją Vince ze znudzeniem.
- Ale tak szybko? No dobrze, dobrze...nie trzeba wam czegoś? Może zrobię wam kanapki na drogę?- zaproponowała pani Michels.
- W zasadzie to...- zaczął Kyle oblizując się.
- Nie mamo, naprawdę nie trzeba, staniemy gdzieś po drodze jak będzie trzeba.- powiedział Vince wyswobadzając się z objęć matki.
- Ach to niezdrowe jedzenie.- jęknęła jego matka.- Ale nie ważne. Jedzcie ostrożnie i bawcie się dobrze. Mam nadzieję Vince, że w końcu przywieziesz mi stamtąd synową.- powiedziała pani Michels patrząc to na mnie to na Vince'a, mrugając porozumiewawczo.
- Mamo...- jęknął Vince oblewając się rumieńcem.
- Dobrze, przepraszam. Już mnie nie ma, idę zając się dzieciakami. Miłej podróży!- to powiedziawszy pomachała nam i zniknęła we wnętrzu domu.
- Nareszcie możemy ruszać.- westchnął Vince, przechodząc obok mnie.
- Będziecie mieszkać w Nowym Jorku?- zagadnęłam go. Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Zdążyłaś to wyłapać?
- Jestem spostrzegawcza.- mruknęłam speszona.
- Tak, mamy mieszkanie po moim cudownym ojcu.- powiedział krzywiąc się. Ale od razu uśmiechnął się widząc zawstydzenie na mojej twarzy.
- A można wiedzieć gdzie?- brnęła dalej.
- Na południowym Manhattanie.- wtrącił Kyle.
- To tam gdzie ja!- rzekłam zaskoczona.
- Może nawet zostaniemy sąsiadami.- zakpił Vince podchodząc do szoferki.- To kto chce pierwszy prowadzić? Wally może Ty?
- Chyba żartujesz? To żadna przyjemność prowadzić taki rzęch.- prychnął Wally.
- Dobrze, to ja poprowadzę. W takim razie, Kyle i Wally zapraszam do tyłu. Ja i Jessie usiądziemy w środku.- powiedział Vince, a Kyle i Wally wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Ale ja nie chce robić problemu.- powiedziałam, widząc niepocieszone miny chłopaków.- Moge siedzieć z tyłu.
- Taaa...będziesz wyglądać uroczo jak wiatr przeczesze Ci twoją cudną fryzurkę.- zadrwił Wally, wchodząc się na pakę.
- Masz coś do moich włosów?- spytałam zaskoczona, gładząc swoje ciemne kosmyki. Zazwyczaj prezentują się w miarę schludnie.
- Jasne, trochę za dużo tego buszu na głowie.- zarechotał mój oprawca.
- Ty wredny...- zaczęłam, ale Vince mi przerwał.
- Spokój! Ruszamy.- oznajmił wpychając mnie do szoferki. Usiadłam na miękkim siedzeniu, tuż obok Vince. Dalej słyszałam ośli rechot Wally'ego, co niezwykle mnie denerwowało.
- Wy dwoje jesteście niemożliwi. Znacie się od pół godziny, a już skaczecie sobie do gardeł.- skomentował to Vince, wyjeżdżając na ulicę.
- To nie moja wina, że on ma coś z głową.- broniłam się.
- Fakt.- mruknął Vince. Przez chwilę jechaliśmy w ciszy. Zauważyłam, że w otoczeniu swych kumpli jest bardzo wygadany, ale gdy zostaliśmy sami nastała krępująca cisza. Vince włączył radio, dalej nic nie mówiąc. Usłyszałam jakąś piosenkę country, której nie cierpłam, ale nie chciałam marudzić. W końcu dzięki Vincentowi dotrę do domu. 
Wyjechaliśmy na główną drogę. Uchyliłam okno, tak, że lekki, chłodny wiaterek rozwiewał moje włosy. Zaczynało się ściemniać, a ja myślałam tylko o tym co powiem Kate. Nawet nie zdążę się przebrać. Trudno, będzie musiała mi jakoś wybaczyć, zważając na to co mi się przytrafiło. Ostatnio ciągle spotykają mnie dziwne rzeczy. Przebite opony, noc z nieznanym mi chłopakiem, zagubiona walizka,..a do tego prawie utonęłam. A teraz to...za dużo jak dla mnie. Ile jeszcze może znieść osoba tak słaba i doświadczona przez los jak ja?
Nagle znienacka przypomniał mi się mój sen. Czy to na pewno był sen? Był taki realny...przez chwilę naprawdę uwierzyłam, że Sam jest ze mną. Poczułam wtedy taki wewnętrzny spokój.
Oczy mnie zapiekły, siłą powstrzymywałam łzy. Nie mogę się przecież tak rozkleić przy Vincencie. To by było co najmniej dziwne. Wzięłam kilka głębszych oddechów i odwróciłam się do niego.
- Kiedy będziemy na miejscu?- próbowałam przyjąć beztroski ton. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Chyba poczuł ulgę, że to ja przerwałam tę ciszę.
- Myślę, że za godzinę. A co, chcesz zdążyć na tę imprezę?- spytał.
- I tak jestem już spóźniona.- westchnęłam niepocieszona.- Kate będzie na mnie zła.
- Kate to twoja przyjaciółka z którą mieszkasz?- zapytał Vince.
- Tak, znamy się już od ponad 10 lat. Jest dla mnie jak siostra.- powiedziałam z uśmiechem. Kate jest jaka jest, ale nie oddałabym jej nikomu nawet za milion dolarów.
- Brzmi znajomo.- skwitował to Vince.
- Co masz na myśli?- dopytywałam się. Czemu on był taki skryty? Wszystko musiałam od niego wyciągać.
- Ja i Wally znamy się praktycznie od czasów przedszkola. Mieszkał tuż obok mnie, zanim nie wyprowadził się ze swoim ojcem. Później widywaliśmy się rzadziej, ale kontakt pozostał. Ponownie spotkaliśmy się na studiach. Za to Kyle zaczął się z nami kumplować dopiero w liceum, choć znaliśmy się już wcześniej.- wyjaśnił Vince. Zaskoczył mnie.
- Myślałam, że Kyle jest twoim najbliższym kumplem.- zdziwiłam się.
- Wiem co myślisz. Wally jest jaki jest, ale ma swoje powody. Ma burzliwą przeszłość. Ale nie znasz go tak dobrze jak ja. Nie raz wyciągnął mnie z nie lada opresji. Dobrze się rozumiemy.- powiedział Vince. Wyczułam, że bardzo szanuje Wally'ego. Ciekawiło mnie co to za burzliwa przeszłość, ale nie chciałam mieszać się w czyjeś prywatne sprawy. Szczególnie Wally'ego, który niezbyt za mną przepada. Nie chce dawać mu powodów do pogrzebania mnie żywcem.
- Wally ma szczęście, że ma takiego przyjaciela.- powiedziałam z uśmiechem.
- To raczej ja mam szczęście, że mam Kyle'a i Wally'ego.- sprostował to Vince, ale widać było, że ucieszyła go moja uwaga.
- Jak będziesz dzwonił do swojej mamy, pozdrów ją serdecznie ode mnie. To bardzo miła kobieta.- powiedziałam.
- Tak, choć nieco zabiegana i momentami ekscentryczna.- przyznał Vince.- Bardzo się zmieniła odkąd mój ojciec nas zostawił.
- Przykro mi.- mruknęłam cicho.
- Spoko, już się z tym pogodziłem. Nigdy nie byli udanym małżeństwem. Rozstawali się i schodzili i tak w kółko. Gdy miałem 18 lat zostawił nas na parę miesięcy bez żadnych wieści, mama była pewna że już nie wróci i związała się z innym, Peterem. To on jest ojcem Simona i Diany.- opowiadał Vince obojętnym tonem.
- Więc jesteś ich przyrodnim bratem?- spytałam zaskoczona.
- Gdybyś dłużej się im przyjrzała, zauważyłabyś że mamy zupełnie inne rysy twarzy, oczy, włosy. Ale kocham ich jak własne rodzeństwo.- wyjaśnił.
- Zaraz...przecież twoja mama mówiła, że twój ojciec zostawił was rok temu...- zaczęłam się w tym gubić.
- Bo nie powiedziałem wszystkiego. Jakoś pół roku po narodzinach Diany, Peter zostawił moją mamę dla innej. Miałem wtedy 21 lat,a Simon 2 lata. Moja mama długo nie mogła się pozbierać. Rok później wrócił mój ojciec, a moja naiwna matka przyjęła go z powrotem. Ale nie wytrzymał dłużej niż 3 lata. Mam nadzieje, że już nie wróci.- Vince zakończył swą przemowę. Byłem pod wrażeniem tego, że tak się przede mną otworzył. W końcu znamy się niecałe 2 godziny. Vince zdawał się chyba czytać mi w myślach, bo dodał:- Bardzo dobrze mi się z Tobą rozmawia. Dobrze, jest zrzucić z siebie taki ciężar, wygadać się przed kimś kto mnie tak dobrze nie zna.
- Nie ma sprawy, lubię słuchać innych.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
- A jak jest z Tobą? Też masz taką porąbaną rodzinę jak ja?- zapytał Vince. Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Odwróciłam się w stronę okna i wciągnęłam głośno powietrze.- Coś nie tak?
- Nie. Wszystko w porządku, ale nie chce o tym mówić.- powiedziałam łamiącym się głosem.
- Jak chcesz. Ale ja opowiedziałem Ci o sobie.- Vince nie dawał za wygraną. Westchnęłam.
- Nie znam moich rodziców. Zostałam adoptowana. Dowiedziałam się miesiąc temu.- rzuciłam krótko.
- Och. Przepraszam, nie wiedziałem.- mruknął skruszony Vince.
- Przestań, skąd mogłeś wiedzieć. Jedyne czego chce to odnaleźć moich biologicznych rodziców. Kiedyś Ci o tym opowiem, ale nie dzisiaj. To dla mnie zbyt trudne.- obiecałam mu.
- Ok, nie naciskam. Czyli chcesz się jeszcze z nami zobaczyć?- spytał Vince z nadzieją.
- Czemu nie.- rzekłam tajemniczo.
- Pochodzisz stąd?- zmienił temat Vince.
- Nie, wcześniej mieszkałam w Kalifornii. Mieszkamy tu z Kate dopiero od dwóch tygodni.- odpowiedziałam.
- To krótko. Co was skłoniło do przeprowadzki?- zaciekawił się Vince. Jak chce to potrafi się rozkręcić.
- To długa historia.- uprzedziłam go.
- Mamy czas.- zaśmiał się.
- No dobrze, tylko powiedz mi, jak będę przynudzać.- poprosiłam go.
- To niemożliwe.- nie zgodził się ze mną. Uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam opowiadać mu całą historię naszej podróży.

                                                     




- Nie rozumiem czemu tak się jej czepiasz.- rzekłem, otulając się szczelniej kurtką, ponieważ zaczynało robić się chłodniej.
- Czy tylko ja widzę takie oczywistości?- żachnął się Wally.
- Może jaśniej?- niecierpliwiłem się.
- Tylko mi nie mów, że nie zauważyłeś tego jak on na nią patrzy.- dodał z niedowierzaniem Wally.
- No może patrzy i co z tego?- dopytywałem się. Wally zaczął mnie denerwować swoim debilnym zachowaniem.
- Co z tego? Kyle czy Ty naprawdę jesteś ślepy?Już widzę cały scenariusz tej sytuacji. Vince zakocha się w niej, będzie jej poświęcać cały swój wolny czas, a co za tym idzie zacznie nas olewać. W pewnym momencie przestanie przychodzić na próby, aż w końcu na dobre nas zostawi.- Wally przedstawił swoją wielce optymistyczną wizję. Uniosłem brwi ze zdziwienia.
- Dobrze się czujesz? Vince by nam tego nie zrobił.
- A skąd ta pewność? Nie pamiętasz co było rok temu z Bridget? Może i nie był w niej tak szaleńczo zakochany, ale jednak coś było na rzeczy. Już wtedy nas zaniedbywał, dobrze że szybko z nią zerwał, bo nie wiem jak by się to skończyło.- ciągnął dalej Wally.
- Wydaje mi się, ze Vince zasługuje na to żeby być szczęśliwym.- zastanawiałem się. Fakt, że gdy Vince się zakocha zapomina o całym świecie, ale nie jest tak źle.
- Nie mówię, że nie zasługuje na szczęście...ale czemu kosztem zespołu?- złościł się Wally.
- A nie jesteś przypadkiem zazdrosny? O to, że twój najlepszy kumpel znajdzie sobie kogoś i zapomni o Tobie?- zarzuciłem mu. Cały Wally. Chciałby żeby wszystko kręciło się wokół niego.
- Co Ty gadasz...- rzekł wymijająco.
- Wiedziałem. Czyli o to chodzi.- zaśmiałem się, ale Wally tylko prychnął.- Jesteś przewrażliwiony. Oni ledwo co się poznali, nie wiadomo czy coś się wydarzy między nimi. Może już więcej jej nie zobaczymy.
- Przecież ona też mieszka w Nowym Jorku. Vince na pewno będzie chciał ponownie się z nią zobaczyć.- powiedział Wally.- Znam ten jego błysk w oku, kiedy spodoba mu się jakaś dziewczyna.
- Wally, wyluzuj.- rzekłem krótko. Byłem już zniecierpliwiony jego zachowaniem. Wally pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Nie chciałem się do tego przyznać, ale także zauważyłem, że Vince nie spuszczał z Jessie wzroku. Czułem, że zapowiada się dłuższa znajomość z tą dziewczyną, pomimo, że nic o niej nie wiemy. Westchnąłem i przymknąłem zmęczone oczy. Reszta podróży minęła nam w ciszy.


                                                       



- Do jasnej cholery, gdzie ta Jessie jest! Spóźnia się już 2 godziny!- denerwowałam się patrząc nerwowo na zegarek. Byłam właśnie w „Star”, impreza się rozkręcała. Akurat dzisiaj musiała mi to zrobić! Taki ważny dzień! Tak ładnie wyglądałam, miałam na sobie moją nowiutką jasno różową, połyskującą sukienkę sięgającą kolan. Włosy potraktowałam żelem i stworzyłam postrzępioną, pozornie niedbałą kompozycję. A makijaż...to istne mistrzostwo. Na powiekach lśnił mój nowy nabytek, perłowy, lekko różowy cień a jego uwieńczeniem była seksowna kreska nad górną powieką zrobiona srebrno-czarnym linerem. Rzęsy potraktowałam podkręcającą maskarą, dzięki której były super długie, jakby sięgały aż do nieba. Już teraz przyciągałam uwagę wielu przystojniaków na tej sali. I trudno się dziwić, starałam się by mój wygląd był perfekcyjny. Cóż, nie jestem zbyt skromna. Ale skromność jest dla szarych myszek, którą ja z pewnością nie jestem.
- Nie denerwuj się Kate.- uspokajał mnie Harry.- Na pewno zaraz się zjawi.
- Wiedziałam, że tak będzie! Ona zawsze musi wykręcić mi jakiś numer!- złościłam się dalej. Spokojnie Kate, spokojnie...złość szkodzi urodzie.
- Na pocieszenie powiem Ci, że przepięknie dziś wyglądasz.- powiedział Harry.
- Dziękuje!- ucieszyłam się, uśmiechając się do niego serdecznie.- Ty też świetnie wyglądasz przystojniaku! Ta muszka dodaje Ci uroku. Uważaj, bo jeszcze jakaś damulka Cie skradnie i co wtedy? Twoja żona będzie niepocieszona.
- Przesadzasz.- Harry speszył się odrobinę i zaczął targać swoją czerwoną muszkę.
- Mówię szczerą prawdę. I zostaw już tą muszkę, naprawdę świetnie w niej wyglądasz.- powiedziałam patrząc w stronę drzwi.- Może spróbuje jeszcze raz do niej zadzwonić.
- Przecież już nie raz próbowałaś.- przypomniał mi Harry.- Ale za każdym razem nie odbierała.
- Może rozładował jej się telefon.- zastanawiałam się. Na pewno ma go przy sobie, widziałam jak brała go ze sobą. Jessie nie rozstaje się ze swoim Black Berrym.- Spróbuje, może akurat się uda.
- Dobrze, a ja tymczasem zobaczę czy wszyscy dobrze się bawią.- to powiedziawszy Harry poszedł się przejść po sali, a ja wyciągnęłam moją nowiutką Motorolę i wykręciłam numer tej ofiary losu.
- „Hej, tu Jessie. Nie mogę odebrać telefonu. Zostaw wiadomość.”- usłyszałam w słuchawce jej głos. Tylko mnie to rozeźliło.
- Słuchaj niewdzięcznico! Doigrałaś się! Już nigdy nic więcej dla Ciebie nic nie zrobię! Jeśli nie zjawisz się tu za 5 minut możesz się już do mnie więcej nie odzywać!- zasyczałam do telefonu i rozłączyłam się. Zamknęłam ze złością klapkę, tak, że ta omal nie odpadła, poprawiłam włosy i podeszłam do baru.
- Mandy zrób mi drinka.- poprosiłam koleżankę z pracy.
- Wszystko w porządku?- spytała zatroskana Mandy.
- Moja przyjaciółka mnie zdenerwowała! Miała tu być, ale jak zwykle się spóźnia! Miała iść tylko na spacer i co? Nie ma jej już od 3 godzin!- żaliłam się.
- Na pewno nie zrobiła tego specjalnie. Może coś ważnego ją zatrzymało.- mówiła Mandy, ale jakoś mnie to nie pocieszyło.
- Coś ważniejszego ode mnie? Wiedziała, że ten wieczór jest dla mnie bardzo istotny, ale mimo to nie przyszła!- dodałam rozżalona. Mandy popatrzyła na mnie ze zrozumieniem.
- A może coś jej się stało? Zgubiła się albo coś. Dzwoniłaś do niej?- podsunęła.
- Tak, nie raz. Nie odbiera. A przecież jest uzależniona od telefonu, całymi dniami chodzi przyssana do ekranu jak glonojad, ale teraz nie raczy nawet odpowiedzieć!- złościłam się.
- Na pewno wszystko się ułoży, nie denerwuj się.- Mandy postawiła przede mną kieliszek z błękitno-zielonym płynem i plasterkiem pomarańczy z boku.- Proszę. Niebiański przysmak. Spodoba Ci się.
- Dzięki...dobrze wiesz czego potrzebuje.- uśmiechnęłam się i wypiłam od razu pół drinka.
- Z umiarem Kate. I jak Jessie się pojawi nie bądź dla niej zbyt surowa. Nikt nie jest doskonały.- powiedziała Mandy. Miała racje, ale i tak byłam wkurzona.
- Ona szczególnie nie jest.- mruknęłam.
- Pogadamy później.- powiedziała Mandy uśmiechając się, po czym podeszła obsłużyć innych gości. Odprowadziłam ją wzrokiem i patrzyłam chwilę jak rozmawia z klientami, gdy coś innego przykuło moją uwagę. Po drugiej stronie sali, tuż obok sceny stało czterech mężczyzn. Ubrani byli w drogie, eleganckie garnitury i byli mega przystojni. Mój wykrywacz przystojniaków właśnie się uaktywnił. Jeden z nich, chyba najmłodszy, najbardziej zwrócił moją uwagę. Stał oparty o fortepian, marynarkę zarzucił sobie na ramię i co chwile przeczesywał swoje lśniące blond włosy, łypając na mnie pożądliwie. Nagle skinął na mnie, co tylko mnie rozochociło. Jego towarzysze także zwrócili na mnie uwagę, bo zaczęli szeptać między sobą i pokazywać mnie palcami. Przyjęłam więc prowokującą pozę, opierając się o bar jedną ręką, w drugiej trzymając drinka, puszczałam im oczko. Czułam jak wzrok blond anioła prześlizguje się po moim ciele, zatrzymując się na moment na prowokującym dekolcie. Uwielbiałam być w centrum zainteresowania, nie wstydziłam się do tego przyznać. Przypomniało mi się nagle jak mówiłam Jessie, że kończę z przelotnymi flirtami. No tak, ale czemu to takie trudne? Spojrzałam jeszcze raz na mojego anioła. Nadal wysyłał mi wyraźne sygnały mówiące, że jest zainteresowany. Nie mogłam się mu oprzeć. Choć z drugiej strony mój rozum, który o dziwo miał głos Jessie, krzyczał we mnie „nie rób tego!”. Posłuchać serca czy rozumu? Ciężka decyzja. Tym bardziej, że wokół mojej zdobyczy zaczęły kręcić się konkurentki. Łasiły się wokół niego, proponowały drinka lub taniec, trzepotały rzęsami i strasznie mnie denerwowały. Ale on nie reagował, wciąż czekał na mój ruch. Nie będzie czekał w nieskończoność.
- A co mi tam.- mruknęłam do siebie, dopijając resztę drinka. Poprawiłam włosy i podeszłam do mojego celu. Jeden zero dla serca. Rozum ponownie przegrywa walkę.
                                                  



- Skąd się wziął ten korek?- jęknęłam wyglądając przez okno. Od pół godziny staliśmy w korku. No już gorzej być nie może!
- Chyba w radiu coś mówili.- odezwał się Vince, podkręcając radio:
- „Z powodu zderzenia autobusu z samochodem osobowym, droga krajowa nr 58 zostaje zablokowana. Policja stara się kierować pojazdy na możliwe objazdy, lecz mimo ich starania ruch zostaje wstrzymany. Nie wiadomo jak długo potrwają prace porządkowe. Policjanci i strażacy robią co mogą. Właśnie na miejsce zdarzenia dotarł śmigłowiec sanitarny, który przewiezie najciężej rannych do najbliższych szpitali. Nie ma ofiar śmiertelnych.”
- I masz odpowiedź Jessie. Wypadek.- rzekł Vince.
- Ja faktycznie przyciągam kłopoty!- powiedziałam smutnie.
- Co Ty gadasz! To przecież nie twoja wina, że zdarzył się wypadek!- powiedział Vince poważnym tonem. Ktoś zapukał na tylne okienko, więc Vince je uchylił.
- Hej, co się dzieje? Czemu stoimy?- w okienku pojawiła się twarz Kyle'a.
- Wypadek. To jeszcze trochę potrwa. Kierują nas na objazdy.- wyjaśnił mu Vince.
- No to pięknie!- usłyszałam narzekania Wally'ego.
- I co teraz?- zaniepokoił się Kyle.
- Nic nie możemy zrobić, tylko czekać.- rzekł Vince, zaciskając mocniej palce na kierownicy.
- A może zawrócimy i skręcimy w inną drogę? W jakiś sposób dotrzemy na miejsce.- zaproponowałam.
- To nie jest taki głupi pomysł.- przyznał Kyle.
- Ale to może potrwać wieki. Będziemy jechać okrężną drogą i nie wiadomo kiedy dotrzemy do Nowego Jorku.- Wally ostudził jego zapał.
- A mamy inne wyjście? To lepsze niż to czekanie!- powiedziałam ze złością.
- Tylko stracimy mnóstwo benzyny. Jeśli jesteś taka chętna to daj nam kasę na benzynę. Albo lepiej, idź pieszo.- zadrwił ze mnie Wally.
- Proszę bardzo, mogę wam zwrócić za benzynę!- fuknęłam na niego, ale Vince zaczął protestować:
- Nie ma mowy Jessie, za nic nie będziesz nam płacić. Chcecie czy nie siedzimy w tym razem.
- Nie zapominaj o tym, że ona jest tu obca, więc nie mów o nas jak o jakiejś grupie, którą łączy wspólny cel.- skrzywił się Wally.
- Ty i tak skrytykujesz wszystko co powiem! Nie ważne co by to było! Może i jestem dla was obca, ale to wy zaproponowaliście mi pomoc!- zauważyłam, że Wally już otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale ja ciągnęłam dalej.- To znaczy Vince i Kyle mi to zaproponowali. A Ty się zachowujesz jakbym była odpowiedzialna za ten wypadek! Chcesz to proszę bardzo, mogę wysiąść i iść pieszo! To dla mnie żaden problem! Pewnie byłabym szybciej od waszej trójki, która dalej stałaby w tym korku! Masz coś do mnie to mi to powiedz prosto w twarz, a nie ukrywaj się pod swoimi debilnymi ciętymi ripostami!
W samochodzie nastała cisza. Nikt się nie odezwał, nawet Wally, którego ataku się spodziewałam. Vince wpatrywał się w swoje trampki, a Kyle stukał nerwowo w szybkę. Poczułam się strasznie głupio. Już chciałam się odezwać i przeprosić, ale ku mojemu zaskoczeniu Wally mnie uprzedził:
- Vince, to nie ma sensu, zawracamy. Wjedziemy w jakąś boczną drogę, może zdążymy przed północą.
Wytrzeszczyłam na niego gały. Podobnie jak Kyle i Vince. Tego się nie spodziewałam. Po chwili Wally dodał:
- Młoda, tylko sobie nie myśl, że zrobiłaś na mnie wrażenie lub skruszyłaś moje serce z kamienia. Nic z tych rzeczy. To tylko zawieszenie broni. Ktoś tu musi racjonalnie myśleć.
- A myślisz, że ja nie...- próbowałam się bronić, ale Wally znowu brutalnie mi przerwał:
- Nie, Ty na pewno nie myślisz racjonalnie. Działasz pod wpływem emocji, dlatego pleciesz co Ci ślina na język przyniesie. Choć przyznaje, że jeszcze nikt mi nie wytknął tylu błędów co Ty. Mało kto odważa się powiedzieć mi coś takiego. Ale nie oznacza to, że się z Tobą zgadzam. Mało ważne, jedźmy już bo zgłodniałem.
- Robi się.- rzekł posłusznie Vince, zawracając. Co chwile spoglądał w moja stronę, jakby się bał, że znowu zacznę się wydzierać na Wally'ego. Nie miałam zamiaru. Ciągle byłam w szoku. Nie spodziewałam się, że w moim krótkim życiu spotkam kogoś kto potrafi mnie przegadać. Nawet Kate i Sam nie są do tego zdolni.
Vince przejechał parę kilometrów i skręcił w jakąś boczną, rzadziej uczęszczaną drogę. Była także słabiej oświetlona.
- Czarno to widzę.- usłyszałam drżący głos Kyle'a.
- Może dlatego, bo prawie w ogóle nie ma tu lamp.- zakpił Wally.
- Przestańcie krakać, jakoś to będzie.- powiedział Vince, rozglądając się wokoło.
Ja tymczasem postanowiłam zadzwonić do Kate, by wyjaśnić jej co się stało. Przez telefon przynajmniej nie urwie mi głowy. Wyciągnęłam więc telefon, by zadzwonić. Zauważyłam, że Kate dzwoniła kilka razy, ale miałam wyciszony telefon i nie wiedziałam o tym. Dostałam też sms-a z informacją, że Kate zostawiła mi wiadomość na poczcie głosowej. Bałam się tego, co nagrała.
- Ojć...- jęknęłam po jej odsłuchaniu. No to mam przechlapane.
- Co się stało?- spytał Vince. Zauważyłam, że Wally i Kyle nastawiali ucha.
- Posłuchaj tego.- powiedziałam i podałam mu telefon. Vince wziął ode mnie telefon i przystawił go sobie do ucha.
- Niedobrze.- zachichotał.- Może lepiej by było, gdybyś nie wróciła dziś do domu.
- O co chodzi? Ja tez mogę posłuchać?- zaciekawił się Kyle, wsadzając głowę przez okienko tak, że prawie mu utknęła. Zgodziłam się i Vince podał mu telefon. Po chwili i on zaczął się śmiać.
- Vince ma racje, lepiej zostań z nami. Chcesz posłuchać?- zwrócił się do Wally'ego, ale ten odmówił, twierdząc że nie interesuje go prywatne życie obcych mu ludzi. Przewróciłam oczami i odebrałam telefon od Kyle'a.
- Serio Jessie, może chcesz przenocować u nas? Miejsca mało, ale jakoś byśmy sobie poradzili.- zaproponował Vince.
- Nie ma mowy!- zagrzmiał Wally.
- Dzięki, ale i tak już nadużywam waszej gościnności. Możesz odetchnąć z ulgą Wally!- zawołałam przez okienko.
- Właśnie to zrobiłem!- usłyszałam w odpowiedzi. Parsknęłam śmiechem. Kto wie, może to przekomarzanie się z nim mi się spodoba.- Wiesz, nie chcę rano natknąć się na elementy damskiej bielizny walające się po mieszkaniu.
- To byłyby chyba pierwszy i ostatni raz w życiu, gdy widziałbyś takie elementy.- odgryzłam mu się. Wally warknął ze złością.- Poza tym nie mam w zwyczaju rozrzucać po mieszkaniu swojej bielizny, zwłaszcza jeśli znajdowałabym się z wami pod jednym dachem.
- Nie wątpię. Założę się, że jeszcze żaden nieszczęśnik nie doświadczył tej tortury, zwanej dobraniem się do tego co trzymasz pod tym skafandrem.- dodał wrednie Wally. Tylko dolał oliwy do ognia.
- Może ja i Vince zostawimy was samych? Coraz lepiej się dogadujecie.- powiedział z sarkazmem Kyle, zanim zdążyłam się ponownie odgryźć Wally'emu. Za to Vince widocznie spochmurniał. Zastanawiałam się dlaczego.
- Nie dzięki, nie chce zarazić się głupotą, to pewnie nieuleczalne.- żachnął się Wally.
- Przykro mi, że Cię zasmucę, ale złapałeś to już dawno temu.- warknęłam.
- Przestaniecie wreszcie?! Już nie da się was słuchać!- Vince próbował nas przekrzyczeć. Umilkliśmy jak na komendę.- Nareszcie. Nie wiem czy zauważyliście, ale wyjechaliśmy na główną drogę. Nie wiem gdzie dokładnie jesteśmy, musimy to sprawdzić. Jessie, tutaj w schowku powinna być mapa.
Posłusznie wyciągnęłam mapę.
- Jesteś pewny, że jest aktualna?- spytałam puszczając mu oczko. Vince uśmiechnął się. Wiedział o co mi chodzi, wszystko mu opowiedziałam.
- Tak, jest aktualna.- zapewnił mnie szeroko się uśmiechając.
- Ale ruchy ludzie! Nie czas na amory! Dajcie mi lepiej tę mapę, bo w tym tempie nigdy nie dojedziemy!- poganiał nas Wally. Wzruszyłam tylko ramionami i podałam mu mapę przez okienko. - Jesteśmy na drodze nr 61, bez problemu dojedziemy nią do Nowego Jorku. To niecałe 25 kilometrów stąd.- oznajmił po chwili.
- No widzisz, jak chcesz to potrafisz.- zakpiłam. Wally nic nie powiedział, tylko rzucił we mnie mapą. Wciąż chichocząc schowałam ją z powrotem do schowka.
- Może jeszcze zdążysz na to przyjęcie.- zwrócił się do mnie Vince.
- Jestem już bardzo spóźniona...już po 9.- powiedziałam patrząc na zegar w moim telefonie.
- To gdzie Cię podrzucić?- spytał Vince.
- Wystarczy pod mój dom, stamtąd dojdę do klubu, to niedaleko.- odpowiedziałam.
- Daj spokój, podwieziemy Cię od razu pod ten klub, powiedz tylko gdzie to jest.- zaprotestował Vince. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i podałam mu adres.
- Chyba kiedyś tam byliśmy po zajęciach.- zaczął sobie przypominać Vince.- Może kiedyś się tam spotkamy.
- Aha, zaczyna się.- jęknął Wally. Zignorowaliśmy go.
- Czemu nie, wpadajcie.- ucieszyłam się.
- Pewnie! Mają tam świetne jedzenie.- zgodził się Kyle. Tu miał racje.
- Od tego gadania o jedzeniu strasznie zgłodniałam.- zauważyłam.
- Co Ty nie powiesz, ja już od dawna jestem głodny.- odezwał się znowu Wally.
- To zjedz swojego buta, może to Cię zajmie na jakiś czas.- zaświergotałam.
- Ha ha ha. Bardzo zabawne. Sama sobie wymyślasz te denne teksty?- prychnął Wally.
- Pewnie, taki właśnie jest ten mój wybitny umysł.- powiedziałam z udawaną dumą.
- Wybitny umysł? To było dobre. Ale ja raczej powiedziałbym, ze to wybitna głupota.- sprostował to Wally.
Dalsza część podróży właśnie tak wyglądała. Kyle naciągnął sobie kaptur na głowę i starał się nas nie słuchać, a Vince założył sobie słuchawki na uszy. I nie trudno im się dziwić. Tak to właśnie jest gdy w tym samum miejscu i w tym samym czasie znajdą się dwa wybitne umysły obdarzone wybitną głupotą.

                                                


Zadziwiająco szybko pożegnałam się z chłopakami, gdyż obawiałam się tego co mi powie Kate. Było już po 10, więc obawiałam się najgorszego. Vince był niepocieszony tym, że tak szybko się rozstajemy, ale dałam mu namiary na siebie i obiecałam, że jeszcze się zobaczymy. Kyle uściskał mnie przyjaźnie i zapowiedział, że wpadnie kiedyś do „Star”, by spróbować słynnego dania Harry'ego, czyli spaghetti z krewetkami, o którym mu opowiadałam. Za to Wally podłożył mi nogę, gdy wysiadałam z szoferki, tak że wylądowałam na zimnym chodniku. I pewnie jego ośli rechot nie ucichłby do rana, gdyby nie to, że dźgnęłam go mocno w żebra, co okazało się jego słabym punktem. Chłopak zaklął pod nosem i powiedział coś w stylu „Z tą to tylko same problemy!”, po czym wskoczył do szoferki zamykając za sobą drzwi z hukiem. Gdy już się z nimi pożegnałam pędem ruszyłam w stronę klubu.
Otworzyłam drzwi wejściowe z impetem. W środku było jeszcze pełno ludzi, chodź widać było, że impreza powoli dobiega końca. Wszyscy popatrzyli na mnie jak na dziwoląga. W sumie tak właśnie wyglądałam. Nawet nie miałam odpowiedniego stroju. Miałam na sobie moje rurki z dziurami, lekko ubrudzone przez Wally'ego, zwykły czarny T-shirt i bluzę z kapturem na zamek. Nie widziałam swojego odbicia, ale przypuszczałam, że moje włosy, potargane przez wiatr wyglądają jak strąki. Podeszłam do Harry'ego, który stał przy scenie.
- Hej Harry! Trochę się spóźniłam. Wiesz gdzie jest Kate?- przywitałam się szukając wzrokiem Kate.
- O Jessie! Lepiej późno niż wcale!- zaśmiał się Harry.- Kate jest na Ciebie wściekła. Wyszła jakąś godzinę temu. Ale nie sama.
- Jak to? Z kim?- zdziwiłam się.
- Poznała tu takiego jednego, jak mu tam? Nie pamiętam, nawet go nie znam. Ale chyba wpadła mu w oko.- powiedział Harry.
- W co ona się znowu wpakowała.- pokręciłam głową z dezaprobatą.
- A co z Tobą się działo?- dopytywał się Harry.
- To długa historia, później Ci opowiem.- obiecałam.- Teraz muszę udobruchać Kate.
- Dobrze, ale nie ręczę za to w jakim stanie ją zastaniesz. Trochę za dużo wypiła.- uprzedził mnie Harry.
- Ok dzięki! Dobranoc.- to powiedziawszy wybiegłam na ulicę.
Biegłam jak oszalała, wskoczyłam po klatki schodowej i tym razem skorzystałam z windy. Wyskoczyłam z niej na naszym piętrze i już miałam szukać kluczy, ale zauważyłam, że drzwi są otwarte. Ostrożnie weszłam do środka. W kuchni i salonie było ciemno. Ale słyszałam czyjeś głosy w pokoju Kate. Na palcach chciałam przejść do mojego pokoju, ale potknęłam się o jakieś ubranie i z hukiem padłam na podłogę, robiąc hałas. Mój drugi upadek, tego wieczoru. Brawo Jess.
W salonie zapaliło się światło, a z pokoju wyszła Kate w szlafroku i jakiś koleś w samych bokserkach. Wyszczerzyłam się jak wariatka.
- Eee...cześć.- wyjąkałam zmieszana.
- Skarbie, poznaj Jessie. Moją byłą przyjaciółkę.- powiedziała oschle Kate, rzucając mi pogardliwe spojrzenie.


Głosuj (3)

jessie1 21:21:05 22/12/2010 [Powrót] Pozostaw po sobie ślad


Kolejna świetna notka i co tu dodawać...
Cathie1996 14:39:43 30/01/2011
zalogowany | http://wedrujac-jako-ostatnia.wjo.pl/ IP: zalogowany

Zazdroszczę Ci umiejętności pisania tak długich rozdziałów :) Przeczytałam kawałek i muszę przyznać, że ta historia niezwykle wciąga. Zaraz po świętach biorę się za czytanie :)
Zapraszam na rozdział III mojego opowiadania na www.madelaine.blog4u.,pl
Madelaine 13:49:16 24/12/2010
apn-77-115-134-89.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 77.115.134.89




Nawet tam gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek...



|| Szablon wykonała Jessie tylko i wyłącznie dla Nawet tam, gdzie wszystko się kończy, ja odnajdę swój początek... ||

Historia Jessie Willys

Pojawiło się 10077 dusz...


Jestem wodą...do której raz włożywszy dłoń, nigdy nie zdołasz jej zapomnieć...


Avatar


Balansując na krawędzi życia, mamy 3 możliwości dalszej drogi: możemy się cofnąć, stać w miejscu lub skoczyć w przepaść. Mając całe życie w swoich rękach, którą drogę mam wybrać?


Dodaj do Ulubionych Duszyczek


Księga zbłąkanych dusz:

Przeglądaj Księgę
Zostaw po sobie ślad w Księdze


To już było:

2012
Kwiecień
Luty
Styczeń
2011
Grudzień
Listopad
Sierpień
Lipiec
Maj
Kwiecień
2010
Grudzień
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec



Moje ulubione duszyczki:

sharley.blog4u.pl
the-hills.blog4u.pl
inanotherlife.blog4u.pl
dracantra-dragon.blogasek.pl
odnalazlem-samego-siebie.blog4u.pl
dzieci-mafii.blog4u.pl
wieksze-dobro.blog4u.pl
hogwart-harry-ron-hermiona.blog4u.pl
eternity.blog4u.pl
demony-duszy.blog4u.pl
crying-star.blog4u.pl
odmiency-others.wjo.pl
cullens-diary.wjo.pl
pamietniklily.blog4u.pl
bloody-landscapes.blog4u.pl
rozpieszczona-ksiezniczka.blog4u.pl
non-celibacy-century.blog4u.pl
shadow-poison.blog4u.pl
milosc-i-poswiecenie.blog4u.pl
rozowydlugopis.blog4u.pl
monisiaaa.blog4u.pl
zniesmaczona.wjo.pl
hermiona-draco-story.blog4u.pl
the-fallen-angel.blog4u.pl
not-givin-up.blog4u.pl
o-tym-i-owym.blog4u.pl
lenasthinking.blog4u.pl
iwillfindyou.blog4u.pl
scarlet-moon.blog4u.pl
moj.dziennik.blog4u.pl
the-truth.blog4u.pl
.
lacrimosa.blog4u.pl
obrazy-slowem-malowane.blog4u.pl
try-to-love-me.wjo.pl
felieton.blog4u.pl



A to lubię:

Autorka
Don't try to fix me' I'm not broken...
Moje ;)
Obrazy słowem malowane
Opowiadania
http://juneau.mylog.pl
http://naughty.mylog.pl
http://morbid.mylog.pl
Szablony
Szablony Scarlett
mks.yzoja
Cioccolato szablony
Thecoracje - szablony
Al for you
Szablony.blogowicz
Potterowskie